6 stycznia 2015

Pustka

Muzyka
Snuła się ciemnym korytarzem. Ostatnio przez cały czas chodziła bez celu po tym budynku. Wszędzie było cicho. Nawet skrzatów nie było słychać. To było najgorsze - ta straszna przejmująca cisza.
A przecież jeszcze kilka tygodni temu ten dom tętnił życiem. Przyjaciele składali liczne wizyty. Jednak gdy jego zabrakło wszystko ucichło. Hermiona nie miała siły udawać, że wszystko jest tak jak dawniej. Nie było. I już nigdy nie będzie. To po prostu nie jest możliwe. Nic nie przywróci mu życia.
Szła i zastanawiała się kiedy przestała nazywać to miejsce domem. Teraz był jak skorupa, pusta i nie zamieszkała w środku, jakby spustoszona przez jakąś mroczną siłę. Pamiętała jak go urządzali. Wszystko wspólnie planowali. Razem wybierali wszystkie meble i każdy nawet najmniejszy dodatek, który uzupełniał wnętrze. Chcieli, aby było tu jasno i przestronnie. Aby ich dzieci, które planowali w przyszłości, czuły się tu szczęśliwe i bezpieczne.
Dzieci... Dwa tygodnie po jego pogrzebie dowiedziała się, że jest w ciąży. Siódmy tydzień. Gdyby tu był na pewno by się cieszył. Gdy lekarz powiedział jej o tym o mało co nie wybuchła histerycznym płaczem. Dlaczego teraz? Czemu nie dane było mu tego chociażby usłyszeć? Dodatkowo dowiedziała się, że ciąża jest zagrożona i musi na siebie uważać. Była szczęśliwa, czuła jakby to od niego dostała prezent z nieba. Ma w sobie małego aniołka. Jego cząstkę .Chce zapewnić mu szczęśliwe życie, chociaż jej już nigdy nie będzie takie w pełni...
"Dlaczego zostawiłeś mnie tu samą Draco?" - pomyślała i natychmiast pożałowała, że choćby w myślach wypowiedziała to imię. Nigdy nie wypowiadała jego imienia, ani nawet nie wspominała w myślach, ponieważ sprawiało jej to ból psychiczny i fizyczny. Ale już za późno. Nie wymaże własnych myśli. Przekroczyła wytyczoną sobie własną granicę bezpieczeństwa.  Miała wrażenie, że się dusi, zaczęła spazmatycznie łapać powietrze. Wrażenie, że poszczególne części jej ciała odlatują w przestworza tylko wzmogły jej strach. Nawiedzały ją kolejne obrazy przedstawiające go. Szkoła... Pierwsze spotkanie w pociągu... Atak hipogryfa... Wojna na korytarzu... Patrol... Pierwszy pocałunek w bibliotece... Zakończenie szkoły... Chwila, gdy prosi ją o rękę... Wspólne urządzanie domu... Ślub... Jego ciało leży bezwładne w trumnie, jeszcze bladsze niż zazwyczaj...
Nagle jej brzuch przeszyła wstęga okropnego bólu. Upadła na podłogę i zwinęła się w kłębek. Ból był nie do wytrzymania. Ostatkiem sił wysłała patronusa do magomedyka. Poczuła na swoich nogach lepką ciecz. Spojrzała w dół. Krew. "Nie.. Nie... Błagam nie... Proszę tylko nie to..." błagała w myślach a po jej policzkach poleciały słone łzy. "Gdyby tu był starł by je" pomyślała.
W takim właśnie stanie znalazł ją lekarz po krótkim badaniu tylko potwierdził to, co ona sama już wiedziała.
Najważniejsza dla niej osoba na świecie zniknęła. Jej aniołka już nie ma. Odleciał.... Jest tam na górze...
Mężczyzna pomógł położyć jej się do łóżka i udał się do kliniki.
Hermiona leżała nieruchomo. Obydwie najważniejsze osoby w jej życiu opuściły ją.  Były teraz razem tam na górze...
Wstała z łóżka i poszukała wzrokiem różdżki. Leżała na szafce obok. Wzięła ją do ręki i wycelowała w siebie,  myśląc o bólu który będzie ceną za słowa, które zaraz powie. Jednak ona już go nie poczuje... Będzie już z nimi.
-Kocham cię Draco. Avada Kedavra.
*******
Hej. To moja pierwsza miniaturka. 
Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu ;3 
Czekam na wasze opinie w komentarzach.
 To naprawdę pomaga i motywuje do dalszej pracy ;)
Całuję 
Ever :*


24 grudnia 2014

Święta, święta !!

Moje kochane czytelniczki!
Życzę Wam wesołych, spokojnych i radosnych świąt w gronie najbliższych. 
Niech zbliżający się Nowy Rok będzie najlepszym rokiem z całego Waszego życia. 
Ja mam dla Was w prezencie fragment miniaturki. 
Przepraszam, że tylko tyle. 
Ściskam
Ever :*
*******
Nikt mnie nie uratuje. Już dawno straciłam nadzieję. Nikt nie wiedział, że tu jestem. Harry i Ron wyruszyli na poszukiwanie horkruksów, a ja miałam udać z moimi rodzicami do Australii i z daleka nad nimi czuwać. Czemu z daleka? Wyczyściłam im pamięć, aby byli bezpieczniejsi. Teraz sądzą, że nazywają się Monika i Wendell Wilkinsowie i nic nigdy nie słyszeli o żadnej córce. Jednak ja nie chciałam udać się do Australii, chciałam pomóc przyjaciołom. W  tajemnicy przed wszystkimi wyruszyłam na poszukiwanie chłopaków. Szczęście mi nie dopisało. Szmalcownicy bardzo szybko mnie znaleźli. Gniłam tu od dwóch lat, a wszyscy przyjaciele byli pewni, że siedzę w Australii. Z rozmyślań wyrwał mnie skrzyp otwieranych drzwi. Podniosłam głowę i krew się we mnie zagotowała. Przyszedł po mnie człowiek, który  miał mnie zaprowadzić na górę. Widok tej osoby strasznie mnie rozzłościł. Krew się we mnie zagotowała i zaczęła bulgotać.  Wiedziałam, że Malfoy został Śmierciożercą, ale nigdy nie spodziewałam się konfrontacji z nim. Wściekłość odebrała mi rozsądek i zaczęłam się na niego drzeć.
-Ty... Widziałam, że po tobie można spodziewać się tylko czegoś takiego! Jesteś tylko świnią i parszywym tchórzem, który...- nie mogłam dokończyć, ponieważ chłopak zatkał jej usta dłonią.
-Uważaj do kogo mówisz Granger.- syknął. Łał, powiedział do mnie "Granger", a nie "szlamo", jak ostatnio wszyscy się do mnie zwracali.- Chodź.
Wiedziałam, gdzie mnie prowadzi. Wędrowałam na górę. Pewnie znów zostanę zgwałcona. Na ten czas byłam po prostu rośliną. Nie odbierałam żadnych bodźców. Zamykałam oczy. Na początku płakałam i krzyczałam, ale z czasem przestałam. Tylko otępienie mogło pomóc mi przetrwać...

8 grudnia 2014

Rozdział XIII

Następnego dnia rano Hermionę obudził dziewczęcy pisk, ów pisk wydała z siebie Camile na jej widok. Po chwili panna Riddle poczuła, że ściśle oplatają ją trzy pary rąk.
-Dziewczyny dajcie już spokój, bo mnie udusicie.
- Po prostu cieszymy się, że znów cię widzimy. Brakowało tu ciebie.- odezwała się Pansy. – Hmm. Trochę zaspałyśmy. Musimy się pospieszyć, jeśli chcemy zdążyć na śniadanie.
Po szybkiej porannej toalecie czwórka dziewczyn ruszya w stronę Wielkiej Sali. Usiady obok chłopaków przy swoim stole machając przy tym ręką Harry’emu i Ginny na przywitanie. Hermiona na śniadanie postanowiła zjeść tosty ze swoim ulubionym dżemem morelowym. Na twarzy miała delikatny uśmiech. Ktoś mógłby powiedzieć, że dziewczyna czuje się świetnie i nie posiada żadnych zmartwień, jednak to było tylko złudzenie, zwykłe udawanie, na które dużo osób nabierało się z łatwością. W środku cała trzęsła się z nerwów i troski o swojego chłopaka. Nie pokazywała tych emocji na zewnątrz wierna swoim postanowieniom, że nie będzie martwić bliskich. Już i tak nieźle nastraszyła swoją mamę tym wspomnieniem o samobójstwie.
Gdy wylądowała przed nią szara sowa nie potrafiła już tak dokładnie maskować swoich odczuć. Bardzo dobrze wiedziała od kogo jest ten list, który przyniosło zwierzę. Ba, ona nawet wiedziała, kto jest właścicielem stojącego przed nią ptaka. Należała do jej przyszywanych rodziców. Pisali do niej, aby powiadomić ją, czy mogą być dawcami. Drżącymi z nadmiaru emocji rękoma odczepia list wczytując się w niego.
Kochana Hermionko!
Dosłownie przed chwilą sowa przyniosła wyniki badań. Mam dla Ciebie dobrą wiadomość: mogę być dawcą! Proszę przekaż to Narcyzie i Lucjuszowi i zapytaj kiedy będzie przeszczep. Mi pasuje każdy możliwy termin, ponieważ Narcyza wspominała, że mają tylko kilka dni na znalezienie dawcy i przeszczep. Czekam na odpowiedź
Jane
P.S. Andrew przesyła pozdrowienia.
Przez chwilę kompletnie nie docierało do niej to, co przeczytała, choć podświadomie wiedziała, że list zawiera bardzo dobrą i ważną dla niej wiadomość. Trwała w totalnym otępieniu. Dopiero Erik wyrwał ja z tego stanu, w którym czuła się jak w wielkiej bańce wody, ponieważ do tej pory nic i nikogo nie słyszała.
- Hej, Herm, wszystko w porządku?
Dziewczyna bezwiednie podała mu kartkę papieru. Po kilku sekundach skończył czytać i ponownie spojrzał na siostrę.
- To chyba dobrze, nie? Na Merlina Miona odezwij się do mnie!
- Wszystko okey Erik. Po prostu nie wierzę w to, że w końcu się udało. Trzeba powiedzieć Laurze.- spojrzała na blondynkę, która siedziała, nie odzywając się do nikogo ze wzrokiem wbitym w swoją miskę z płatkami. Kiedyś była to pełna życia i radości dziewczyna, a teraz była to zupełnie inna osoba. Na jej twarzy nie gościł już uśmiech, tylko smutny grymas. Jej śliczne długie blond włosy straciły blask. Bardzo się obwiniała o stan swojego brata, ponieważ sadziła, że to przez nią Draco leży chory w szpitalu, bo chciał ją uratować. – No i muszę jeszcze iść do Malfoy’ów. Pójdziesz ze mną?
- Jasne, nie ma sprawy. Teraz może być tylko lepiej. - powiedział i przytulił ją do siebie. Ta po chwili odsunęła się od niego i usiadła obok Laury. Erik obserwował tę scenę z boku i widział jak blondynka ucieszyła się słysząc w końcu jakieś dobre wieści. 
Ostatnio bardzo martwił się o Hermionę. Widział, ( zresztą trudno było tego nie zauważyć jeśli dobrze się ją  znało ) jak bardzo zależy jej na blondynie i wiedział, że może nie znieść kolejnego ciosu, gdyby coś poszło nie tak. To byłoby wredne ze strony losu - dać prawdziwą nadzieję, szanse na poprawę, a potem okrutnie zażartować zabierając wszystko. On sam nie wiedział jak zachowywałby się gdyby to Camile coś się stało. Nie zniósłby tego. Tej rzeczy był akurat pewny, dlatego podziwiał swoją siostrę, za jej wytrawałość i nadzieję na lepsze jutro...
Z rozmyślań wyrwał go głos Hermiony.
-Gotowe. Możemy już iść?
- Tak, oczywiście, chodź. - poprowadził ją w kierunku gabinetu Serveusa Snape'a. Ten już bez zbędnych pytań przepuścił ich prosto do kominka. Gdy pojawili się w ogromnym i jasnym salonie państwa Malfoy'ów przywitała ich cisza. Po chwili przed nimi zmaterializował się skrzat pytając o cel ich wizyty. Gdy ogólnie wyłuszczyli mu sprawę zniknął, a po chwili do pomieszczenia weszła Narcyza. Hermiona po prostu podała jej kartkę papieru, na którym był napisany list od Jane, kartkę, której treść sprawiła, że ledwo tląca się w sercu nadzieja rozbłysła na nowo wielkim, żywym płomieniem. Blondynka spojrzała na nią nic nie rozumiejącym wzrokiem, więc zachęciła ją do przeczytania tekstu. 
- To świetnie! W końcu jakaś dobra wiadomość!- wykrzyknęła po przeczytaniu i zaczęła szlochać ze szczęścia.
W tej chwili do salonu wszedł Lucjusz. Rozejrzał się nic nie rozumiejącym wzrokiem po pomieszczeniu, a następnie przytulił do siebie żonę. 
- Co się stało? - zapytał patrząc na rodzeństwo, ponieważ Narcyza nie potrafiła wydobyć z siebie głosu.
- Znaleźliśmy dawcę szpiku dla Dracona.
Na twarz mężczyzny można było po kolei odczytać zdumienie, niedowierzanie, szok, a na końcu ulgę i radość. 
-Kto nim jest?
- Jane, moja przyszywana matka.
- Możemy udać się do niej od razu?
- Tak, w sumie to ona czeka na informacje, co ma robić.
- Świetnie, Hermiono teleportuj nas wszystkich, ponieważ my nie wiemy, gdzie ona mieszka.
- Nie ma sprawy. Wyjdźmy na zewnątrz.
Po kilku minutach cała czwórka stała przed błękitnym domkiem jednorodzinnym. Miejscem, gdzie Hermiona spędziła swoje dzieciństwo. Z tamtym okresem miała wiele szczęśliwych wspomnień. Z uśmiechem na twarzy przypomniała sobie zabawy w dom z dziewczynką z sąsiedztwa. Miło też wracała do czasów, gdy była w domu w czasie ferii, czy wakacji. Wtedy w każdą niedzielę wieczorem cala trójka sadowiła się na beżowej kanapie w salonie i wspólnie oglądali jakiś film, lub rozmawiali. To był taki dzień, którego nie mogło zabraknąć. Oderwała się od miłych wspomnień i wróciła do rzeczywistości.
Zapukali, a po chwili drzwi otworzył im mężczyzna po czterdziestce z brązowymi włosami z pojedyńczymi siwymi kosmykami  w koszuli w kratkę i dżinsach- Andrew.
- Dzień Dobry państwu.- zwrócił się w stronę Malfoy'ów i Erika.- Witaj Hermionko, pewnie dostałaś już list i dlatego tu jesteś ? - zgadywał mężczyzna.
- Dokładnie. Poznaj  mojego brata Erika.
- Miło mi Cię poznać.
- Mnie również proszę pana.- uścisnął dłoń podaną przez mężczyznę.
- No wchodźcie do środka, a nie tak na zimnie stoicie. - gestem ręki wskazał gościom drogę.
W salonie już czekała Jane. Okazało się, że jest już gotowa do wyjazdu i  zabieg może się odbyć nawet teraz. Wobec tego zabrali kobietę i znaleźli się w Mungu. Skierowali się od razu do gabinetu lekarza prowadzącego.  Po ustaleniu wszystkich szczegółów i podpisaniu dokumentów lekarz zabrał kobietę, aby przygotować ją do zabiegu. Przed wyjściem kobieta mocno przytuliła brunetkę.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze. - szepnęła jej do ucha.
Hermiona z Erikiem, Lucjuszem i Narcyzą udała się pod salę operacyjną. Po kilku minutach zobaczyli lekarza, który studiował mugolską medycynę - to on miał przeprowadzić operację. Zbył wszystkie ich pytania mówiąc:
- Przepraszam, ale nie mam czasu. Operacja za chwilę się zacznie. Wszyscy już tam na mnie czekają. Odpowiem na wszystkie pańskie pytania po zabiegu.
W ten oto sposób dowiedzieli się przynajmniej, że wraz z wejściem Uzdrowiciela do sali zacznie się operacja.
Hermiona nie chciała słyszeć o żadnym powrocie do szkoły. Musiała, po prostu musiała tu teraz być. Gdziekolwiek indziej czuła by się nie na miejscu. Erik nie chciał jej zostawić i w efekcie też siedział i czekał na koniec operacji uprzednio wysyłając do szkoły patronusa z wiadomością, że są cali i bezpieczni. Dziewczyna przytuliła się do brata. Chłopak był dla niej ostatnio wielkim wsparciem. Była mu za  to bardzo wdzięczna. Skupiła swój wzrok  na tatuażu znajdującym się na jego przedramieniu. Przez kilka godzin śledziła labirynt kresek i okręgów zatapiając się w rozmyślaniach. Strasznie się bała. Nie przypominała sobie, żadnego momentu w swoim życiu, gdy tak strasznie bała się o inną osobą, a jakby jej ktoś jeszcze parę miesięcy temu powiedział, że będzie martwić o Malfoy'a to osobiście odstawiła by go do Munga na odział z osobami chorymi psychicznie. Na twarzy miała wypisane wszystkie towarzyszące jej emocje. Od niepokoju i zdenerwowania zaczynając, a na wielkiej tęsknocie za blondynem kończąc. Kompletnie zapomniała o swoich lękach, co do szczerości uczuć blondyna, które często ją w ostatnim czasie nawiedzały. Zepchnęła jej na dalszy, odległy plan.
Co będzie, jeśli coś pójdzie nie tak, jeśli Draco umrze? Przecież on nie może umrzeć. Nie może, nie ma prawa zostawić jej samej. Nie da sobie rady bez niego. Totalnie się załamie, wie że tak będzie. Musi coś zrobić. Musi zrobić coś, co da jej gwarancję, że wszystko się uda. Tylko, co ona może zrobić? Co daje jej taką gwarancję?
Jej rozmyślania przerwała postać uzdrowiciela wychodzącego z sali operacyjnej. Próbowała wstać, ale nogi miała jak z waty i przewróciła by się, gdyby Erik nie złapał jej w ostatniej chwili. Z jego pomocą podeszła do mężczyzny.
Lekarz uśmiechnął się lekko widząc cztery wpatrzone w niego i łaknące informacji pary oczu.
- Proszę się już nie zamartwiać. Wszystko jest  w jak najlepszym porządku. Operacja udała się. Pani Granger zostanie u nas jeden dzień na obserwacji. Pan Malfoy wprawdzie kilka dni dłużej, ale zapewniam, że są to tylko i wyłącznie reguły a nie konieczność. Chłopak ma zdrowy organizm i szybko dochodzi do siebie.
Na twarzch Hermiony, Erika i Malfoy'ów pojawiła się ulga pomieszana ze szczęściem. W końcu los rozdał dobrą kartę dla nich. Wszystko poszło po ich myśli. Udało się. Nareszcie...
Hermionie i Narcyzie po policzkach powoli toczyły się łzy radości.
- Panie doktorze, czy możemy go jeszcze zobaczyć przed wyjściem? - zapytała najmłodsza z towarzystwa.
- Pan Malfoy dziś się nie obudzi, ale skoro państwo chcą to proszę nie widzę przeciw wskazań. Będzie to jednak tylko kilka minut, ponieważ za chwilę zamykamy odział. No, proszę się uśmiechnąć, wszystko jest już dobrze. Wskażę państwu pokój.
Cała czwórka ruszyła za mężczyzną. Po chwili byli już na miejscu. Musiało wystarczyć im spojrzenie na Dracona przez szybę. Hermionę ten widok dziwnie uspokoił. Miała praktycznie namacalny dowód, że jest dobrze. Jak urzeczona patrzyła na śpiącego blondyna. Cieszyła się samym jego widokiem. Mogłaby stać pod tą szybą do końca świata. W końcu Erik oderwał ją od tego zajęcia cichym szeptem.
- Hermiono, czas na nas. Musimy już iść, za pięć minut zamykają szpital.
- Daj mi jeszcze chwilkę.- poprosiła.
Po kilkudziesięciu sekundach odeszła od szyby i ruszyła w stronę wejścia z bratem i Malfoy'ami. Teleportowali się do ich rezydencji, a stamtąd przez kominek dotarli do szkoły.
W gabinecie Snape'a nie było nikogo, więc po cichu ruszyli lochami w stronę Pokoju Wspólnego Ślizgonów.
Otworzyli drzwi prowadzące do dormitorium dziewczyn i zobaczyli kilkanaście par oczu wpatrzonych w nich z niemym pytaniem.
- Udało się. Wszystko poszło dobrze, wygląda na to, że Smok niedługo tu wróci. - powiedział Erik, ponieważ Hermiona nie mogła mówić z powodu łez płynących po jej policzkach.
Z twarzy obecnych powoli znikało napięcie, a na jego miejscu pojawiała się radość.
Hermiona poczuła, że ktoś ją obejmuje i pociera ramię. Spojrzała w górę i natrafiła na oczy takiego samego koloru jak jej - oczy Erika. Uśmiechnęła się lekko i zdała sobie sprawę, że wciąż stoją w drzwiach. Zrobiła, więc kilka korków w kierunku swojego łóżka, aby na nim usiąść ciągnąć za sobą chłopaka.
- Idź do niej.- odezwała się niespodziewanie po pewnym czasie, widząc, że Erik nie ma zamiaru na razie zostawiać jej samej. "Zupełnie, jakby się bał, że coś sobie zrobię, może to mama go o to poprosiła." przemknęło jej przez głowę.- No idź, naprawdę nic mi nie jest.- dodała widząc jego minę. Wiedziała, że chętnie spędziłby czas ze swoją dziewczyną Camile, ale też bardzo się martwił o nią i był rozdarty. Pchnęła go lekko w jej kierunku. Po kilku minutach zobaczyła, jak oboje wymykają się z pokoju. Pasowali do siebie i chciała, żeby im się udało. Byli razem tacy szczęśliwi...
*******
Od przeszczepu minęły cztery dni. Cztery dni, które bardzo dłużyły się Hermionie. Przez ten czas ani razu nie była w szpitalu, każdego dnia po lekcjach zaszywała się w prywatnym dormitorium prefekta naczelnego, które obecnie należało także do niej. Tam odrabiała lekcje i nadrabiała wszystkie zaległości, jakie pojawiły się przez jej częste wizyty w szpitalu i u Malfoy'ów. Naukę nadal bardzo lubiła i starała się mieć jak najlepsze oceny.
Przyjaciele uważnie ją obserwowali, szukając znaków ponownego załamania, czego miała już serdecznie dosyć. Na szczęście nie zauważając niczego niepokojącego odpuścili. Hermiona od czasu przeszczepu faktycznie przestała się smucić, a gdy tylko w jej głowie zaczynały się kłębić jakieś czarne myśli, to wypierała  je z głowy  starym i sprawdzonym sposobem, o którym ostatnio zapomniała- nauką.
Dziś po lekcjach skierowała swoje kroki tam, gdzie zwykle od kilku dni, czyli do dormitorium. Otworzyła drzwi, założyła na uszy swoje magiczne słuchawki, do których wystarczyło tylko wyszeptać tytuł jakiejkolwiek piosenki, a ta już płynęła prosto do uszu dziewczyny. Usiadła przy szerokim mahoniowym biurku i zabrała się za esej z eliksirów. Była przy końcówce pisania tematu pracy, gdy usłyszała czyjś głos, który przebił się przez cichą, spokojną muzykę.
- Hermiona? Co ty tu robisz?
Podniosła gwałtownie głowę, wylewając atrament na swoją pracę domową, pewna, że ma omamy słuchowe. Przecież to niemożliwe. Go tu nie może być, jest w szpitalu, gdzie odpoczywa po przeszczepie. Powoli podniosła wzrok, bojąc się, że rozczarowanie, gdy nikogo nie ujrzy okaże się zbyt bolesne. W końcu spojrzała w kierunku źródła głosu i zdębiała. Widać nie tylko słuch spłatał jej figla. Widzi go opartego o futrynę, uśmiecha się do niej łobuzersko i czeka na odpowiedź. A może to nie omamy? Jest tu naprawdę? Nie, to przecież nie możliwe, to tylko tęsknota za nim sprawiła, że widzi go teraz tak wyraźnie. A może jednak...
*******
Hej, to w końcu ja- Ever ;) Nareszcie skończony rozdział :D Przepraszam, strasznie mi głupio ;c . Mam nadzieję, że wybaczycie mi tą dłuuugą nieobecność.. 
Ściskam i zapraszam do czytania. :*
E.

13 listopada 2014

Małe sprostowanie sprawy.

Siemanko! Tu nie Ever tylko Weronika. Jestem tu, aby oświadczyć wam, że autorka bloga ma problemy z bloggerem <próbujemy rozwiązać ten problem>  i nie może dodać rozdziału. Dokłada wszelkich starań, aby pojawił się on jak najszybciej. Mamy nadzieję, że niedługo rozdział się pojawi i nie będzie więcej problemów . Tak więc czekajcie, zaglądajcie, sprawdzajcie :) 
Z poważaniem, Weronika ;)
[trochę się cykam, chyba wszystko dobrze napisałam ;c]

8 października 2014

Liebster Blog Award

Cześć wszystkim .! :) To jeszcze nie rozdział, tylko... Liebster Blog Award !! Dziękuje Dimidiam Varney za nominację :*
 Może tak na początek czym w ogóle jest LBA.
 Taką nominację można otrzymać od innego bloggera w ramach uznania. Po otrzymaniu takiej nominacji należy odpowiedzieć na 11 pytań,  poddać 11 blogów, i ich właścicielom zadać swoje własne 11 pytań. 


1.  Skąd bierzecie pomysły na następne rozdziały. Czym się inspirujecie?

Pomysły na rozdziały same się rodzą w mojej głowie. Mam już w głowie ogólny zarys całej historii, ale pierwowzór już wiele razy zdążył się zmienić, ale zakończenie i pewne sceny są niezmienne :D.


2. O czym najbardziej lubicie czytać na blogach? Mam tu na myśli i opowiadania i inne rodzaje blogów.

Jeśli chodzi o  blogi potterowskie to z parringów akceptuje tylko dramione. Nie chcę nikogo urazić, ale opowiadania, gdzie Hermiona jest w związku z facetem, który ma swoje dzieci w jej wieku są dla mnie po prostu obleśne. Poza HP przeczytam praktycznie wszystko.

3. Jak radzicie sobie z brakiem weny?

W takim wypadku po prostu odkładam pisanie na kilka dni, ponieważ wiem, że nic wtedy nie napiszę. Wena zazwyczaj wraca do mnie do 4 - 5 dniach ;d

4. Książka czy film?

Zdecydowanie książka.

5. Jaka jest wasza ulubiona książka i film?
 
Czytam tyle książek, że ciężko znaleźć mi tą ulubioną. Ale podejrzewam, że byłaby to fantastyka.

6. Kim jest najbardziej znienawidzona przez was postać z filmu/książki? Dlaczego?
 
Zmierzch. Książki Meyer napisała niezłe, ale jeśli chodzi o film to jest on fatalny i zrobili tylko krzywdę książce, a  Kristin Stewart to już w ogóle porażka tej ekranizacji, większego przereklamowanego beztalencia to chyba jeszcze w show biznesie chyba nie było..

7. Jakie masz hobby?

Hmmm, ciężko wybrać coś konkretnego, bo próbuje wszystkiego po trochu, ale do tych trafniejszych moge zaliczyć pisanie bloga :D :*

 8. Gdybyście mogli wybrać sobie jakąś moc (latanie, znikanie, teleportacja itp.), co byście wybrali?

Zdecydowanie teleportacja. W końcu byłabym wszędzie na czas :)

9. Gdybyście mogli posługiwać się żywiołem, jaki byłby to żywioł? 

Chciałabym mieć władze nad ogniem. Nie wiem dlaczego, po prostu po przeczytaniu pytania to on od razu wpadł mi do głowy .

10. Chcieliście kiedyś panować nad jakimś dzikim zwierzęciem, albo móc się w nie zamienić? Jeśli tak to jakie to zwierzę i dlaczego właśnie ono.

Lew. Zawsze chciałam nim być. W końcu byłabym królem, co nie? XD

11.  Jakie jest wasze największe marzenie?

A to niech zostanie sekretem :)



Okey, to teraz 11 blogów, niestety podam mniej, bo nie znam tylu początkujących.

4. Vik.A


A teraz pytania. :d

1.  Skąd pomysł na pisanie bloga?
2 Gdybyście mogły przenieść siebie i pięć osób na pół roku do wybranego świata jakiejś książki, co byście wybrały i kogo wzięłybyście ze sobą?
3. Bez czego/kogo nie dałybyście rady żyć?
4. Czy wasza przyszła praca będzie miała związek z pisaniem?
5. Kim z HP chcielibyście być?
6. Lubicie czytać? Macie taki ideał, do którego często wracacie?
7. Często myślicie o przyszłości?
8. Co jest rzeczą, której najbardziej żałujecie? Dlaczego?
9. Jaki jest najlepszy blog na jaki kiedykolwiek natrafiłyście?
10. Masz rzecz, do której masz szczególny sentyment? Co to?
11. Macie zeszyty z rozdziałami, czy piszecie od razu na bloggerze?


12 sierpnia 2014

Rozdział XII

[...]-Hermionko nie wolno traktować tak gości.- usłyszała głos matki w którym wyczuwalna była nutka nagany za jej zachowanie.
- Ale ja chcę mieć tylko spokój. Nie mam ochoty na rozmowę z kimkolwiek i nikogo nie chcę widzieć.
-Nawet mnie?- do jej uszu dotarł przyjemny męski głos, który wszędzie by rozpoznała, ten głos towarzyszył jej od pierwszej klasy i nigdy nie zawiodła się na właścicielu tego głosu. Szok jaki wywołał ten głos był tak wielki, że otworzyła szeroko oczy i usiadła szybko na łóżku. Gdy jej zdziwienie trochę osłabło i odzyskała głos zadała niepewnym głosem pierwsze pytanie jakie wpadło jej do głowy.
- Co ty tu robisz Harry?
Kompletnie nie rozumiała tego co słyszała i widziała. Przecież to niedorzeczne! Ostatnio żył w takim stresie, że zaczęła mieć omamy słuchowe i wzrokowe. Tak, na sto procent tak właśnie jest. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że Harry James Potter stoi w drzwiach jej pokoju, który znajduje się w Riddle Manor, w domu Lorda Voldemorta jego śmiertelnego wroga.
- Aktualnie stoję.- odparł Wybraniec.
-No, Hermiono ugość swojego gościa. Bawcie się dobrze.- powiedziała Amanda i ruszyła w sobie tylko znanym kierunku.
-Wejdź Harry.
-Hermiona Laura nam powiedziała. Strasznie mi przykro. Co z nim?
- Nadal szukamy dawcy. Ale Harry jak się tu znalazłeś? - teraz, gdy była pewna, że to nie omamy  trzymała się wersji z żartem. Może zaraz jej przyjaciel zacznie się zmieniać i okaże się, że to jakiś Śmierciożerca, który wypił eliksir wielosokowy z włosami Pottera.
- Od razu, gdy Laura powiedziała nam o Malfoy'u  to wszyscy chcieli od razu się tu teleportować. Pansy jednak stwierdziła, że to ostatnia rzecz o jakiej w tej chwili marzysz i za proponowała, żebym przyjechał tutaj, bo w tej chwili potrzebujesz kogoś kto zna cię najdłużej. Zgodziłem się z nią, a ona od razu poleciała wysłać list do twojego ojca, aby dowiedzieć się co on sądzi o tej propozycji, no i miał złożyć obietnicę, że mnie nie zaatakuje.
-Dziękuję ci, że tu jesteś. Wiem jakie to było dla ciebie trudne.- z całej siły przytuliła przyjaciela, a ten odwzajemnił gest. Rozmawiali jeszcze dobrą godzinę omijając smutne tematy, jednak do tym czasie szok i radość spowodowane pojawieniem się Harry'ego osłabły i Hermiona znowu zaczęła płakać. Przytuliła się do chłopaka mocząc mu całą koszulkę. Płakała do późnego wieczora. W pewnym momencie szatyn podniósł się i powiedział przepraszającym głosem.
-Miona muszę już wracać do szkoły.
-Nie Harry proszę, zostań. Mogę ci załatwić pokój i możesz spać, jeśli chcesz. Proszę.- mówiła takim żałosnym i proszącym głosem, że chłopak nie miał serca jej odmówić.
- Dobrze, zostanę.
Dziewczyna bardzo się ucieszyła, ta wizyta była tym czego potrzebowała. Najpierw pomógł jej choć na chwilę zapomnieć, a potem był wsparciem w chwili rozpaczy.
-Poczekaj chwilę, pójdę załatwić ci pokój.
Ruszyła w stronę gabinetu swojego ojca i zapukała, a gdy usłyszała ciche "Proszę" weszła do środka.
-O Hermiona. Co tam?
- Dziękuję tato.
-Nie ma za co. Zrobiłem to dla ciebie. Teraz po prostu muszę go unikać, bo nie jestem pewien swoich odruchów.- zaśmiał się.
- Mam do ciebie prośbę. Czy Harry może zostać na noc?
-Hmm. Jeśli się zgodzi, to tak może. Powiedz Gapkowi to przygotuje mu pokój.
- Jeszcze raz dzięki. Idę powiedzieć Harry'emu. Dobranoc.
-Dobranoc. Hermiono.- zatrzymał ją w drzwiach.
- Tak?
-Dziś był tu magomedyk i jutro będą wyniki. Potter skorzystał z okazji i także oddał szpik do badań. Teraz na pewno będzie wśród nas dawca, przecież dziś około dziesięciu osób zrobiło badania.
- Miejmy nadzieję. Dobranoc.- cicho zamknęła za sobą drzwi. Jak na skrzydłach ruszyła do swojego pokoju. Po drodze weszła jeszcze do kuchni i poprosiła skrzata o pokój dla jej przyjaciela.  Naprawdę cieszyła się z tego, ze Harry był teraz przy niej. Bardzo potrzebowała jego wsparcia. Bardziej niż to okazywała. Doceniała to, co dla niej robił. Chciał nawet, jeśli będzie to możliwe uratować swojego wroga dla niej. Potter pomógł jej zrozumieć jak wszyscy się o nią martwią. Musi się poprawić. Nawet jeśli będzie musiała udawać, że wzięła się w garść to przy najmniej wszystkich uspokoi. Do pokoju weszła z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Załatwione, zostajesz. Chodź pokaże ci, gdzie masz spać.- wyprowadziła chłopaka za rękę, jak małe dziecko.
Po chwili byli już na miejscu. Wystrój był typowy, jak dla każdego pokoju gościnnego: łóżko, półka, szafa. Obok były drzwi, które prowadziły do łazienki.
- W łazience znajdziesz, wszystko, co jest ci potrzebne. Dobranoc.- zdobyła się na uśmiech, który Harry patrząc na nią ze zdziwieniem odwzajemnił.
- Dobranoc Hermiono.
Gdy znalazła się u siebie postanowiła wziąć prysznic. Rozebrała się i weszła pod strumień wody tak gorącej, że praktycznie parzyła jej skórę. Nie przejmowała się tym. Szum wody sprawił, że znów zaczęła płakać. Usiadła w brodziku podkurczając nogi. Gdy w końcu trochę się uspokoiła wyszła, wytarła się, ubrała ulubioną piżamę i rzuciła się na łóżko. Przezornie wzięła z domowej apteczki eliksir nasenny i już po chwili smacznie spała.
*******
Rano Hermiona wstała, ubrała się i zjadła śniadanie na swoim balkonie, z którego był widok na ogród. Przy posiłku towarzyszył jej Harry, ponieważ żadne z nich nie wyobrażało sobie Voldemorta i Wybrańca przy jednym stole. Po śniadaniu przyleciała sowa do Pottera. Przeczytał szybko i spojrzał na Hermionę.
- Hermiona, przykro mi. Ja także nie mogę być dawcą. 
Dziewczynie zaszkliły się oczy, ale zaraz przypomniała sobie, że jej rodzice także wczoraj robili badania, więc może oni mają pozytywny wynik.\
- Poczekaj tu na mnie!- krzyknęła przez ramię wybiegając z pokoju. Biegła do jadalni, bo wiedziała, że tam będą jej rodziciele. Może, oni mogą. Trzymała się tej myśli, tak jak tonący brzytwy. Wbiegła do pomieszczenia, a rodzice gdy tylko ją zobaczyli wiedzieli o co jej chodzi. Patrząc na nią ze smutkiem ponuro pokręcili głowami. Dziewczyna szybko wybiegła i popędziła na dwór, aby teleportować się do Narcyzy. Ona na pewno wie o wszystkich wynikach, ponieważ poprosiła, aby wszyscy przyjaciele Dracona z Hogwartu do niej napisali o wynikach badań. Po chwili była już przy drzwiach. Otworzył jej skrzat i zaprowadził ją do salonu, gdzie już czekała na nią Narcyza. Widząc łzy spływające po jej policzkach wiedziała, że wszystkie wyniki były negatywne. Nikt, ani Camile, ani Blaise, ani Erik, ani Pansy, ani Teodor, ani Ginny, ani żaden inny przyjaciel Malfoy'ów nie może być dawcą. Hermiona podeszła do Narcyzy.
-Może jest jeszcze ktoś, kogo moglibyśmy poprosić o pomoc.- pocieszała blondynkę i siebie jednocześnie.
-Nie ma już nikogo innego Hermiono.
- A banki szpiku. Byliście tam?
- Tak Lucjusz tam był, ale jedyny potencjalny dawca zmarł kilka dni temu. Idę teraz do szpitala. Idziesz ze mną?
- Tak.- odpowiedziała i nagle sobie o czymś, a raczej ok kimś przypomniała. To może być to. Może ktoś z nich będzie mógł być dawcą dla Draco.- To znaczy nie. Mam pomysł. Czekaj na mnie w szpitalu. Być może znalazłam dawcę! Do widzenia!
Dziewczyna szybko teleportowała się do Riddle Manor i sprintem ruszyła do swojego pokoju.
-Harry, szybko idziemy!
- Gdzie?
- Nie ważne. Zobaczysz jak będziemy na miejscu.
-Hermiono, czy ty przed chwila byłaś na dworzu?
-Tak, a co?
Chłopak swoimi zielonymi oczami zlustrował strój przyjaciółki. Miała na sobie jeansy i top z krótkim rękawem, a na nogach ciepłe kapcie. Biegała tak po dworzu pod koniec lutego, przy temperaturze minus czternastu stopni Celcjusza!
- Natychmiast idź ubierz kurtkę i buty. Ja idę do swojego pokoju się ubrać i spotkamy się na schodach.
Dziewczyna  nie miała ochoty na takie zbędne marnowanie czasu, a stanowczy wzrok przyjaciela skutecznie ja do tego skłonił. Gdy chłopak zobaczył, że brunetka znika w garderobie poszedł do siebie i po chwili czekał już w umówionym miejscu. Miona złapała go za rękę i pociągła za sobą. Biedny Harry kompletnie nie był na to przygotowany i po drodze strącił starą zbroję, sprawiając, że ta potoczyła się z brzdękiem na sam dół. Zaciekawieni hałasem rodzice dziewczyny wyszli na korytarz i zobaczyli ich najmłodszą córkę ciągnącą za rękę swojego przyjaciela, jak szmacianą lalkę w stronę drzwi wyjściowych.
-Gdzie idziecie? - zapytali, choć "idziecie" nie było właściwym słowem. Brązowooka biegła tak szybko, że nawet wysportowany Wybraniec ledwo za nią nadążał. Nadzieja na wyleczenie Dracona napędzała ja bardziej niż jakikolwiek eliksir energetyzujący
- Później wam powiem!- krzyknęła w odpowiedzi i już ich nie było, a rodzice spojrzeli po sobie ze szczerym pytaniem w oczach.
Po chwili stali na  spokojnej ulicy mugolskiego Londynu. Chłopak patrzyli na budynek, przed którym się znajdowali z wielkim zdziwieniem. Kompletnie nie rozumiał, dlaczego Hermiona teleportowała się akurat w to miejsce. Postanowił ja zapytać, ponieważ na pewno nie bez powodu się tu znaleźli.
-Hermiono co my robimy przed domem twoich przyszywanych rodziców?
-Nie rozumiesz Harry? Może to jedno z nich może być dawcą. Chodź.
Państwo Granger szczerze się zdziwili widząc Hermionę i jej przyjaciela przed swoimi drzwiami. Po usłyszeniu opowieści Hermiony o chorobie jej chłopaka zgodzili się udać do magicznego szpitala, aby zrobić badania, ponieważ widzieli jak jej zależy na blondynie. Do szpitala dotarli dzięki teleportacji łącznej. Dwójka przyjaciół szła kawałek za nimi, dlatego Potter korzystając z okazji złapał ja za łokieć i syknął do ucha.
-Hermiono, jak ty to sobie wyobrażasz? Przecież tam będą Malfoy'wie.
- Nie martw się Harry. Oni nie będą odstawiać żadnych scen.
Gdy byli blisko pokoju, gdzie był Draco.
- Poczekajcie tutaj chwilę.- powiedziała i ruszyła w stronę rodziców chorego. ci gdy ją zobaczyli uśmiechnęli się blado, a zaraz ich uśmiechy zastąpiło niezrozumienie wypiasane na twarzy.
- Hermiono, co tuy robia ci mugole razem z Potterem?
- Lucjuszu już ci wszystko tłumaczę. Poprosiłam dzisiaj Harry'ego, żeby udał się ze mną do nich i poprosił, żeby...
- To oni są tymi potencialnymi dawcami o których mi mówiłaś dziś rano, prawda?- weszła jej w słowo.
- Tak dokładnie. Zabrałam ich tutaj na badania, oczywiście jeśli nie macie nic przeciwko temu.
- Nie. Niech podejdą.
Dziewczyna ruchem ręki pokazała całej trójce, żeby przyszli. Po chwili stali wszyscy razem. Pierwsza ciszę przerwała Narcyza.
-Dziękuję wam, że zgodziliście się na to, żeby oddać szpik dla mojego syna.
- Nie ma sprawy. Nie potrafimy odmówić Hermionie.
Ich rozmowę przerwał odgłos, sprawiający wrażenie jakby ktoś się dusił. To Lucjusz próbował powiedzieć coś do Wybrańca
-No więc... Ymm ymm, dziękuję ci Potter za to, że chciałeś oddać szpik dla mojego syna. Nawet nie wiesz jakie to dla mnie ważne.- nagle zniknęła cała jego kurtuazja. W tamtym momencie nie pamietał o tym, że stoja po przeciwnej stronie barykady. Harry najpierw patrzył na niego z wytrzeszczonymi oczami, a potem wydukał:
- Nie ma sprawy.
- Ale, powiedzcie mi co z Draco?
- Hermiono, mamy dobre wieści. Obudził się. My juz u niego byliśmy. Może chcesz pójść do niego, a my w tm czasie zaprowadzimy Jane i Andrew na badania?- zaproponowała Narcyza. W ciągu tych kilku minut zdążyła już  przejsć na "ty" z Grangerami.
- No nie wiem.- powiedziała patrząc z wachaniem na Harry'ego i przyszywanych rodziców.
-Hermionko nie ma sprawy. Pójdziemy na badania. No i Harry  też z nami pójdzie, prawda?- Jane spojrzała na chłopaka.
- Tak, jasne.
- Zgoda.
- Chodź zaprowadzę cię. - Lucjusz skierował się w stronę pokoju, gdzie leżał Draco. Przy  każdych drzwiach stał pielęgniarz, który decydował o czasie wizyty, aby nie nadwerężać zdrowia pacjentów.
- Do kogo państwo?
- Ta dziewczyna chciałaby zobaczyć Dracona Malfoy'a.
- Przykro mi tylko najbliższa rodzina.- powiedział patrząc na Hermionę.
- Ona praktycznie nalezy do rodziny, jest jego dziewczyną.- warknął, zły, że jakiś podrzędny pielęgniarz mu się sprzeciwia.
- Ale mimo wszystko minął czas odwiedzin pana Malfoy'a. Chłopak musi odpoczywać..
- Nalegam. - powiedział Lucjusz wpychając w kieszeń białego, lekarskiego kitla mężczyzny sakiewkę, w której zabrzęczały galeony. Następnie popchnął lekko dziewczynę, a zdziwony mężczyzna przepuścił ją i wskazał odpowiednie łóżko. Podeszła. Chłopak nie spał, ale miał zamknięte oczy, które zaraz otworzył, gdy usłyszał, że ktoś usiadł obok jego łóżka. Był strasznie blady i osłabiony.
- Hej.- wyszeptał z trudem.
- Jak się czujesz?
- Czy odpowiedź okropnie cie satysfakcjonuje? - mimo swojego stanu silił się jeszczcze na sarkazm.- Ale ty trzymasz się chyba  naszej umowy. Zaczęłaś bardziej o siebie dbać.
- Przecież ci obiecałam.- uśmiechnęła się blado.- Nie mów nic, widzę, jaka sprawia ci to trudność.
Wzięła go delikatnie za rękę. Siedziała przy nim nic nie mówiąc, tylko patrząc na niego. Chłopak po jakimś czasie zasnął z powodu leków. Mimo to nie wyszła. W końcu podszedł do niej pielęgniarz, który powiedział, że wszyscy już na nią czekają i , że kończy się czas odwiedzin. Wyszła z pokoju i na korytarzu dołączyła do reszty. Pożegnali się i Hermiona z Harry'm teleportowali się z Grangerami do ich domu. Gdy wyszli Harry powiedział do przyjaciółki:
- Miona wróć do szkoły. Wszyscy się tam o ciebie martwią. Proszę.- dziewczyna miała taką samą słabość do Pottera, jak on do niej, dlatego nie zwlekała długo z odpowiedzią.
- Dobrze, tylko na chwilę chodź do mojego domu, muszę powiedzieć rodzicom.
Po chwili byli już pod Riddle Manor.
- Ty idź, ja tu poczekam.- powiedział i ustał pod bramą, a Hermiona ruszyła w stronę domu.
- Mamo, tato! - krzyknęła w przestrzeń.
- Co się stało?
- Wracam do szkoły  z Harry'm. On czeka na mnie na zewnątrz i ...- nie dokończyła, ponieważ przerwał jej harmider dochodzący z holu. Cała trójka szybko ruszyła w tamtym kierunku. To co zobaczyli nieźle nimi wstrząsneło. Na  środku pomieszczenia stała Bellatrix i trzymała Harry'ego, który prawie jej się wyrwał. Gdy w końcu mu się to udało wyciągnął szybko różdżkę, jednak kobieta była szybsza i rozbroiła go. Już miała rzucić pierwsze zaklęcię, ale Tom krzyknął:
-Bella nie!
- Znalazłam go panie, pod bramą, pewnie próbował się dostac do środka.
- Nie szpiegował. Jest tu z Hermioną, ponieważ wspierał ją. Baliśmy się, że popadnie w depresję.
- Co? Nic z tego nie rozumiem.
- Zaraz wszystko ci wytłumaczę. Hermiono,- zwrócił się do córki- myślę, że najlepiej jak udacie się już do szkoły.
- Dobrze. Dobranoc.- powiedziała i wyszła.
Po chwili byli już w Hogwarcie.
- Harry, przepraszam cie za tamto.
- Nie ma sprawy Hermiono, można było się tego spodziewać. Dobranoc idź spać.
-  Dobranoc.
Po chwili znalazła się w swoim dormitorium, było już pózno i dziewczyny spały. Po cichu, aby ich nie obudzić wzięła szybki prysznic i położyła się spać.
*******
Hej. Co, nie spodziewaliście się mnie tak szybko, prawda?  Sama sobie się dziwię :) Mam nadzieję, że Wam się spodoba. 
Pozdrawiam
Ever :*













11 sierpnia 2014

Rozdział XI

[...] Po lekcjach Hermiona od razu ruszyła w kierunku Skrzydła Szpitalnego, aby odwiedzić Malfoya. Niestety czekała ją przykra niespodzianka. Gdy weszła do środka zobaczyła, że szpital jest pusty. W jej głowie zrodziły się setki pytań. Gdzie on jest? Czyżby Draco został już wypisany? Przecież pielęgniarka mówiła, że do końca tygodnia na pewno nie opuści szpitala. Od razu ruszyła do gabinetu pani Pomfrey.
- Dzień dobry. - przywitała się. 
- O, dzień dobry panno Riddle.
- Czy mogłaby  mi pani powiedzieć, gdzie jest Draco?
- Dziś stan pana Malfoya gwałtownie się pogorszył i został on przetransportowany do Szpitala Świętego Munga.- powiedziała pielęgniarka, a dziewczyna poczuła jak załamują się pod nią nogi. Zatoczyła się i podparła o łóżko, aby nie upaść.
-Dziecko, czy chcesz coś na uspokojenie?
- Nie dziękuję, nie mam czasu. Muszę natychmiast dostać się do Szpitala. Do widzenia.
Hermiona wstała, jednak znowu się zatoczyła. Pielęgniarka stanowczo posadziła ją z powrotem i dała eliksir na uspokojenie i wzmocnienie.Po minucie zaczął działać i dziewczyna pędem ruszyła w stronę gabinetu profesora Snape'a. Po drodze wpadła na grupkę dziewczyn. Chciała ją wyminąć, ale zauważyła znajomą blond grzywkę. Pomyślała, że Laura powinna wiedzieć, co się dzieje z jej bratem, dlatego wzięła ją pod ramię i pociągła za sobą mówiąc: 
-Wytłumaczę ci po drodze, chodź.
- Miona co się stało?
-Draco... źle z nim... jest w Mungu... idziemy do Snape'a, żeby teleportować się do szpitala...- po każdym wdechu wyrzucała z siebie wiadomości dla blondynki.
-Co? Hermiona co ty pleciesz? Przecież wczoraj byłam u niego i czuł się świetnie. Pielęgniarka mówiła, że w weekend wychodzi ze szpitala.
- Nastąpiły komplikacje. Szybko chodź.- popędziła ją Hermiona. Panna Malfoy uwierzyła jej, ponieważ wiedziała, że przyjaciółka nie robiła by sobie żartów z tak poważnej sprawy.
Biegły do gabinetu swojego opiekuna, jakby się paliło. Waliły w drzwi tak mocno, że te aż drażały. Gdy nikt im nie otwierał zaczęły się irytować. W końcu zobaczyły profesora, który wracał z obiadu i szedł korytarzem. Od razu, gdy go zauważyły zaczęły mówić obydwie naraz i mężczyzna nie zrozumiał za wiele po za tym, że obydwie dziewczyny chcąc opuścić szkołę przez jego kominek. Nie zadając zbędnych pytań od razu zaprowadził je w stronę kominka, ponieważ wiedział, ze z byle powodu nie prosiły by go o to.  Po chwili znalazły się w holu głównym Świętego Munga. Według tablicy powinny udać się na pierwsze piętro, gdzie mieścił się odział Urazów Magizoologicznych. Gdy były na miejscu zapytały przechodzącą pielęgniarkę, w jakim pokoju leży Draco Malfoy. Kobieta sprawdziła informacje w swoim magicznym notesie.
- Pokój 43. Prosto i na lewo.- odezwała się miłym głosem.
-Dziękujemy.
Ledwie skręciły zobaczyły rodziców chorego. Lucjusz pocieszał płaczącą Narcyzę. Oboje byli zdziwieni widokiem córki i dziewczyny syna.
-Laura? Co ty tu robisz? Dopiero co wysłałem ci sowę.
-Hermiona mi powiedziała. Pani Pomfrey jej powiedział gdy poszła do szpitala.- uprzedziła kolejne pytanie.- Co z nim?
-Jest źle, nawet bardzo źle. Magomedycy kompletnie nie wiedzą co robić. Draco powoli umiera na naszych oczach.- po policzkach nastolatek bezgłośnie zaczęły płynąc łzy. Przytuliły się do siebie. Potrzebowały w tej chwili bliskości drugiej osoby. W ostatnim czasie bardzo się do siebie zbliżyły i stały bardzo dobrymi przyjaciółkami.. Łkały sobie w ramię nie wiedziały jak długo. Może kilka minut, albo kilka godzin. W każdym bądź razie przerwało im nadejście magomedyka.
-Zapraszam państwa do gabinetu.
-Przepraszam, czy ja też mogłabym pójść? To dla mnie bardzo ważne.- zapytała nieśmiało Hermiona.
- Oczywiście, że tak, chodźmy.
Po chwili siedzieli już w gabinecie.
-Tak jak mówiłem państwu wcześniej stan pańskiego syna jest krytyczny. Wszystkie znane mi sposoby leczenia  w tym przypadku zawodzą. Mam jednak kolegę, który studiował oprócz magicznej medycyny mugolską. To właśnie on podpowiedział mi jak pomóc synowi. Tylko nie wiem, czy ten sposób państwu odpowiada.- spojrzał znacząco na Malfoy'ów.
- Nie obchodzi nas reputacja. Zrobimy wszystko, aby uratować naszego syna. Proszę powiedzieć co możemy zrobić.
- Organizm Dracona jest bardzo wyniszczony. Szkody jakie wyrządził jad akromantuli są ogromne. Rzadko kiedy się takie spotyka. Metoda, która według mojego przyjaciela jest w stanie mu pomóc wśród mugoli  nazywana jest przeszczepem szpiku kostnego.
Rodzina chorego patrzyła ze szczerym pytaniem w oczach na człowieka siedzącego przed nimi. Hermiona, która wychowała się wśród mugoli wykrzyknęła:
- Przecież nie może być aż tak źle!
-Przykro mi, ale faktycznie tak jest. Czy wie pani dokładnie na czym polega przeszczep?
- Tak, wiem. Chodziłam do mugolskiej szkoły i kiedyś pisałam referat na ten temat na dodatkową ocenę.
- Czy może wobec tego chcą państwo, aby to pani Riddle wytłumaczyła wam na czym polega. Może lepiej usłyszeć to od bliskiej osoby, lepiej przyjąć.
-Tak, Hermionko, mogłabyś nam wytłumaczyć?- poprosiła Narcyza.
- Dobrze. Przeszczep szpiku kostnego polega na pobraniu komórek macierzystych od dawcy i zaaplikowaniu ich choremu. Przeszczep stosuje się tylko w przypadku wielkich wyniszczeń organizmu. Komórki macierzyste dawcy i biorcy oczywiście muszą się zgadzać jeśli nie są takie same przeszczep nie jest możliwy. Szpik można dostać od rodziny lub z banku szpiku, gdzie ludzie dobrowolnie oddają swój szpik, aby dzięki niemu można było wyleczyć drugiego człowieka. Tu sprawa jest łatwiejsza, bo zazwyczaj rodzeństwo ma takie same komórki macierzyste, więc jeśli Laura się zgodzi to uda się wyleczyć Draco.
We wszystkich sercach na chwilę zapalił się płomyk nadziei. Niestety magomedyk zaraz go zgasił.
-Niestety tutaj sprawa nie jest taka łatwa jak się może wydawać. Pani Laura podobnie jak brat przeżyła ostatnio atak akromantuli i nie może być dawcą. Jeśli pobralibyśmy od niej szpik istnieje prawie stuprocentowa pewność, ze to ją zabije. Musimy pobrać szpik od pańskiego syna i zbadać, aby wiedzieć jakiego szpiku potrzebujemy. No i oczywiście musimy mieć pewność, że potencjalny dawca jest w pełni zdrowy.
- Nie obchodzi mnie to, że to może mnie zabić. To przeze mnie Draco jest tu w takim stanie. Oddam dla niego ten szpik, będę jego dawcą.- odezwała się Laura. Nie obchodziło ją to, że w czasie zabiegu może umrzeć. W końcu to dzięki ofierze brata jest wśród żywych.
-Nie ma mowy, nie zgadzam się na to! Jesteś nieletnia, a ani ja, ani matka nie podpiszemy ci papierów.
-Ale...- próbowała protestować, ale zaraz przerwał jej rodzic.
- Pomyślałaś jak czułby się Draco, gdyby dowiedział się, że umarłaś żeby go uratować. Sądzisz,że mógłby żyć ze świadomością, że swoją chorobą zabił własną siostrę?
Przemowa ojca trafiła do Laury i dziewczyna nic już nie powiedziała
- My z mężem oczywiście poddamy się odpowiednim badaniom.- odezwała się  Narcyza.
- Ja również.- odezwała się Hermiona.
-Dobrze więc zapraszam państwa na badania. Wyniki będą za tydzień. Jednak nie mamy pewności, że w tym tygodniu syn nie umrze, jak już mówiłem jego stan jest krytyczny.
- Uruchomię wszystkie swoje wpływy, aby to przyśpieszyć.- z pełnym przekonaniem powiedział Lucjusz.
Po badaniach Hermiona nie udała się do szkoły. Chciała być sama i mieć chwilę spokoju. Wiedziała, ze w domu będzie miała ciszę i samotność- dwie najbardziej potrzebne jej teraz rzeczy. Teraz nie było tam praktycznie nikogo poza rodzicami i Śmierciożercami, którzy pojawiali się na zebraniach.
Gdy pojawiła się zapłakana na progu domu matka od razu gdy ją zobaczyła podbiegła i mocno przytuliła.
- Tak mi przykro córeczko. Musimy mieć nadzieję, że wszystko będzie dobrze Lucjusz nam powiedział o tej mugolskiej metodzie i nawet tata zrobi razem  ze mną zrobić badania, ponieważ Malfoy'owie to nasi dobrzy przyjaciele, no i oczywiście ze względu na ciebie. Widzimy jak bardzo go kochasz.- powiedziała kobieta, a Hermiona ze zdziwieniem uświadomiła sobie, że Amanda mówi prawdę. Nawet nie wiedziała kiedy pokochała tego wkurzającego i bezczelnego chłopaka. Kochała go cholernie mocno, całym sercem, a ostatnie wydarzenia tylko tą miłość wzmocniły.
- Tak bardzo się boję mamo...- wyszlochała.
-Pamiętaj będzie dobrze. Draco ma już pięć osób, które chcą oddać dla niego szpik. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że komórki będą się zgadzać.
- A jeśli nie? Mamo ja się chyba zabiję jeśli on umrze.
Starsza kobieta przeraziła się nie na żarty słysząc  te słowa z ust córki.
-Obiecaj, że choćby nie wiem co nie zrobisz tego. Nie możesz Draco nie chciałby tego, pomyśl o nas o swoich przyjaciołach, o Pansy i /Eriku, dopiero niedawno odzyskali siostrę. Nie możesz, rozumiesz? Nie możesz. Musisz być silna. Obiecaj mi, że tego nie zrobisz. Obiecaj.- Amanda za wszelką cenę musiała dotrzeć do swojej najmłodszej córki.
- Obiecuje mamo.- przyrzekła, jej rodzicielka odetchnęła z ulgą.
-Chodź do swojego pokoju. Musisz się położyć i odpocząć
Hermiona dała się zaprowadzić do swojego pokoju. Położyła się do łóżka, a matka podała jej buteleczkę z eliksirem Słodkiego Snu. Dziewczyna przełknęła płyn i od razu poczuła wielką senność.
-Mamo napisz do Severusa i wytłumacz dlaczego nie ma mnie w szkole.- wymamrotała ostatkiem sił.
-Dobrze. Spij, dobranoc.- powiedziała i wyszła z pokoju córki.
*******

Następnego dnia  Hermiona obudziła się w błogiej nieswiadomości co do wczorajszych wydarzeń. Jednak po chwili wspomnienia uderzyły w nią z podwójną siłą. Ból był tak, wielki, że musiała zwinąć się w kłebek, aby znieść jego przytłaczającą siłę. Na samą myśl o poprzednim dniu łzy leciały jej ciurkiem po policzkach. Nagle przypomniało jej się, co powiedział Lucjusz- postara się przyśpieszyć badania szpiku kostnego. To może znaczyć, że być może już dziś sowa przyniesie jej wyniki. Ta myśl okazała sie o tyle motywująca, że znalazła w sobie resztki energii, aby pójść się ubrać i nawet zejść na dół na śniadanie. W jadalni  byli tylko jej rodzice. Przywitała się z nimi i zaczęła wmuszać w siebie jedzenie. Właściwie to w ogóle nie miała ochoty na jakikolwiek posiłek, ale obietnica jaką złożyła Draconowi skutecznie ją do tego zmuszała. W pewnym momencie do jadalni wszedł skrzat.
-O co chodzi Gapku?
-Przepraszam, że przeszkadzam sir,- skrzat ukłonił się nisko- ale sowy przyniosły trzy listy, dwa do panny Riddle, a drugi do pana sir.
Hermiona, gdy tylko usłyszała te słowa zerwała się z krzesła i podbiegła do Gapka biorąc od niego listy.
Jeden dała swojemu ojcu, który po chwili go otworzył. Ona jednak nie otwierała swoich listów. Jeden był ze szpitala o czym świadczyła podłużna pięczątka w góry koperty, a więc to były wyniki, drugi natomiast miał z tyłu lak herbem Malfoy'ów, czyli list od Lucjusza i Narcyzy. Z rozmyślań wyrwał ją głos Toma.
-Przeczytaj.- powiedział podając list żonie.
Kobieta po szybkim przeczytaniu listów spojrzała na męża.
-To może być dobry pomysł, ale czy spełnisz ten warunek, o którym pisze Pansy? Ona zdaje sobie sprawę z sytuacji jaka panuje pomiędzy wami, ale nie możesz go teraz zabić ze względu na jej stan psychiczny.
-Jeśli to ma jej pomóc spełnię warunek naszej drugiej córki.
- O co chodzi?- zapytała zaciekawiona Hermiona. Z rozmowy wywniskowała, że rodzice rozmawiają o niej.
- Nieważne dowiesz się później.
- A nie możecie mi powiedzieć teraz?
-Nie. Na razie wiedz tylko tyle, że dziś będziesz miała gościa.
- Nie mam ochoty nikogo widzieć.
- Z tego gościa chyba jednak się ucieszysz. Otwórz w końcu te listy.- Voldemort zręcznie zmienił temat.
Na pierwszy ogień poszedł list od Malfoy'ów.

Droga Hermiono.
Dostalismy już wyniki. Ty też pewnie niedługo dostaniesz. Niestety żadne z nas nie może być dawcą dla Dracona. Laura także już wie jest w szkole i poprosiła wszysztkich przyjaciół o badania. Napisz do nas  najszybciej jak to mozliwe, czy możesz być dawcą.
Narcyza i Lucjusz.

Hermiona przeczytała list i jego treśc w jakiś sposób zmotywowała ją do otwarcia listu. To ona była na chwilę obecną jedyną nadzieją tylu ludzi. Od jej wyników zależy czy Draco ma dawcę, czy nie. Drżacymi ręcami otworzyła kopertę i wyciągła złożoną na pół kartkę. Dłonie trzęsły jej sie tak bardzo, że musiała położyć list na stole aby cokolwiek odczytać. Szybko przebiegła wzrokiem po linijkach tekstu, a po jej policzkach znowu zaczęły spływać łzy. Rodzice uważnie ją obserwowali i od razu  zauważyli zmianę.
-Hermionko co tam jest napisane?
Na te słowa dziewczyna zerwała się z krzesła i wybiegła z jadalni krzycząc do rodziców:
- Napiszcie do Malfoy'ów, że ja także nie mogę być dawcą!
Tom i Amanda pochylili się nad kartką z wynikami i zaczęli czytać.

Szanowna Pani Riddle.
Zawiadamiamy panią iż nie może być pani dawcą dla pana Malfoy'a, ponieważ pańskie komórki macierzyste nie są ze sobą zgodne. Rodzaj pani komórki...

Dalszej części nie czytali.
-Tom idź odpisz Pansy, że zgadzasz się na jej warunki. Ten pomysł był chyba strzałem w dziesiątke.
- Już idę. Napiszę też do Lucjusza. Wiesz dziś przychodzi tu ten magomedyk w związku z badaniami.
*******


Hermiona, od chwili gdy przeczytała list czuła się jakby ktoś uderzył ją z całej siły w brzuch. Łapczywie łapała powietrze. Leżała na łóżku i strzasznie płakała. Łzy leciały spod jej zamkniętych powiek. W ostatnim czasie wylała ich  tyle , a jednak  ciągle znajdywała nowe. Płakała i wspominała wszystkie te chwile z Draconem.
 Nie wyobrażała sobie, że być może już nigdy z nim nie porozmawia. Nie mogła nawet znieść tej  myśli. Zrobiła by wszystko, aby  być na jego miejscu. Gdyby tylko znalazła dla niego dawcę. Jedyna nadzieja, że wsród jej przyjaciół znajdzie się ktoś kto będzie mógł nim być. Jej rozmyślania przerwało pukanie do drzwi. 
-Proszę.
-Panienko ma pani gościa.- usłyszała głos Gapka.
- Mówiłam już moim rodzicom, że nie chcę nikogo widzieć. Odeślij go do mojej matki.
Usłyszała dźwięk zamykanych drzwi i przekręciła się na drugi bok myśląc, że ma już święty spokój. Jej nadzieje były jednak marne. Po kilku minutach  z irytacją usłyszała, że drzwi znów się otwierają.
-Hermionko nie wolno traktować tak gości.- usłyszała głos matki w którym wyczuwalna była nutka nagany za jej zachowanie.
- Ale ja chcę mieć tylko spokój. Nie mam ochoty na rozmowę z kimkolwiek i nikogo nie chcę widzieć.
-Nawet mnie?- do jej uszu dotarł przyjemny męski głos, który wszędzie by rozpoznała, ten głos towarzyszył jej od pierwszej klasy i nigdy nie zawiodła się na właścicielu tego głosu. Szok jaki wywołał ten głos był tak wielki, że otworzyła szeroko oczy i usiadła szybko na łóżku. Gdy jej zdziwienie trochę osłabło i odzyskała głos zadała  niepewnym głosem pierwsze pytanie jakie wpadło jej do głowy.
- Co ty tu robisz Harry?
********
No więc jest i rozdział. Zasługuję na pożądny ochrzan. Przytłoczyły mnie moje prywatne sprawy i przez dwa tygodnie zachowywałam się jakbym nie miała bloga ;c . Przepraszam, przepraszam. Jestem nawet zadowolona z tego rozdziału. Mam nadzieję, że następny rozdział będzie szybciej, bo wena kopie ;d Założyłam zakładkę Spam, gdzie możecie zostawiać linki do swoich blogów, na które z przyjemnością zajrzę :)
Pozdrawiam
Ever :*