18 lipca 2014

Rozdział X

Od kilku tygodni dni  mijały Hermionie tak samo: lekcje, z których nic nie pamiętała, posiłek, który w siebie wmuszała, wizyty u blondyna, rozmyślanie w swoim dormitorium- oczywiście o tym, czy Draco jest z nią szczery i zamartwianie się o niego oraz sen, w którym nękały ją koszmary. Nigdzie nie chciała wychodzić. Wszelki próby wyciągnięcia jej gdzieś przez przyjaciół kończyły się fiaskiem. Zaczęły ją nawet irytować wesołe rozmowy dziewczyn w ich wspólnym dormitorium, więc zaczęła zaszywać się w Pokoju Życzeń. W końcu pewnego dnia nareszcie usłyszała jakąś dobrą wiadomość- Draco wreszcie odzyskał przytomność. Gdy tylko to usłyszał od razu pobiegła do niego. Drzwi od Skrzydła Szpitalnego były zamknięte. Nie zważając na to, że za drzwiami jest szpital, a w nim chorzy zaczęła walić w nie bez opamiętania tak długo, aż pielęgniarka w końcu jej otworzyła.
- Panno Riddle co to za zachowanie?! Przypominam pani, że tu jest szpital.
-Dzień dobry. Przepraszam za ten hałas. Czy mogę wejść i zobaczyć Dracona?
- To jest absolutnie wykluczone. Pan Malfoy dopiero co się obudził i musi wypoczywać.
- Ale... ale jak to? Ja muszę tam wejść. To sprawa życia i śmierci.
-Nie wydaje mi się. Żegnam.- kobieta już miała zamykać drzwi, gdy szatynka bezczelnie przepchnęła się obok niej i wparowała do Skrzydła Szpitalnego.
- Panno Riddle proszę natychmiast wyjść!
- Błagam panią chociaż pięć minut.
- Dobrze masz piętnaście minut, ale ani minuty dłużej.- kobieta ulitowała się nad nią i pozwoliła jej wejsć i odwiedzić Dracona, widząc jak bardzo jej na tym zależy.
-Dziękuję pani bardzo.
Hermiona weszła dalej i znalazła się w sali chorych. Był tu tylko blondyn- jego siostra wyszła  dwa tygodnie wcześniej.  Chłopak nadal miał na sobie dużo bandaży, jednak już nie na całym ciele, zamiast nich widniały tam siniaki wywołane jadem. Na widok dziewczyny próbował się podnieść. Jednak ona podeszła do niego pocałowała go w policzek i mruknęła:
- Nie siłuj się. Masz odpoczywać. Jak się czujesz?\
- Dobrze. Co z Laurą?
- Wszystko z nią w porządku wyszła ze szpitala po trzech dniach.
-Zaraz, zaraz to ile ja tu leżę?
- Prawie trzy tygodnie.
-Co? Tak długo?
- Tak. Byłeś nieprzytomny to dlatego nic nie pamięt...
-Hermiono- przerwał jej w pół zdania blondyn.- Jak ty wyglądasz?
Rzeczywiście dziewczyna nie wyglądała za dobrze. Cienie pod oczami, potargane włosy, wyglądała na bardzo zmęczoną i taka była, koszmary i ciągłe zamartwianie się ją wykańczały.
-Tylko mi nie mów, że z mojego powodu zarywałaś noce?
Dziewczyna spuściła głowę. Taka odpowiedź wystarczyła chłopakowi
- Posłuchaj  mnie uważnie. Masz zacząć prowadzić normalny, zdrowy tryb życia. Nie wyniszczaj się z mojego powodu.
-Ale Draco ja tak bardzo się martwię...
- Niepotrzebnie. Przecież widzisz, że nic mi nie jest. W końcu jestem Malfoyem, więc nic mi nie będzie.. Obiecasz mi, że zrobisz to o co cię proszę?
- Obiecuję- przyrzekła wierząc, że teraz, gdy Draco już się obudził wszystko będzie dobrze.- Czy coś cię boli, jeśli tak to pani Pomfrey poda ci jakieś tabletki.
-Nic mi nie jest.- powiedział krzywiąc się przy tym, bo poruszył jakąś bolącą częścią ciała.
- Poczekaj chwilę.- powiedziała i ruszyła w stronę gabinetu pielęgniarki.
Po chwili wóciła z panią Pomfrey. Kobieta obejrzała go  dokładnie i przniosła jakieś eliksiry dla blondyna.
-Przykro mi Hermiono, ale musisz już iść. Pan Malfoy musi odpoczywać.
-Jasne nie ma sprawy do zobaczenia Draco. Wpadnę do ciebie jutro. Będę mogła prawda, proszę pani?
-Jeśli jego stan będzie taki jak dziś i nadal będzie się poprawiał nie widzę żadnych przeciwwskazań.- pielęgniarka uśmiechnęła się lekko do dziewczyny, a ona trochę zaskoczona odwzajemniła uśmiech.
-To do jutra Draco.- podeszła i pocałowała go w policzek.- Do widzenia pani.
-Do widzenia.
Brązowooka szła do swojego pokoju w lochach.  Była pełna nowej energii. Wiadomość o tym, że Draco się obudził, sprawiła, że odżyła. Była sobota, nie było żadnych zajęć. Większość uczniów poszła do Hogsmeade. Pewnie jej przyjaciele też tam są.  Nagle zrobiło jej się strasznie głupio,że tak ich ostatnimi czasy zaniedbywała. Może dołączy do nich w wiosce i tam przeprosi ich wszystkich? Tak, to dobry pomysł. Ruszyła jeszcze szybciej do swojego pokoju. Jakie było jej zdziwienie, gdy w pokoju zobaczyła wszystkich swoich najlepszych przyjaciół. Nawet Ginny i Harry tu byli.
-Co wy tu robicie?
-Hermiono mamy dość. Nie możesz się tak dłużej zachowywać. Wyglądasz jak cień samej siebie.- zaczęła Camile.
- To prawda co mówi Mili. Koniec z tym. Nie możesz tak żyć.- dodała Ginny.
- Posłuchajcie mnie, dobrze? Wiem, że ostatnio nie byłam za dobrą przyjaciółką. Po prostu strasznie martwiłam się o Draco. Wiem, ze to kiepskie wytłumaczenie, ale innego nie mam na swoje usprawiedliwienie. Przepraszam. - dziewczyna spuściła wzrok, czekając na wyrzuty przyjaciół. Jednak zamiast tego poczuła przytulające ją ramiona. Zaskoczona podniosła wzrok i zobaczyła rudą głowę Ginny.
-Już dobrze Miona. Nic się nie stało.
-Dokładnie. Rozumiemy to, że martwiłaś się o Draco.
-To co, może, żeby uczcić powrót Hermiony do świata żywych wyskoczymy do Trzech Mioteł?- zaproponował Diabeł, a wszyscy z radością mu przytaknęli.
Po kwadransie szli już w kierunku wioski, popychając się i rzucając w siebie śnieżkami. Co chwilę ktoś wybuchał głośnym śmiechem. Hermionie właśnie tego brakowało. Spotkań z przyjaciółmi. W barze wypili po kremowym piwie (dziewczyny) i szklance Ognistej (chłopacy). Nie zabawili tam długo, bo jak zazwyczaj w środku był straszny tłok. Ruszyli więc do Miodowego Królestwa, gdzie kupili mnóstwo słodyczy, a następnie do sklepu Zonka. Wszyscy przyglądali im się z mieszanką zaciekawienia i zdziwienia. W końcu byli sześcio i siódmoklasiści.  Jednak oni niewiele robili sobie z tych spojrzeń, bo właśnie czegoś takiego im brakowało. Chwili zapomnienia, odskoczni od tych wszystkich trosk, które ciągle ich otaczały. Do zamku wracali, gdy już było ciemno, ale za to w wyśmienitych nastrojach. Przyjaciele Hermiony, strasznie cieszyli się z tego, że znowu zaczęła normalnie żyć, więc wszyscy poszli do pokoju Ślizgonek. Zamieszkiwały go tylko w cztery: Camile, Laura, Hermiona i Pansy. Zasługą ich rodziców   było to, że nie mieszkały z nimi Astoria i inne puste wychowanki Domu Węża w ich wieku. Za to mieszkała z nimi Laura. Podobnie mieli chłopacy, którzy również mieszkali tylko we czwórkę. Tak więc nie musieli przejmować nagłej skargi żadnej ze współlokatorek, bo po prostu jej nie było. Diabeł, jak to Diabeł, przyniósł zaraz trzy butelki Ognistej.
- To co pijemy? - zapytał uśmiechając się iście... diabelsko.
 Wszyscy mu przytaknęli. Siedzieli do trzeciej w nocy. W końcu stwierdzili, że pora spać i tu pojawił się problem. Harry i Ginny musieli dostać się na górę, a to, że wpadną na woźnego było pewne na sto procent z tego powdu, że Złoty Chłopiec ma sklerozę i zapomniał peleryny niewidki. Wreszcie postanowiono, że Potter wyśpi się na wolnym łóżku Dracona, a Ginny zmieści się w pokoju dziewczyn, jeśli te połączą ze sobą dwa łóżka. Gdy rozwiązali ten problem chłopacy uparli się, że nie mogą pozwolić, żeby dziewczyny nosiły takie ciężary i sami zsunęli łóżka. Gdy w końcu poszły przyjaciółki wzięły szybki prysznic i padły jak kłody na łóżka od razu zasypiając.
*******
  Hermiona praktycznie całą niedzielę przesiedziała u Dracona. Pielęgniarka zauważyła, jak jej zależy na tym, aby spędzić jak najwięcej czasu z chłopakiem, więc bez przeszkód pozwoliła jej na spędzenie dnia w Skrzydle Szpitalnym. Szatynka wzięła ze sobą podręcznik do transmutacji i przerobiła z blondynem tematy które opuścił. Odkąd robiła tak codziennie. Po lekcjach szła do swojego chłopaka i siedziała tam do późna ucząc się z nim. Od jego wybudzenia minęły dwa tygodnie. Była już końcówka letego.  Draco również był zadowolony, ponieważ już  na pierwszy rzut oka było widać, że Hermiona zaczęła o siebie dbać. Zniknęły jej worki pod oczami, skóra nie była już szara, a włosy nabrały blasku. Jego stan był coraz lepszy. Nawet sama pielęgniarka była zdziwiona,że po tak poważnych obrażeniach bardzo szybko wraca do siebie.
Pewnego dnia Hermiona wracała ze Skrzydła Szpitalnego i postanowiła pójść do swojego dormitorium należącego do niej jako do Prefekt Naczelnej. Jakże wielkie było jej zdziwienie, gdy nie mogła dostać się do środka.
-Biały szal.- wypowiedziała hasło.
- Złe hasło. -odezwała się kołatka na drzwiach.
- Jak to złe?
- Normalnie zostało zmienione.
- Ale przecież nikt nie może zmienić hasła oprócz Prefekta Naczelnego, którym jestem ja.
- Mylisz się. Nie jesteś już Gryfonką, więc nie jesteś też ich Prefektem.
- Więc kto jest teraz Prefektem Gryffindoru?
- Drugi Prefekt z twojego rocznika, czyli...
-Co?! Chcesz powiedzieć, że Weasley został Prefektem Naczelnym?!
- Dokładnie.
Hermiona pędem ruszyła w stronę lochów do gabinetu profesora Snape'a. Zaczęła walić w ciężkie dębowe drzwi tak długo, aż Mistrz Eliksirów jej otworzył.
- O co chodzi?
- Weasley zamieszkał w moim dormitorium Prefekta profesorze. Został Prefektem Naczelnym. Czy można coś z tym zrobić?
- Chyba nie możesz być z powrotem ich Prefektem, bo nie jesteś już Gryfonką, ale porozmawiam z dyrektorem i zobaczę co da się zrobić.
-Dziękuję i do widzenia.
- Do widzenia.
Dziewczyna chcąc, nie chcąc poszła do pokoju, który dzieliła z dziewczynami. Aż się w niej gotowało na myśl o tym, jak Weasley korzysta ze wszystkiego, co znajduje się w dormitorium Prefekta. W dormitorium była tylko Camile, która odsypiała wczorajszą noc, więc brązowooka najciszej jak umiała podeszła do biurka po podręcznik od eliksirów i usiadła na swoim łóżku zagłębiając się w lekturze.  Czytała tak długo, aż Camile się obudziła i razem poszły na kolację. W Wielkiej Sali byli już prawie wszyscy. Podeszły do dziewczyn, które plotkowały o jakimś nowym przystojnym Krukonie. Pod koniec kolacji dyrektor wstał.
- Poczekajcie jeszcze chwilę. Mam wam do ogłoszenia pewną rzecz. A więc, wspólnie z profesorem Snapem ustaliliśmy, że Ślizgoni to najbardziej niesforny dom.- starzec posłał lekki uśmiech w stronę ich stołu.- I dlatego bedą oni mieli w tym roku dwóch Prefektów Naczelnych. Pierwszym będzie aktualny Prefekt Draco Malfoy, natomiast drugim  została Hermiona Riddle. Macie do swojej dyspozycji pokój Prefekta Naczelnego Slytherinu. Dziękuję wam za uwagę. Możecie już iść do swoich domów.
Wszyscy uczniowie ruszyli w stronę wyjścia.
- Mionka jak załatwiłaś to, że jesteś drugim Prefektem? Przecież chyba nigdy tak jeszcze nie było.
- Dzisiaj byłam w swoim dormitorium i kołatka powiedziała, że Weasley został Prefektem Naczelnym i do niego teraz należy mój pokój. Gdy to usłyszałam poszłam do Snape'a, a on poszedł do Dumbledora i wszystko załatwił.- wytłumaczyła.
- Idziemy do dziewczyn Teo?- spytał Diabeł- Oczywiście ty też z nami idziesz.- zwrócił się do Erika.
- A może najpierw spytacie się nam, czy was chcemy?- zaśmiała się Pansy.
-No jak to? Takich trzech facetów nie chcieć? Musicie się skusić.
- Twoja szczerość jest rozwalająca. Wchodźcie.
Zrobili sobie powtórkę z poprzedniego dnia, tyle, że dużo krótszą, ponieważ następnego dnia musieli wstać na lekcje. Gdy chłopacy poszli do siebie chwilę jeszcze rozmawiały o babskich sprawach i położyły się spać. W poniedziałek mieli Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami. Lekcję prowadził - jak z satyafakcją zauważyła Hermiona- mocno pokierszowany Hagrid. Gajowy wyraźnie unikał nawet spojrzenia przyjaciół. Gdy po lekcji ruszyli w stronę zamku podszedł do nich Harry z Ginny. Po chwili również dołączyła do nich oburzona Pansy.
- Wiecie, co ten Weasley sobie wymyślił?! Zaprosił mnie na randkę!
Szczęki wszystkich dosłownie uderzyły z hukiem o ziemię. Patrzyli z niedowierzaniem w pannę Riddle pewni, że mają omamy słuchowe.
-Możesz powtorzyć Pan?
- Dobrze słyszeliście. Wiewiór zaprosił mnie na randkę w Hogsmeade.
- Chyba nie masz zamiaru tam iść?- zapyał Teo.
Złoty Chłopiec toczył wewnętrzną walkę. Podejrzewał o co może chodzić Ronowi. W końcu postanowił powiedzieć prawdę, widząc jak cierpiałaby Hermiona , gdyby jej siostrze coś się stało.
- Wiecie, ja wiem o co chodzi Ronowi. Po tym jak powiedziałaś nam w Norze, że jesteś córką Voldemorta Dumbeldore kazał mi i Ronowi namówić Hermionę i Pansy, żeby przeszły na naszą stronę. No i jemu przypadła Pansy.
- Czyli on po to mnie zaprosił?
- Tak mi się wydaje.
- Dzięki, że nam poiwiedziałeś Harry.
-Nie ma sprawy.
- Wiecie co mam pomysł jak wkurzyć Weasleya.- Blaise uśmiechnął się złośliwie.- Harry mówiłeś, że Wiewiór zrobił ci ostatnio awanture o to, że z nami gadasz.
- No tak.- przytaknął niepewnie Potter, wiedząc, że po nim może spodziewać się wszystkiego.
-Co wy na to, żeby jeszcze bardziej go zdenerwować? Tylko nasz Potter musi zrobić jedną malutką rzecz.
- Jaką?
- Co teraz mamy? Obiad. A co zrobi Harry Potter na obiedzie? Usiądzie przy stole Ślizgonów.
-Chyba śnisz Zabini!
- No Potter tylko jeden raz.
-Nie.
- Później coś dla ciebie zrobię. No weź nie bądź taki.
-Nowy zestaw do czyszczenia mioteł.- postawiłtwardy warunek.
- Załatwione!- Diabeł cieszył się jak małe dziecko.
Jak postanowili tak zrobili. Miny Rudego i innych Gryfonów były bezcenne. Przez resztę lekcji osrenacjnie nie odzywali się do Wybrańca.
Po lekcjach Hermiona od razu ruszyła w kierunku Szkrzydła Szpitalnego, aby odwiedzić Malfoya. Niestety czekała ją przykra niespodzianka, gdy weszła do środka zobaczyła, że szpital jest pusty. Czyżby Draco został już wypisany? Przecież pielęfgnoarka mówiła, że do końca tygodnia na pewno nie opuści szpitala. Od razu ruszyła do gabinetu pani Pomfrey.
- Dzień dobry.- przywitała się.
-O dzień dobry panno Riddle.
- Czy mogłaby mi pani powiedzieć, gdzie jest Draco?
- Dziś stan pana Malfoya gwałtownie się pogorszył i został on przetransportowany do Szpitala Świętego Munga.- powiedziała pielęgniarka, a dziewczyna poczuła jak załamują się pod nią nogi.
*******

Hej . W końcu skończyłam ten rozdział ;) Ufff. Miał być szybciej, ale moja ciocia zaczęła oglądać wszystkie odcinki "Serca Clarity" i ja chcąc, nie chcąc też sie wciągnęłam.xd
Proszę o komentarze, wyrażacie tym szacunek dla mojej pracy i możecie pomóc mi poprawić coś co jest źle, a czego ja nie zauważyłam.
Pozdrawiam
Ever :*

1 lipca 2014

Rozdział IX

Gdzie jest Laura?
To pytanie zawisło między nimi. Nikt nie odezwał się ani słowem, każdy miał zrozpaczoną minę. W końcu ciszę przerwał Hagrid  jak zwykle wszystko  lekceważąc.
-E tam, ona nazywa się Malfoy. Jest jego siostrą.- wskazał brodą Dracona, który tępo wpatrywał się w przestrzeń.- Robi sobie z nas żarty.  Zaraz wyskoczy z jakichś krzaków śmiejąc się z nas w najlepsze. W końcu to Malfoy, a oni są znani z tego typu głupstw.
Draco drgnął w końcu.
- Słuchaj ty zakuty łbie. Nie znasz mojej siostry, więc nie mów, że robi sobie z nas jaja. Może ja bym tak zrobił jakiś rok temu, ale nie ona. Przez ciebie i twoje nienormalne pomysły ona siedzi tam teraz z tymi potworami, które planują zrobić sobie z niej przystawkę. Więc radzę ci zrobić wszystko co w twojej mocy, żeby nic jej się nie stało. W przeciwnym razie możesz mieć nie małe problemy. Na pewno znasz kilku z przyjaciół mojej rodziny.- blondyn powoli cedził słowa.
- My do nich należymy i nasi rodzice również.- powiedziało zgodnie rodzeństwo Riddle.
-Grozicie mi?- zagrzmiał gajowy.- Nie możecie mi nic zrobić.
- Możemy bardzo wiele i nie, nie grozimy ci. Na razie. A teraz idź do tych swoich serdecznych  przyjaciół i wróć tu z Laurą.
- Nie zrobię tego! Ona mnie zabiją!- widocznie nawet Hagrid musi w końcu przejrzeć na oczy.
- Och, co ty nie powiesz? Wiesz, życie mojej siostry jest dla mnie ważniejsze, niż twoje.- głos blondyna ociekał jadem.
- Nie zrobię tego.
-Świetne. Sami sobie poradzimy.- do akcji wkroczyła Hermiona.- Erik chyba musimy złożyć naszemu ojcu wizytę.
- Chyba masz rację. Może być trochę zaskoczony. W końcu spodziewali się nas z mamą dopiero na Wielkanoc. To co idziemy do bramy i teleportacja?
- Tak będzie najszybciej.
- My postaramy się pokrzyżować trochę plany tych pająków.
-Tylko nie wchodźcie do ich gniazda!- krzyknęła przez ramię Hermiona.
Po chwili byli już za bramą skąd teleportowali się do Riddle Manor. Szybko przebiegli przez ogród i już po chwili byli w domu.
- Ja idę w prawo, a ty w lewo. Jak ich znajdziesz to mnie zawołaj.- mruknął Erik.
Dziewczyna poszła w lewą stronę krzycząc:
- Mamo!!! Tato!!! Mamo!!!
- Hermiona? Co ty tutaj robisz? Czy nie powinnaś być w szkole?- dopytywała Amanda
- Zaraz wam wszystko wytłumaczę. Erik znalazłam ich!!!- krzyknęła w stronę gdzie poszedł jej brat.
- To Erik też tutaj jest?
- Tak, jest. To bardzo ważne. Każda sekunda się liczy więc zejdzie na dół to wszystko wam wytłumaczę.
Rodzice zeszli na dół siadając na kanapie i gestem pokazując córce, aby zrobiła to samo. Ta wykonała te polecenie, wiedząc, że oni muszą wszystko zrozumieć, aby ruszyć na ratunek Laurze. W tym momencie nadszedł Erik.
- No dobra to mogę zaczynać. Ten durny gajowy…
-Hermionko wyrażaj się…- mimo, że rodzice sami nie byli wzorem do naśladowania byli bardzo wyczuleni na mowę swoich dzieci.
-Dobrze. Więc Hagrid zabrał nas na szlaban, on był niesłusznie dany nam wszystkim przez McGonagall.- wtrąciła szybko widząc, że ojciec już otwiera usta, żeby zapytać za co go dostała- zabrał nas do Zakazanego Lasu do gniazda…- wzięła głęboki wdech wiedząc jak zareagują na to co usłyszą- akromantuli.
- Gdzie ten przygłup was zabrał?!- Amanda była taka wściekła, ze nawet nie zwróciła Tomowi uwagi.
- Do gniazda akromantuli tato. Kazał nam przekonać je, żeby się z zaprzyjaźniły. To potomkowie tego pająka, którego Hagrid chował, gdy byliście w piątej klasie. Nie dawno zmarł, a wraz z nim szacunek tych pająków do Hagrida. Otoczyły nas i zaczęły na nas polować. Ledwo uszliśmy z życiem. Niestety pająki mają Laurę i przyszliśmy prosić o pomoc was i Śmierciożerców, bo sami nie damy rady, a Hagrid odmawia nam pomocy.
- To na co my jeszcze czekamy?- zapytał Voldemort i dotknął Mrocznego Znaku na swoim przedramieniu- Gdzie reszta?
- Próbują pokrzyżować choć trochę plany pająków. Tato Narcyza i Lucjusz jeszcze o niczym nie wiedzą.
- Czujesz się na siłach im to powiedzieć?
- Postaram się. Jak tylko się pojawią zabiorę ich do jakiegoś pokoju i im powiem. O, są już pierwsi Śmierciożercy.
W rzeczy samej, przez śnieg w ogrodzie przedzierali się już pierwsi z przybyłych poddanych Czarnego Pana. Po kilku minutach pojawili się rodzice Laury i Draco.
- Mogę was prosić o chwilę rozmowy?
- No nie wiem Hermiono, twój ojciec nas wzywał i powinniśmy się tam stawić- zawachał się Lucjusz wskazując krąg wokół Voldemorta.
-Macie jego zgodę. To wyjątkowa sytuacja.
- Cóż w takim razie prowadź.
Hermiona zaprowadziła ich do pustego pokoju gościnnego.  Odwróciła się  w ich stronę i przez chwilę zbierała się w sobie, aby im powiedzieć. W końcu jak można odpowiednio powiedzieć rodzicom, że ich córka jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, a być może nawet już nie żyje? Ta ostatnia myśl otrzeźwiła ją nieco i w końcu się odezwała.
- Przykro mi, że to ja muszę być tą osobą, która wam to mówi.
-Co się stało?
- Cóż byliśmy wszyscy na szlabanie w Zakazanym Lesie. Mówiąc wszyscy mam na myśli moich przyjaciół, którzy byli tu w czasie przerwy świątecznej. Hagrid zaprowadził nas do gniazda akromatuli  i Laura…- załamał jej się głos – Wszyscy się broniliśmy i gdy udało nam się z stamtąd wydostać każdy uciekał, dopiero później Ginny zauważyła, że jej z nami nie ma- po jej twarzy spływały łzy- Och, ona tam została i to z tego powodu są tu wszyscy. Chcemy ją uratować. Ci co zostali w szkole chcąc przeszkodzić pająkom tak długo jak dadzą radę.
- O nie. – Narcyza zaniosła się szlochem, a  Hermiona podeszła do niej i mocno przytuliła.
- Jeśli jej coś się stanie to zabiję tego durnia.- wycedził Lucjusz,  który ledwo radził sobie z emocjami, a na jego twarzy malowała się troska.
- Chodźmy, pewnie wszyscy są już gotowi. Chcecie iść z nami, czy wolicie tu zostać?
- To my tam przede wszystkim powinniśmy być. Oczywiście, ze idziemy. Prowadź.
Wyszli z pokoju i zaraz byli w pomieszczeniu, gdzie byli wszyscy. Każdy rzucał Malfoyom współczujące spojrzenia. Hermiona podeszła do Erika i przytuliła się do niego. W ciągu tak krótkiego czasu bardzo polubiła młodszą przyjaciółkę i bardzo martwiła się jej losem.
- Wszyscy gotowi? To idziemy.- zarządził Czarny Pan i wszyscy poszli w stronę bramy, aby kilka minut później aportować się pod wrotami szkoły. Szybko przemierzyli las i po chwili byli przy pozostałych członkach szlabanu, którzy przez dziury w sieci strzelali zaklęciami w pająki. Gdy ich zobaczyli natychmiast do nich podeszli na kiwnięcie Czarnego Pana.
- Słuchajcie plan jest taki wchodzimy tam atakujemy pająki,  ale każdy niech też się rozgląda za Laurą. Musimy ja stamtąd wyciągnąć. Żywą, czy martwą. Zasługuje na to, żeby spocząć gdzie indziej niż wśród tych pająków. Idziemy.
Ustawili się w szeregu i na umówiony znak zaatakowali sieć niszcząc ją na wszelkie możliwe sposoby. Zdziwione pająki w ogóle nie były przygotowane na otwarty atak, więc nie były w szyku bojowym. Zwiększało to tylko szanse Śmierciożerców.
-Do ataku!- krzyknął Voldemort i wszyscy rzucili się w wir walki. Wszędzie latały przeróżne zaklęcia, jednak nigdzie nie było Laury. Pozostawała tylko jedna możliwość- była w ich jamie. W tamtą stronę ruszyli wszyscy napierając na pająki. W końcu ją zauważyli. Leżała oplątana nićmi w rogu wejścia do nory. Pierwszy podleciał do niej Erik i szybko uwolnił ją z więzów. Chwilę się wykłócali. Chłopak kazał jej stąd iść, a ona koniecznie chciała zostać i walczyć. W końcu zniecierpliwiona blondynka odepchnęła go na bok i ruszyła przed siebie nie zważając na krzyki chłopaka. Włączyła się do walki- wszyscy chcieli zabić jak najwięcej potworów.  Każdy dawał z siebie wszystko, bo mimo, że pająki sprawiały wrażenie bezbronnych miały kilka broni- jad, kleszcze, twardy pancerz, klejące nici.  Nagle Laura znalazła się w poważnym niebezpieczeństwie kilka pająków nie chciało jej puścić i atakowali ją jednocześnie. Jej krzyk przedarł się przed odgłosy walki. Hermiona odwróciła się i zobaczyła wszystko jak na zwolnionym filmie. Widziała jak nad blondynką pochyla się lekko największy z pająków z którymi walczyła i strzela w jej stronę jadem w miejsce powyżej serca, gdzie znajduje się głęboka rana. Jeśli trafi nie ma szans na jej przeżycie, jad rozprzestrzenia w krwiobiegu w zastraszającym tempie.
- Nie!!!- krzyk Draco przedarł się przez wszystko. Chłopak, był obok siostry i rzucił się przed nią, tak, że jad trafił w niego. Padł jak bezwładna lalka na ziemię. Hermiona poczuła jak łzy płyną po jej policzkach. Zaczynała czuć cos to tego chłopaka, czy tego chciała, czy nie. Pająk pochylił się nad blondynem, chcąc się posilić. To podziałało na nią jak kubeł zimnej wody. Biegła w jego stronę powtarzając w myślach „ Błagam, niech on żyje.” Była jakieś piętnaście metrów od niego i wiedziała, że nie zdąży dobiec na czas. Cały czas zastanawiała się, dlaczego nikt nie zareagował na krzyk Laury, ani Dracona. W końcu zrozumiała, że nikt oprócz niej go nie usłyszał. Pająk był tuż, tuż jego ciała. Zebrała się w sobie i po raz pierwszy w życiu, czując już teraz przed wypowiedzeniem zaklęcia straszne wyrzuty sumienia podniosła różdżkę, wycelowała ją w pająka i wykrzyknęła:
- Avada Kedavra
Potwór padł, niestety poleciał na blondyna. Hermiona szybko rzuciła kolejne zaklęcie i przeniosła go w inne miejsce. Kolejne pajęczaki sunęły w jego stronę i jego siostry, która zemdlała osłabiona przetrzymaniem przez pająki i poprzednią walką. Szybko wyczarowała ochronną bańkę prze którą nie mogły się do nich dostać. Zaczęła atakować pająki. Po chwili dołączyła do niej Bellatrix i Pansy. Wspólnie szybko poradziły sobie z tą grupą.
- Hermiono teleportuj się pod bramę szkoły z Draconem i Laurą. Tu już nie są tereny szkoły, wię nie będziesz miała trudności. Ta wasza pielęgniarka, choć mówię to z niechęcią najlepiej im pomoże. Pansy idź z nią, bo ona jest w takim stanie, że jeszcze się rozczepi. Szybko.
Posłuchały Belli i po chwili byli już przy bramie szkoły. Biegiem przebyły błonia i wszystkie piętra wpadając jak burza do Skrzydła Szpitalnego.  Pielęgniarka pojawiła się od razu  słysząc hałas w staroświeckiej koszuli nocnej.
- Co im się stało?
-Atak akromantuli.
-Merlinie co?! Co wy tam robiliście w środku nocy?!
- To Hagrid nas tam zaprowadził. Mieliśmy szlaban.
Pielęgniarka spojrzała na nie zdziwiona i zabrała się za poszkodowanych.
-Czy możemy jakoś pomóc?- zapytała Pansy.
- Tak idźcie do swojego domu. Tu mitynko przeszkadzacie.
-Proszę pani, czy mogła bym zostać, proszę?
-Przykro mi, ale nie. Możesz za to przyjść tu jutro po lekcjach, Tylko ostrzegam, że ta dwójka raczej nie będzie skora do rozmowy.- powiedziała uwijając się przy pacjentach.

Siostry spojrzały na siebie bezradnie wiedząc, że nic nie wskórają, a jak będą się wykłócać to mogą nawet nie zostać wpuszczone jutro. Wyszły więc mówiąc cicho dobranoc. Poszły prosto do swojego domu. Cały zamek był cichy i pusty- w końcu był środek nocy. Po chwili były już w swoim dormitorium. Camile jeszcze nie było- nadal walczyła z pająkami. Hermiona padła na łóżko, a po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Pansy podeszła do niej i mocno przytuliła. 
-Ciii, spokojnie. Będzie dobrze. Musi być. Weź się w garść oboje z tego wyjdą, to Malfoyowie, są silni. No, już dobrze.
Hermiona mocno się do niej przytuliła. Płakała jeszcze jakiś czas, aż w końcu zaczęła się uspokajać. Zmęczona w końcu usnęła przytulona do siostry. Dziewczyna położyła ją na poduszce i przykryła. Następnie sama poszła się umyć i też położyła się spać. Po kilkunastu minutach obie spały.
Następnego dnia Hermiona nie mogła znaleźć sobie miejsca. Na lekcjach maksymalnie się wyłączała i sprawiała wrażenie, jakby była w innym miejscu. Przed oczami cały czas miała sceny z wczorajszej walki z pająkami. Nic nie mogło sprawić, żeby przestała o tym myśleć. Nawet ukochane książki ją zawiodły. Strasznie martwiła się o Malfoya. Tak jak powiedziała zaczynała coś do niego czuć. Bała się tego uczucia. Co jeśli się zakocha? Przecież to Malfoy.  Musi coś zrobić, żeby tak się nie stało. Może ograniczyć kontakty z nim? Ciekawe jak. Chodzą ze sobą, są w tym samym domu, poza tym Hermiona wcale nie chciała zrywać wszelkich kontaktów z chłopakiem i to właśnie ta myśl ją przerażała. Po lekcjach, mimo wcześniejszych wątpliwości od razu popędziła do Skrzydła Szpitalnego. Weszła po cichu i od razu zauważyła panią Pomfrey uwijającą się przy pacjentach.
-Przepraszam, czy mogę wejść
- Tak proszę, ale tylko na dwadzieścia minut.
Hermiona podeszła do rodzeństwa. Draco wyglądał okropnie. Cały był w bandażach, które w niektórych miejscach przesiąkły jakimś żółtym płynem- ropą. Nadal był nie przytomny. Za to jego młodsza siostra, choć wyczerpana i poobijana była już przytomna i pół leżała, pół siedziała na łóżku.
-Hej jak się czujesz?
-Szczerze? Czuję się, jakby przebiegło po mnie stado hipogryfów. Ale i tak było by ze mną dużo gorzej, gdyby nie Draco. A ty,  jak sobie z tym radzisz?
- Nie wiem o czym mówisz.
- Nie kłam. Wiem, że zaczyna ci na nim zależeć.
- Jak się tego domyśliłaś? Przecież nikomu o tym nie powiedziałam.- spytała zaskoczona .
- Potrafię obserwować. Ale... Och, Hermiono bądź ostrożna. Wiesz jaki on jest.  Wiem jak to musi dziwnie brzmieć z ust jego siostry, ale po prostu znam go bardzo dobrze i wiem, że potrafi być niezłym kłamcą.  Nie mówię, że w związku z tobą kłamie, bo nawet ja tego nie potrafię stwierdzić, ale nie mówię, że nie chcę, żebyście byli razem. Tylko uważaj ok?
- Dobrze i dzięki za to co mi powiedziałaś.
-Nie ma sprawy.
-Wiesz nie mam dla ciebie lekcji. Ginny pewnie ci je przyniesie, ale trochę później.
-O, to fajnie. Przynajmniej będę miała co robić. Wiesz tu mogę tylko siedzieć i gapić się w sufit. Powiesz Ginny, żeby przyniosła mi jakąś książkę do pczytania? Pewnie wrócę do szkolnego życia za jakieś trzy, cztery dni, ale do tego czasu umrę z nudów.
Hermiona uśmiechnęła się lekko słysząc paplaninę przyjaciółki.
-Jasne powiem jej i jutro też przyjdę was odwiedzić. A dziś możesz się spodziewać, że drzwi, ani na chwilę się nie zamkną.
Jakby na potwierdzenie jej słów drzwi otworzyły się i wpadła przez nie Pansy.
- Hej.- przywtała się.- Jak się czujesz?
- Dobrze dziękuję. Usiądź, bo czuję się mała, jak tak nade mną stoisz.- zaśmiała się blondynka.
-Widzę, że humor ci dopisuje.
-I to jak. Poproszę o wszystkie nowe plotki w szkole.- zaśmiała się.
Dziewczyny spełniły jej prośbę i zalały ją nowymi nowinkami szkolnymi, dopóki nie wygoniła ich pielęgniarka, mówiąc, że minęło już ponad  pół godziny, a miało być dwadzieścia minut i, że zabierają chorym odpoczynek. Siostry posłusznie opuściły Skrzydło Szpitalne.
Hermiona udawała twardą i żartowała z dziewczynami, ale w środku była załamana o rozbita, a w głowie miała kompletny mętlik. Ciągle myślała o tym, co mówiła jej Laura. Sama miała takie podejrzenia, a blondynka tylko je pogłębila. Tak bardzo chciała zaufać, ale nie potrafiła, bała się zranienia. Draco mówił, że kocha, ale może mówił jej to co sama chciała poświadomie usłyszeć. Może to dzięki tym dwóm słowom i sile perswazji dziewczyny lgnęły do niego jak pszczoły do miodu. Może te czułe słówka, które Draco tak obficie jej serwował wcześniej słyszały inne jego dziewczyny i dzięki nim sądziły, że dokonały niemożliwego- sprawiły, że Dracon Lucjusz Malfoy się zakochał. Ich nadzieje okazywały się złudne po jakimś tygodniu. Czy i jej miała się taka okazać? Z drugiej strony jestz nią już prawie trzy tygodnie, co chyba jest jego rekordem. Wszystkie te wątpliwości ją dobijały. A jeśli wcale nie była córką Czarnego Pana? Czy wtedy, kiedyś tam powiedziałby jej to, co wkrzyczał jejw twarz w jej pokoju, czy nadal była by tylko małą brudną nic nie znaczącą szlamą? Ocknęła się dopiero przed wejściem do Pokoju Wspólnego. Tak bardzo zatraciła się w domysłach, że w ogóle nie pamiętała wędrówki ze szpitala. Siostry planowałyod razu udać się do swojego dormitorium, jednak jak na złość drogę zastąpiła im nieproszona osoba. Osobą tą była Astoria Greengras. Jak zwykle była wyzywająco ubrana.
- Co myślisz, że jak należysz do mojego domu, to przestajesz być brudną dziwką?
- Wiesz, to zabawne, bo to ja raczej powinnam była zadać ci to pytanie. To ja jestem potomkinią Salazara Slytherina w lini prostej, a ty brudną dziwką,  która puszcza się z każdym, kto ma coś pomiędzy nogami.
Hermiona nie przebieraław słowach. Astorii z oburzenia odebrało mowę. Siostry wykorzystały to i wyminęły ją.kierując się do swojego pokoju. Camile nie było w pokoju- pewnie była gdzieś z Erikiem. 
- Pan wiesz jak czują się inni? Jestem w takim stanie, że.kompletnie o tym zapomniałam.
- To zrozumiałe w twojej sytuacji. Nie martw się tak, pani Pomfrey powiedziała, że jego stan jest stabilny i stopniowo się poprawia.
- Skąd o tym wiesz? Nie przypominał sobie, żeby coś takiego mówiła.
- Zapytałam ją o to zanim wyszłyśmy, a wracając do tematu, to nikomu nic się nie stało. Po tym jak się teleportowałyśmy szybko uwinęli się z resztą. Podobno oprócz kilku uciekinierów nic nie zostało z tego stada. Hermiono połóż się spać, bo wyglądasz na strasznie zmęczoną.
Pansy miała rację to ciągłe zamartwianie się strasznie ją wymęczało. Postanowiła posłuchać siostry i położyła się mówiąc ciche "Dobranoc". Po chwili już smacznie spała.
*******
Hej. Mam nadzieję, że się nie rozczarujecie tym rozdziałem. Nie dawno stuknęło mi 2 000 wyświetleń. Dziękuje Wam za te wejścia :3. Jeśli macie jakieś pytania możecie kierować je tu --->    http://ask.fm/Ever279
Pozdrawiam
Ever :*

17 czerwca 2014

Rozdział VIII

Rano Hermiona poszła na śniadanie w wyśmienitym humorze. Większość osób już była. Dziewczyna usiadła obok Pansy i przytuliła ją na powitanie.
- Hej, jak się spało?
- Cześć. Całkiem dobrze. Pan gdzie mamy teraz lekcje? Wiesz jestem teraz w Slytherinie i nie znam planu zajęć.
- Mamy teraz transmutację, potem dwie godziny numerologii,  przerwa obiadowa, opieka nad magicznymi stworzeniami i obrona przed czarną magią. Jakby co, to wystarczy, że...
Nie dokończyła, bo przerwał jej wlot sów. Tysiące ptaków spieszyły, że by dostarczyć paczkę adresatowi. Do nich również podleciał ptak i rzucił na kolana Pansy gazetę, a Hermiona wsadziła mu do sakiewki pięć knutów i rozwinęła gazetę. Na pierwszej stronie ze zdziwieniem rozpoznała swoją własną twarz, swoją i Draco.





















Hermiona Jane Granger córką Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać!!!
Hermiona Jane Granger, najlepsza przyjaciółka samego słynnego Harry'ego Pottera, okazuje się nie być mugolaczką, lecz czysto krwistą arystokratką. Jej ojcem jest nie kto inny jak Tom Marvolo Riddle, znany bardziej jako Sami-Wiecie-Kto. Jak ten cios przyjął Złoty Chłopiec? Cóż, gdy panna Riddle powiedziała trójce swoich najlepszych przyjaciół prawdę,Ronald Weasley i Harry Potter byli zszokowani, natomiast najmłodsza córka Weasley’ów stanęła w jej obronie ( podejrzewamy Crucio)Przed domem Artura Weasley'a rozegrała się bitwa, gdy Ron rzucił zaklęciem w swoją byłą przyjaciółkę. Śmierciożercy z Sami-Wiecie-Kim na czele w odwecie zaatakowali wszystkich znajdujących się w Norze czarodziejów. Niestewty zbiegli z miejsca walki tuż po tym jak pomścili atak na pannę Riddle. Porwali również jedyną córkę Weasley'ów, która na szczęście jest już bezpieczna w Hogwarcie. Gwoździem do trumny dla jej dwóch najlepszych przyjaciół okazał się fakt, że Hermiona Riddle spotyka się z Draconem Malfoyem. Przypominamy, że wcześniej byli to najwięksi wrogowie. Pan Malfoy Senior potwierdził te plotki i radził poprosić o potwierdzenie tych samych pogłosek Sami-Wiecie-Kogo, czego nie zrobiłam, ponieważ nie jest mi znane miejsce jego pobytu.  Co się stało, że nagle zainteresowali się sobą? Czy to kolejna zabawka Hermiony Jean Riddle? Przypomnę państwu, że ta dziewczyna ma już na koncie Wiktora Kruma i Harry'ego Pottera, a więc samych bogatych chłopców. Okazało się, że oprócz niej  Czarny Pan ma jeszcze dwójkę dzieci. Są to siostra bliźniaczka panny Riddle znana Państwu jako Pansy Parkinson oraz Erik Riddle, który uczył się dotąd w Durmstrangu. Cała trójka przystąpiła wczoraj do Ceremonii Przydziału i wszyscy trafili do Slytherinu. Czy jakikolwiek uczeń może czuć się teraz bezpieczny w Hogwarcie, jeśli jednocześnie jest tam to przerażające samym nazwiskiem rodzeństwo? Nie wspomniałam jeszcze, że na pewno osiągnęli iście piekielne umiejętności po swoim ojcu. Na pewno dojdzie do nie małych incydentów, w które z pewnością będzie wmieszane rodzeństwo Riddle i ich bliscy przyjaciele ze Slytherinu. Możecie być pewni, że o wszystkich tych sprawach będę informowała Państwa na bieżąco.
Rita Skeeter


-Herm, co się stało?- zapytała zaniepokojona Pansy widząc zmieniającą  ze spokojnej na coraz bardziej wściekłą twarz swojej siostry.
- Nic się nie stało Pan. Czy wiedziałaś, że jesteśmy rodzeństwem przerażającym samym swoim nazwiskiem, nie mówiąc o umiejętnościach?- wycedziła przez zęby.
- C..Co- zdziwiła się starsza, ale Hermiona bez słowa podała jej gazetę i szybkim krokiem wyszła z Wielkiej Sali, lecz zanim to zrobiła szepnęła po siostry- Przeczytaj sobie, a ja muszę iść napisać do ojca. Ta baba pożałuje tego co tu na wypisywała.
Zdezorientowana dziewczyna popatrzyła za wychodzącą, wciąż nic nie rozumiejąc. W końcu spojrzała na gazetę i pobieżnie przeczytała tekst.
- O nie... Przecież Miona jej nie daruje, a znając ją to Skeeter pożałuje za nas wszystkich.- szepnęła do siebie. Pansy wyczekiwała Hermiony, ale ta nie pojawia się do końca śniadania. Spotkała ją dopiero pod salą, gdzie mieli pierwszą lekcję. Najmłodsza panna Riddle w ogóle nie dawała po sobie poznać, że przeczytała artykuł, śmiejąc się z czegoś razem z Camile. Było to o tyle dziwne, że Pansy widziała jak wściekła wychodziła ze śniadania. Podeszła do nich i zapytała
- Hermiono co jest? Jak cię ostatni raz widziałam to miałaś rządze mordu wypisaną na twarzy, a teraz...
- Nie tutaj. Późnej.-syknęła przerywając siostrze z powodu ciekawskich spojrzeń innych uczniów. 
W tym momencie drzwi otworzyły się i McGonagall gestem zaprosiła uczniów do środka. Hermiona miała zamiar usiąść z siostrą, ale dosłownie sekundę przed  tym jak miała usiąść Teodor  z prędkością światła usiadł na jej miejscu ją samą prawie przewracając. Złapał ją za rękę, aby odzyskała równowagę i szepnął:
- Proszę usiądź dziś gdzie indziej, ok?- dziewczyna widząc jego proszące spojrzenie uśmiechnęła się lekko i podeszła do ostatniej wolnej ławki.  Oczywiście obok musiał usiąść
Malfoy, żeby rozpraszać ją całą transmutację głupimi uwagami. Przez to prawie nic nie zapamiętała z lekcji. Na numerologii zaczęli omawiać właśnie symbolikę liczb i wciągnęło to nawet Malfoya, więc szatynka mogła w spokoju robić notatki. W drodze na obiad do ich grupki dołączyła Ginny i Laura.
- Cześć wszystkim. – przywitały się.
- Herm mam dość.  Ron łazi za mną cały dzień i ględzi mi, żebym wróciła do Harry’ego.
- Z… Zerwałaś z Harry’m?- zapytała zszokowana. Zawsze uważała, że nic nie sprawi, że Ginny go zostawi, przecież zawsze go uwielbiała i była w nim zakochana odkąd go zobaczyła.
- No tak mam już dość tych jego gadek o tym, że mam trzymać się od ciebie z daleka, a artykuł tej głupiej idiotki to już w ogóle ich nakręcił. Czytałaś?
- Czytałam.
- I co? Darujesz jej to, bo z tego co pamiętam to w czwartej klasie narobiłaś jej niezłego bagna.
- Oczywiście, że nie daruję. Rita była ciekawa, gdzie mieszka mój ojciec i chciała go zapytać o plotki dotyczące mnie i Draco. Załatwiłam jej to i będzie miała przyjemność gościć w Riddle Manor. Oczywiście potem wyczyści się jej pamięć gdzie znajduje się mój dom.- uśmiechnęła się złośliwie.
- Nie wierzę w to co słyszę, w takim razie ja nie będę szukała zemsty bo to wystarczy za nas wszystkich.- wtrąciła się Pansy.
Właśnie wchodzili do Wielkiej Sali.
-Mogę usiąść przy waszym stole? Będę miała odpoczynek od Rona, no i przy okazji zrobię im obu na złość.
- Jasne, dlaczego się w ogóle pytasz.- tym razem odpowiedziała Camile.
Gryfoni patrzyli z niedowierzaniem jak Ginny siedzi przy stole Slizgonów i gawędzi sobie z Blaisem. Ron czerwony jak burak ze złości podszedł do ich stołu złapał niezbyt delikatnie siostrę za ramię i pociągnął
- Idziemy.
-Sam sobie idź ja się nigdzie nie wybieram.- odparła wojowniczo ruda.
- Idziesz ze mną robisz wstyd naszej rodzinie!- zaczął krzyczeć.
- To ty przynosisz wstyd mieszając z najgorszym swoja najlepszą przyjaciółkę, tylko dlatego, że ma inne nazwisko!-  dziewczyna również podniosła głos.
- Ty siebie słyszysz?! Oni zrobili ci pranie mózgu jak cię porwali!!!
- Nikt mnie nie porwał, a tym bardziej nie zrobił mi żadnego prania mózgu idioto!!! To tobie by się przydało!!!
- Dość idziemy.- powiedział i szarpnął siostrę, aż ta się zatoczyła. Tu interweniowali Diabeł i Erik.
- Chyba lepiej będzie jak już pójdziesz Weasley.- powiedział cicho, ale groźnie Blaise.
- Nie wtrącaj się debilu, to nie twoja sprawa!!!
- Właśnie, że moja. Pójdziesz sam czy mamy ci pomóc?
W odpowiedzi Ron splunął im pod nogi. Dwójka Ślizgonów chyba uznała to za „nie” bo złapali Rudzielca za ubrania, odprowadzili po jego stół i mało delikatnie puścili. Wracali już do siebie, gdy Ron niespodziewanie wyciągnął różdżkę.
- Sectumse…
-Expelliarmus!- Camile rozbroiła Rudego, a  Hermiona natychmiast rzuciła na niego zaklęcie pełnego porażenia ciała i podeszła od razu do niego.
- Nigdy więcej nie waż się podnosić różdżki na moich przyjaciół, bo wtedy będziesz miał do czynienia ze mną, zrozumiałeś?
W tym samym momencie do  pomieszczenia weszła profesor McGonagall i szybkim spojrzeniem zlustrowała Hermionę pochylającą się z groźną miną na Ronem. Camile, Blaisa, Teodora i Erika z wycelowanymi w niego różdżkami oraz Draco i Pansy powstrzymującymi Ginny przed rzuceniem się na brata.
-Potter natychmiast powiedz mi co się tutaj stało.
- Pani profesor Ron poszedł do stołu Ślizgonów powiedzieć Ginny, gdzie jest jej stół i, żeby z nim przyszła. Riddle i Zabini wzięli go i rzucili nim tuż obok naszego stołu, mówiąc, że tu jest jego miejsce. Ron chciał się Bronic a wtedy Snape go rozbroiła, a Riddle obezwładniła.  Gdyby pani nie weszła to zrobiliby mu poważną krzywdę.
- Dziękuję Potter, to mi wystarczy. Riddle, Snape, Malfoy, Riddle , Riddle, Weasley , Nott, Malfoy, Zabini szlaban!  Pójdziecie z Hagridem do Zakazanego Lasu.
-Za co pani profesor? To nie było zupełnie tak jak mówił…
- Nikt nie pytał panienki o zdanie panno Riddle.- przerwała jej nauczycielka.  
Oburzona dziewczyna nic nie powiedziała, tylko rzuciła jej gniewne spojrzenie. Gdy profesorka wyszła podeszła do Pottera.
- Możemy chwilę pogadać na osobności?- zapytała groźnym tonem.
Harry już miał jej odpowiedzieć, ze ma spadać do swoich nowych przyjaciół, gdy przypomniał sobie o zadaniu dyrektora dotyczącego przeciągnięcia Hermiony na ich stronę, po za tym kiedyś się przyjaźnili i teraz kiedy szok i emocje opadły było mu głupio, że tak ją potraktował, co nie zmieniało faktu, że czuł się oszukany.
- No dobra.- burknął.
-Świetnie.- powiedziała i ruszyła przodem.
Dotarli do pustej klasy.
- O czym chciałaś porozmawiać?-  zapytał.
Dziewczyna milczała, ale po chwili zapytała cicho:
-Dlaczego to robisz Harry? Nigdy nie spodziewałabym się, że kiedykolwiek się ode mnie odwrócisz. Cóż po Ronie tak, przecież nie raz bywały pomiędzy nami spięcia i wiem jaki jest wybuchowy, ale ty? Pomyślałeś jak się czułam gdy mój najlepszy przyjaciel się ode mnie odwrócił po tym wszystkim co przeszliśmy? Gdzie jest ten chłopiec, który razem ze mną pokonywał trudności w dostaniu się do kamienia filozoficznego, ten, który uratował ze mną Hardodzioba, ten, który był ze mną w
Departamencie Tajemnic, ten, który prowadził GD, który po prostu zawsze był przy mnie i mnie wspierał?- podniosła głowę i zobaczył lśniące w jej oczach łzy.
Wtedy naszły go wielkie wyrzuty sumienia i wszystko zrozumiał.  Ta cała sytuacja ją przerastała. Wszystko odwróciło się o 180 stopni. Kiedyś była jedną z największych przeciwniczek Voldemorta, teraz okazało się, że jest jego córką, od zawsze sądziła, że jest szlamą, a tu okazuje się, że wcale tak nie jest. Uważała się za świetną Gryfonkę i nienawidziła Slizgonów, a teraz sama należała do ich domu. To samo było z Malfoyem, jego odtrąceniem i nowymi znajomymi, którzy wcześniej jej dokuczali.
- Przepraszam cię, za wszystko. – powiedział i podszedł do niej, aby ją przytulić, ale zawahał się, nie wiedząc jak zareaguje. Dziewczyna widząc jego niepewność przytuliła się do niego.
- Dziękuję Harry.
- Za co ty mi dziękujesz. Należy mi się porządny ochrzan, a nie podziękowanie.
- Nieprawda. Dziękuję, za to , że jesteś. Wiem jakie to dla ciebie trudne. W końcu razem z moim ojcem chcecie się nawzajem pozabijać.
-  Wiem i właśnie dlatego tak trudno będzie utrzymać naszą przyjaźń. Ale powiedz jak ty sobie radzisz z tym wszystkim?
- Na początku gdy tata zjawił się na Pokątnej i teleportował się do mnie do domu strasznie się bałam, głownie o Grangerów. Potem gdy w Riddle Manor mi to wszystko opowiedział nie chciałam w to Wierzyc i myślałam, że to jakiś podstęp. Ciągle byłam nieufna mimo, że nic nie wskazywało na to, że kłamią. Uwierzyłam w to dopiero gdy wszyscy pojawili się w mojej obronie.  W końcu nie ryzykowali by nawet życiem i zdemaskowaniem tylko dla jakiegoś planu. Wiesz, wszyscy są w Slytherinie dla mnie bardzo życzliwi. Pansy  to naprawdę świetna siostra, na Erika też nie mogę narzekać. Poznałam tez kilka osób, którzy nigdy nie istnieli nawet w mojej wyobraźni. Pomyśl, że Snape na córkę. Rok temu  kazałabym iść każdemu, kto tak powie do Munga. Nawet Malfoy nie jest taki zły.
- Nie no, tu to już przesadzasz.- zaśmiał się serdecznie Harry.- Chodź zaraz mamy Opiekę nad Magicznymi Stworzeniami. A właśnie przepraszam za ten szlaban. Głupio zrobiłem.
- Nie gadajmy o tym chodźmy już.
Wyszli z klasy i skierowali się w kierunku błoni. W połowie drogi trafili na Blaisa.
- Czego chcesz Potter? Nie ma tu twojego rudego kumpla.- zasyczał.
- Spokojnie Diable. Pogodziliśmy się. Idziesz z nami na lekcję?
- Mogę iść. A i jeśli Miona z tobą rozmawia to ja też. To co Potter czysta karta?- zapytał i wyciągnął w jego stronę rękę.
- Jasne, nie ma sprawy.
- Boże gadam normalnie z Potterem. Mało tego jeszcze się z nim pogodziłem.  Hermiona jak tak dalej pójdzie to nawet z Weasley’em się dogadam. – zaśmiał się a pozostała dwójka mu zawtórowała.
Gdy dotarli pod domek Hagrida wszyscy zrobili wielkie oczy. Ron cały spurpurowiał na twarzy, rzucił im wściekłe spojrzenie i ostentacyjnie zaczął patrzeć w drugą stronę.
-Idziesz z nami?- to Blaise zadał to pytanie Harry’emu.- No co?- zapytał widząc zszokowanie spojrzenie Hermiony i chłopaka. – Weasley nie wydaje się skory do rozmowy z nim.
- Ok zgoda. Ten dzień można zapisać do  kalendarza jako dzień cudów.
Ruszyli więc w stronę zdziwionych Ślizgonów.
-Przez chwilę panowała grobowa cisza w czasie której Pansy nieśmiało uśmiechnęła się do Wybrańca, ten odwzajemnił uśmiech. W końcu głos zabrała Pan.
-Och przestańcie. Stoicie i gapicie w Pottera jakby był gatunkiem zagrożonym. Skoro Hermiona i Blaise się z nim dogadują i się pogodzili to my chyba też możemy. Pansy. – przedstawiła się Harry’emu.
-Harry.
W końcu wszyscy się przełamali. Nawet Malfoy podszedł do zielonookiego i uścisnęli sobie ręce na zgodę, chociaż było widać, że obu przychodzi to z niemałym trudem.
Zaczęła się lekcja. Przerabiali salamandry. Ich zadaniem było dopilnowanie, aby nie zgasł ogień żadnej z nich. Nie było to takie łatwe, ponieważ był styczeń, ale w końcu od czego ma się różdżki. Obrona przed Czarną Magią minęła im szybko. Nim się obejrzeli byli już w Wielkiej Sali na kolacji. Szybko poszli do lochów ubrać się cieplej- w końcu mieli mieć szlaban w Zakazanym Lesie. Hermiona oczywiście była już gotowa i czekała w Pokoju Wspólnym na resztę.
- Hej. Jak gotowa?- pierwszy przyszedł Draco.
- Tak gotowa, ale nie chce mi się.
- Jak chcesz mogę cię nieść.- uśmiechnął się łobuzersko.
- Nie dzięki. Chyba dam radę sama.
- A nie zapomniałaś o dzisiaj o kimś?
- O kim?
- O mnie zaniedbywałaś mnie cały dzień. Cały czas tylko Potter i Potter.
- Ooo, czyżby ktoś był tu zazdrosny?
- Nie zazdrosny tylko opuszczony.- zrobił smutną minę.
- I co ja biedna mam z tobą teraz zrobić?
- Błagaj o wybaczenie.
- Czy szanowny pan mi wybaczy?- zapytała z trudem hamując wybuch śmiechu, Draco również miał coraz większe trudności w utrzymaniu swojej smutnej miny.
- Kiepsko się starasz.
- A teraz?- pocałowała go w policzek.
- Nadal nie za dobrze.
- Hmm, to może tak.- pocałowała go lekko w usta.
-Lepiej, ale mogło by być jeszcze lepiej.
- No dobra.- usiadła mu na kolanach i mocno pocałowała. – Teraz wybaczysz?
-Wybaczę. – powiedział i oboje wybuchli śmiechem.
- Idziemy?- do pokoju weszła Camile i reszta ich znajomych.
- Jasne chodźmy im szybciej tam pójdziemy tym szybciej wrócimy.
Ruszyli w stronę wyjścia i po 15 minutach byli na skraju Zakazanego Lasu. Jeśli Hermiona sądziła, że Hagrid będzie wobec niej taki jak zawsze to jej nadzieje teraz się rozwiały. Na jej powitanie nic nie odpowiedział tylko zapatrzył się w drzewa.
-Wszyscy są? No to idziemy.
Ruszyli w stronę drzew w milczeniu. Po kilkudziesięciu minutach marszu Hermiona skojarzyła dokąd kieruje ich ta ścieżka, którą idą. Szybko podeszła do gajowego.
-Hagridzie, czy ty na pewno wiesz gdzie nas prowadzisz?
-Profesorze Hagridzie, i tak wiem gdzie was prowadzę.
Hermionę tak zdziwiło to, że Hagrid każe mówić do siebie per „profesorze”, że dopiero po chwili odzyskała głos.
- Ale profesorze tędy dojdziemy do gniazda akromantuli.
- Znam ten las lepiej niż którekolwiek z was, więc nie musisz mi tego uświadamiać.
- Przecież to niebezpieczne! Podobno od śmierci Aragoga nie możesz tam wchodzić, bo ci tego zabroniły.
- I to właśnie będzie wasze zadani. Trzeba je przekonać, aby znowu stały się nam przychylne. No i dawno nie rozmawiałem z wdową po Aragogu. Chcę wiedzieć jak się czuje.
-Hagridzie ty kompletnie ogłupiałeś! Jak możesz żądać od nas, żebyśmy dobrowolnie weszli do gniazda tych potworów?! Przecież to tak, jakby samemu strzelić sobie Avadą w głowę!
-Minus dziesięć punktów dla Slytherniu za mylenie inteligentnych zwierząt z potworami i  jeszcze minus dwadzieścia za krzyczenie i obrażanie nauczyciela.
- Te twoje inteligentne zwierzęta mało nie zżarły w drugiej klasie Harry’ego i Rona!
- Riddle ostrzegam cie, jeszcze raz podniesiesz na mnie głos to odejmę z pięćdziesiąt punktów i dostaniesz kolejny szlaban.
Hermiona widząc, ze w ten sposób nic nie wskóra cofnęła się w stronę przyjaciół.
-Miejcie się na baczności i cały czas różdżki w gotowości.
- O co chodzi?
-Naszym dzisiejszym zadaniem jest ucywilizowanie stada akromantuli. Dobrze myślicie  Hagrid prowadzi nas do ich gniazda.
-Ale czy to nie one…?
- Tak Ginny to one prawie zjadły Harry’ego i twojego brata.
- Czy on do reszty zgłupiał?- zapytał Malfoy.- Przecież jak nasi starzy się o tym dowiedzą to mu nie darują.
- Dobra cicho teraz jesteśmy już blisko. Różdżki.- syknęła jeszcze.
- Jesteśmy na miejscu.- zawołał z przodu gajowy.
Powoli wchodzili do królestwa wielkich pajęczaków. Byli już w środku, stali obok siebie. W pewnym momencie usłyszeli złowrogi kliknięcie. Zaraz potem następne. Powstał chór kliknięć szczypiec. Powoli odwrócili się i zobaczyli sześć pająków zamykających nićmi przejście. Kolejnych kilkanaście okrążało ich z każdej strony.
- Miałeś tu nie przychodzić Hagridzie.- zaczął jeden z nich.
- Ja ten … przyszedłem odwiedzić starych znajomy. Dawno się cholibka nie widzieliśmy. Oni- wskazał na przyjaciół- tak samo jak ja chcą się z wami zaprzyjaźnić.
Zaciśnięcie kręgu przez pająki.
- Na pewno. Szczególnie, że każde z nich jest w pełnej gotowości do walki i celuje do nas z różdżki.
- To.. to konieczne środki bezpieczeństwa. Może usiądźmy i pogadajmy jak za starych dobrych czasów.- gajowy coraz bardziej się denerwował.
Kolejne zbliżenie pająków do przyjaciół.
- Mówiąc stare dobre czasy masz na myśli te, w których Aragog nie pozwalał nam ciebie zjeść?- upewnił się- Cóż, teraz on już nie żyje w dodatku ty wykradłeś nam jego ciało. Teraz przyszedłeś do nas więc możemy się zemścić za zabranie posiłku. Ty i twoi uczniowie będziecie wyśmienitym wyrównaniem rachunków. Masz jeszcze jakieś pytania. Przyznaję, ze jestem głodny.- pająki znowu się do nich zbliżyły,
-Stop! Poczekajcie nie wiecie kim jestem. Nazywam się Erik Riddle. A to moje siostry i przyjaciele. Moim ojcem jest Voldemort. Możecie być pewni, że się zemści.
- Mścić może się tylko na Hagridzie. W końcu to on was tutaj przyprowadził. Ja jestem zwierzęciem, rządzą mną instynkty. W prawdzie nie tak duże jak na przykład u wilków, ale zawsze. A teraz już dość tych pogaduszek. Musimy się posilić. Pajęczaki już w ogóle nie kryły się z okrążaniem przyjaciół. Były coraz bliżej, tuż, tuż.
- Teraz!!!- krzyknął Draco.
Przeróżne zaklęcia poleciały ze wszystkich stron w kierunku pająków. Kilka się pomniejszyło, jeden spali, jeszcze inny wił się pod wpływem zaklęcia Cruciatusa, jeden padł nawet martwy. Byli to w większości dorośli już Ślizgoni, którzy byli dziećmi Śmierciożerców i znali naprawdę paskudne zaklęcia. Zazwyczaj ich nie używali, ale teraz chodziło o ich życie. Mimo to ich szanse na przeżycie były niewielkie. Doskonale o tym wiedzieli i dawali z siebie wszystko, aby choć trochę je zwiększyć. Sprawy nie ułatwiał im Hagrid, który biegał wkoło nich krzycząc, aby nie krzywdzić pająków i rozpaczając nad martwymi. Akromantul wciąż przybywało. Nadchodziły nie wiadomo skąd. Byli zamknięci jak w pułapce, przecież pająki zatkały wyjście. Każdy miał po kilka pająków przeciwko sobie samemu. W końcu pająki popełniły błąd i w ich upiornym kręgu powstała dziura- brakowało w niej jednego pająka. Jeden już biegł, aby ją zapełnić, ale było za późno. Pansy zdążyła rzucić zaklęcie Bombarda Maxima w sieci niszcząc je. Kilka pająków wyłamało się z koła i ruszyło naprawiać szkody i to był ich największy błąd.  Z tymi pozostałymi łatwo dali radę. Trzeba było jeszcze pobiec do dziury i pokonać trzy pająki w tamtym miejscu zanim nadejdzie wsparcie. Po chwili biegli już przez las uciekając pogoni. Przez jakiś czas słyszeli złowrogi kliknięcia wielkich szczypiec za nimi. Pędzili potykając się o kamienie i wystające korzenie tak długo, aż nie słyszeli nic oprócz własnych płytkich oddechów i nóg uderzający w podszycie leśne. To właśnie wtedy gdy zatrzymali się wykończeni, łapiąc łapczywie powietrze Ginny zadała to pytanie, które uświadomiło wszystkim, że kogoś spośród nich brakuje- kogoś schwytały pająki.
- Gdzie jest Laura?
*******
Uff. W końcu jest nowy rozdział, Miał być pod koniec tygodnia, ale miałam napływ wszechogarniającej weny i rozdział jest dzisiaj. Przepraszam, że tak długo. Miałam popsuty komputer i wszystko co tam było zostało sformatowane, a mądra ja nie zrobiłam kopii na pendrive, więc ponad pół rozdziału zniknęło. Mam do Was prośbę. Czy każdy kto czyta moje opowiadanie mógłby zostawić komentarz po tym rozdziałem, bo chcę wiedzieć ile osób to czyta. Z góry dzięki.
Pozdrawiam.
Ever :*

13 maja 2014

Rozdział VII

Rano Hermiona obudziła się z potwornym bólem głowy i całkowitą pustką w niej. Chciała się podnieść, ale uniemożliwiły jej to silne męskie ramiona, które ją obejmowały. Odwróciła się i zobaczyła, że właścicielem tych ramion jest nie kto inny jak Draco Malfoy. Zdziwiła się, że wcale jej to nie przeraziło. Wręcz przeciwnie rozczulił ją widok śpiącego blondyna. Grzywka  opadła mu na oczy nadając wygład słodkiego i niegrzecznego jednocześnie chłopaka. Wyciągnęła rękę, aby mu je odgarnąć i gdy go dotknęła ten się obudził. Gdy otworzył oczy i zobaczył nad sobą Hermionę uśmiechnął się pocałował ją lekko w usta i powiedział:
- Dzień Dobry skarbie. Proszę.- podał jej eliksir na kaca, a brązowooka od razu go wypiła duszkiem.- Ładne wdzianko.- dodał.
Dziewczyna spojrzała na siebie i zarumieniła się, miała na sobie zieloną koszulę Dracona.
- Czy my…?- zawiesiła głos, ale musiała  zadać to pytanie- No wiesz przespaliśmy się ze sobą?
- Ooo, czyżby Przykładna Panna Granger, Prefekt Griffindoru  nic nie pamiętała?- zakpił.
-Po pierwsze to nie Granger, tylko Riddle, a po drugie już za niedługo przestanę należeć do tego domu.
-Skąd ta pewność?
- Przecież nazywam się Riddle, jestem potomkiem Salazara Slytherina, gdzie mogłabym być, jeśli nie w jego domu?
- Wcześniej nie wiedziałaś o tym i byłaś w Gryffindorze. Przekonamy się za kilka godzin.
- Kilka godzin?- zdziwiła się.-  To dziś? Jedziemy dziś do Hogwartu?
- Tak dziś.
- To dlaczego my jeszcze leżymy? O Merlinie spóźnimy się!
- Spokojnie już wstajemy. Jest ósma o dziesiątej jest pociąg więc idź się ubierz i pójdziemy na śniadanie. Aha jeszcze odpowiedź na twoje pierwsze pytanie. Nie, nie przespaliśmy się ze sobą. Przynajmniej nie w takim sensie o jakim ty myślałaś, gdy przyszedłem z łazienki ty już spałaś.
-A dlaczego tak w ogóle spałam w twoim pokoju?
- Bo ktoś bardzo mądry  zabezpieczył pokój zaklęciami, których później nie miał siły ściągnąć.
- Aha, to dziękuje za przenocowanie i do zobaczenia za jakieś dwadzieścia minut.
Hermiona wyszła z pokoju nie patrząc, że nadal jest w koszuli Dracona.  Aby dostać się do swojego pokoju musiała przejść dziesięć metrów, ale i tak wpadła już przy wejściu na Ginny.
- Hej Mionka. Co ty masz na sobie?
- Cześć. Co?- spojrzała w dół- O nie, zapomniałam się przebrać. Chodź szybko do środka , zanim mnie ktoś zobaczy.
Weszły do środka, a po chwili panna Weasley zaczęła maglować brązowooką.
- Po pierwsze, miałaś mi o wszystkim opowiedzieć wczoraj, ale mnie olałaś i poszłaś sobie z Malfoyem.
-Matko na śmierć zapomniałam. Przepraszam. Skąd wiedziałaś, że jestem z nim?
- Widzieliśmy was z Blaisem i Teodorem.
- Z kim?- wykrztusiła z niedowierzaniem.- Może mi jeszcze powiesz, że to z nimi spędziłaś cały dzień i się kolegujecie.
- Jakbyś zgadła. A teraz mów. Pierwsze pytanie kogo to koszula i czemu masz ją na sobie?
- Już ci odpowiadam, tylko będę się w tym czasie ubierać, bo się spóźnię, ok.?- mówiąc to ruszyła w kierunku garderoby.- Usiądź i rozgość się.- rzuciła jeszcze przez ramię.
- OK. To opowiadaj.
- Dobra. Więc to koszula Draco. A mam ją na sobie dlatego, że się upiłam i nie byłam w stanie otworzyć drzwi od pokoju, więc Draco zaniósł mnie do siebie i przenocował.
-Czekaj chcesz powiedzieć, że Malfoy nosił cię na rękach?
-No tak, z ogrodu o ile dobrze pamiętam. 
- Nie wierze. Hermiono nie mogę uwierzyć ty i Malfoy. Kto by pomyślał.
- No bo nie jest do końca tak. Ja w Sylwestra pod Norą pocałowałam go, bo chciałam zezłościć twojego brata. A wiedziałam, że akurat on mnie nie odepchnie, bo kilka godzin wcześniej powiedział, że mnie kocha i dlatego był taki wobec mnie, no wiesz wyzywał mnie i w ogóle. No i mnie przeprosił.
-C...Co?- wydukała z trudem Ruda.- Malfoy cię przeprosił? 
- No sama nadal nie mogę w to uwierzyć. Wczoraj o ósmej...- przerwała raptownie.- O Salazarze. Wczoraj mieliśmy kolacje z naszymi rodzicami i rodzeństwem na której mieliśmy się im oficjalnie przedstawić jako para i oczywiście zapomnieliśmy o niej. Dobra jestem gotowa idziemy?- zapytała wychodząc z garderoby.
- Idziemy.
Hermiona otworzyła drzwi i ledwie to zrobiła coś, a raczej ktoś zatkał jej usta słodkim pocałunkiem, blokując dopływ powietrza. Tym kimś był oczywiście Draco. 
- Hej kotku.- przywitał się.
- Cześć. Draco zapomnieliśmy wczoraj o kolacji z naszymi rodzicami.
- O Merlinie masz rację wytłumaczymy im dzisiaj na śniadaniu może zrozumieją. No i Czarny Pan nie będzie mógł się gniewać na swoją najmłodszą córeczkę, gdy ta będzie patrzeć na niego wzrokiem Cocker Spaniela.- zaśmiał się.- Cześć Ruda.- dodał bo dopiero ją zauważył.
- He...hej.- odpowiedziała zszokowana dziewczyna. Malfoy się z nią przywitał? Dziś to już ją chyba nic nie zaskoczy.
- To co idziemy w końcu na to  śniadanie?- zapytała panna Riddle.
- Jasne.
Ruszyli w kierunku jadalni i po chwili przechodzili już przez drzwi. Byli pod ostrzałem spojrzeń. W końcu nie codziennie widzi się dwóch zajadłych wrogów jako parę i zdrajczynię krwi w siedzibie samego Voldemorta. Cała trójka niewiele sobie robiła z tych spojrzeń i ruszyła do tej części stołu, gdzie czekali na nic Camile, Laura, Blaise, Pansy,  Erik  i Teodor.  Tu dosiadła się Ginny, a pozostała dwójka, wciąż trzymając się za rękę poszła w kierunku Czarnego Pana, obok którego siedziała pani Riddle i Malfoyowie, aby wytłumaczyć się z wczorajszej nieobecności.
- Dzień Dobry.- powiedzieli jednocześnie.
- Tato- zaczęła Hermiona- My wczoraj byliśmy w Drehans i kompletnie straciliśmy poczucie czasu. Przepraszamy, ale zapomnieliśmy na śmierć o tej kolacji.
- Nie tłumaczcie się. Przecież nic takiego się nie stało. Każdy na prawo zapomnieć.  A co do tej kolacji to możemy ją zorganizować kiedy indziej, albo możecie przedstawić się nawet teraz. Jak wolicie?
- To co teraz czy później?- zapytał chłopak.
-  Teraz, miejmy już to z głowy. Więc mamo, tato chciałabym przedstawić wam mojego nowego chłopaka.- pokazała na Dracona.
- Opiekuj się nią dobrze, bo inaczej będziesz miał ze mną do czynienia.- Czarny Pna pogroził mu żartobliwie palcem.
- Będę. Najlepiej jak potrafię.
-Mów mi mamo.- powiedziała Amanda.
-Mamo!- oburzyła się Hermiona. Nie byli nawet zaręczeni, a jej matka wyskakuje z czymś takim.
- Dobrze… mamo.-powiedział grzecznie chłopak.- Mamo, tato wam również chcę przedstawić moją nową dziewczynę.
- Miło nam Hermiono.- powiedział Lucjusz.
- To prawda.- dodała Narcyza.
- No to skoro mamy to już za sobą, to idźcie coś zjeść bo jak tak dalej pójdzie to spóźnimy się na pociąg.
Oboje podeszli do stolika, gdzie z uśmiechami na twarzach powitali ich przyjaciele.

Kilka minut po dziewiątej skończyło się śniadanie i zaczął się typowy rozgardiasz. Wszycy biegali po całej rezydencji i szukali swoich rzeczy. Hermiona od razu pobiegła do swojego pokoju. Przez to całe zamieszanie z Malfoyem nie zdążyła nawet trochę się spakować, a teraz było już za późno, by wybierać poszczególne rzeczy, które weźmie do szkoły, więc po prostu użyła zaklęcia zwiększająco zmniejszającego i przeniosła całą swoją garderobę do kufra. Wyszła z pokoju, a za nią lewitował jej kufer. Przy głównym wejściu, gdzie mieli się spotkać, była za dwadzieścia dziesiąta. Stali tam już  wszyscy z wyjątkiem dwóch latorośli Malfoyów. Podeszła do Ginny rozmawiającej z Blaisem i Teodorem. Był to dla niej dość dziwny widok.
Ale równie dziwnie pewnie wyglądała ona całująca się z Malfoyem.
- O, Miona. Może ty mi powiesz, gdzie podziewa się twój książę?- Blaise jak zwykle miał dużo do powiedzenia.
- No nie wiem, nie wiem Zabini. Może cos mu się stało.- zapytała z udawanym smutkiem.- I co ja teraz zrobię?
- Cóż... Będziesz mogła zabawić się w pielegniarkę- chłopak uśmiechnął się dwuznacznie, a Hermiona spłonęła rumieńcem. Już miała mu odpyskować, gdy nagle usłyszała głos za sobą.
- Spadaj Diable. Hermiona jest moja, nie podziele się z tobą.- odezwał się blondyn
- Szkoda, a już miałem nadzieję.- odpowiedział brunet z trudem zachowując powagę, a Ginny i Teo przysłuchujący się tej rozmowie w ogóle nie ukrywali swojego rozbawienia i pokładali się ze śmiechu widząc zażenowaną minę panny Riddle.
- Obaj jesteście nienormalni.- mruknęła.
- Oj kotku, nie denerwuj się. - powiedział blondyn całując ją w policzek.
Byli już wszyscy.  Rodzice czekali już, aby się pożegnać. Hermiona podeszła z Pansy i przytuliła rodziców.
-Do widzenia i do zobaczenia w Wielkanoc.- pożegnała się.
- Miłego semestru.
- Dzięki.
 Gdy wszyscy już się pożegnali uczniowie Hogwartu wyszli na zewnątrz w towarzystwie Lucjusza, Narcyzy i Severusa, którzy mieli eskortować na dworzec. Za bramą teleportowali się bezpośrednio w ciemny zaułek tuż przy wejściu. Po przekroczeniu magicznej bariery szybko ruszyli do pociągu, ponieważ zostało im tylko pięć minut do odjazdu. Każda osoba, która ich mijała wytrzeszczała oczy na ich widok. W końcu nie często można spotkać kujonicę Granger i Ginny Weasley w towarzystwie kilku nieznajomych i największych Ślizgońskich wrogów. Jednak spojrzenia rzucanie prze Dracona, Blaisea, Teo i Erika skutecznie odbierały chęci ciekawskim do zadawania pytań. W końcu znaleźli wolny przedział na prawie samym końcu. Powiększyli go magicznie, aby było im wygodnie w dziewiątkę oraz zabezpieczyli zaklęciem, żeby nikt im nie przeszkadzał. Podróż minęła im szybko na grze w magicznego pokera. W Hogsmeade lekko mżyło więc w szkole pojawili się trochę mokrzy. Teodor, Blaise, Ginny i Draco poszli do Wielkiej Sali, a Hermiona z Pansy, Laurą, Camile i Erikiem ustali z boku czekając aż McGonagall  wezwie ich na salę. Gdy wstał Dumbeldore wszystkie szmery jak zwykle ucichły.
-Witajcie w szkole po przerwie świątecznej. Mam nadzieję, że wypoczęliście i nabraliście sił na dalszą naukę. Wiem, że jesteście głodni, ale zanim zjemy obiad po raz pierwszy w historii dojdzie do ponownego wyboru domu oraz dojdzie do nas kilku nowych starszych uczniów. Zapraszam was na jedyną w swoim rodzaju Ceremonię Przydziału.
Na środek wyszła opiekunka Gryfindorru i postawiła na środku stołek z Tiarą.
- Zapraszam na salę Laurę Katerine Malfoy, Camile Snape, Hermionę Jane Riddle. Pansy Riddle i Erika Riddle’a.
Na każdą z wyczytanych osób wszyscy patrzyli z niedowierzaniem. W ostrzale spojrzeń znaleźli się również Draco i Snape. Ci dwóch uśmiechali się tylko złośliwie. Pierwsza na głowę Tiarę założyła Laura. Ledwo musnęła jej długi blond włosy, a już wydarła się
-SLYTHERIN!!!
Slizgoni natychmiast nagrodzili brawami nową członkinię domu węża.  Następna była  Camile i również znalazła się w Slytherinie. Gdy Tiara znalazła się na głowie najmłodszej pannie Riddle kapelusz nie mógł sobie odmówić pogawędki.
- Kogo ja widzę? Hermiona Granger?
- Riddle czapko, Riddle.
- Nie denerwuj się już. Bardzo się zmieniłaś. Nie ma w tobie już nic z tej małej pierwszoklasistki. Nie pozostawiasz mi wyboru. Oj, nie zostawiasz.
- Dalej i tak już obie wiemy gdzie trafię. Nie mam całego dnia.
-SLYTHERIN!!!
Ślizgoni powariowali, a ich euforię jeszcze bardziej powiększyło trafienie pozostałej dwójki Riddle’ów do ich domu.  Gryfoni patrzyli z niedowierzanie i szokiem na twarzach jak ich Hermiona idzie z szerokim uśmiechem  na twarzy w stronę domu węża, siada koło Malfoya, a ten ją całuje ją w usta i nie zostaje odepchnięty, a wręcz przeciwnie przytula go.


Tymczsem przy stole Slytherina już planowano imprezę  z okazji dołączenia pięciu osób do ich domu. Nie zwracali uwagi na to, że jest dopiero popołudnie- i tak zamierzali imprezować do białego rana.  Po obiedzie udali się do swojego Pokoju Wspólnego i zaczęły się spontaniczne przygotowywania do zabawy. Po kilku godzinach wszystko było gotowe i wszystko zaczynało się powoli rozkręcać. Byli wszyscy Ślizgoni plus jedna Gryfonka- Ginewra Weasley. Nikt jej jednak się nie czepiał, bo widzieli, że została zaproszona i ma dobre kontakty z Malfoy'ami, Riddle'ami, Blaisem i Camile. Ci śmielsi nawet ją zagadywali. Tak więc wszyscy świetnie się bawili i odbyło się bez żadnych przepychanek.  Jednak wiele Ślizgonek patrzyło zazdrośnie na Hermionę w ramionach Draco. Kilka z nich patrzyło też pożądliwym wzrokiem na Erika, Blaisa i Teodor. Ci jednak niewiele sobie z tego robili i bawili się dalej.  Po czwartej wszyscy zaczęli się rozchodzić. Gdy już prawie nikogo nie było Draco odprowadził Hermionę pod drzwi dormitorium i pożegnał słodkim całusem.
- Spij dobrze.- szepnął i poszedł kierunku pokoju, który dzielił z Blaisem, Teo i Erikiem.
Hermiona weszła do środka, uśmiechnęła się blado do dziewczyn i powiedziała.
- Hej. Jak wam się podobało?
- Było super. - powiedziała Laura
- Mi też się podobało. Sorry, ale padam z nóg, idę spać. Dobranoc.- mruknęła i rzuciła się na łóżko w ubraniach. Po chwili już spała.
*******


Draco wszedł do pokoju i zobaczył, że jego przyjaciele są już w pokoju, ale brakuje jeszcze Erika.
- Draco...- zaczął niepewnie Blaise- Jak ci idzie zakład?
- Świetnie. Wprawdzie nadal jesteśmy parą tylko oficjalnie, ale Hermiona powiedziała mi wczoraj, że coś do mnie czuje, tylko nie jest jeszcze pewna swoich uczuć. Więc coś mi się wydaje,k że jednak stawiacie mi Ognistą. - uśmiechnął się z satysfakcją.
- Wiesz, możesz to sobie odpuścić, bo obaj doszliśmy do wniosku, że to bez sensu i tylko zranimy ją niepotrzebnie. - tym razem odezwał się Teodor.
- Tchórzycie? Zapomnijcie, że zrezygnuję. Zakład to zakład. Nie można się z tego wycofać.
- Ale...- spróbował Blaise, ale blondyn od razu mu przerwał.
- Dość tej gadki szmatki. Znacie moje zdanie. Koniec kropka. Idę się myć.
 Powiedziawszy to wszedł do łazienki.
- Mówiłem ci, że tak będzie. Znacie moje zdanie. Koniec kropka.- przedrzeźniał go Teo.
- Zawsze można mieć nadzieję.- westchnął w odpowiedzi chłopak.- Idę spać. Dobranoc.
- Dobranoc.- mruknął i odwrócił się na drugi bok.

 *******

Hej. przepraszam, że tak krótko i późno. Miałam straszny "opór" przy pisaniu tego rozdziału. W dodatku wena robiła sobie wycieczki i traktowała mnie jak hotel. Mam nadzieję, że następny będzie szybciej i będzie szybciej.
Sciskam
Ever :*