17 czerwca 2014

Rozdział VIII

Rano Hermiona poszła na śniadanie w wyśmienitym humorze. Większość osób już była. Dziewczyna usiadła obok Pansy i przytuliła ją na powitanie.
- Hej, jak się spało?
- Cześć. Całkiem dobrze. Pan gdzie mamy teraz lekcje? Wiesz jestem teraz w Slytherinie i nie znam planu zajęć.
- Mamy teraz transmutację, potem dwie godziny numerologii,  przerwa obiadowa, opieka nad magicznymi stworzeniami i obrona przed czarną magią. Jakby co, to wystarczy, że...
Nie dokończyła, bo przerwał jej wlot sów. Tysiące ptaków spieszyły, że by dostarczyć paczkę adresatowi. Do nich również podleciał ptak i rzucił na kolana Pansy gazetę, a Hermiona wsadziła mu do sakiewki pięć knutów i rozwinęła gazetę. Na pierwszej stronie ze zdziwieniem rozpoznała swoją własną twarz, swoją i Draco.





















Hermiona Jane Granger córką Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać!!!
Hermiona Jane Granger, najlepsza przyjaciółka samego słynnego Harry'ego Pottera, okazuje się nie być mugolaczką, lecz czysto krwistą arystokratką. Jej ojcem jest nie kto inny jak Tom Marvolo Riddle, znany bardziej jako Sami-Wiecie-Kto. Jak ten cios przyjął Złoty Chłopiec? Cóż, gdy panna Riddle powiedziała trójce swoich najlepszych przyjaciół prawdę,Ronald Weasley i Harry Potter byli zszokowani, natomiast najmłodsza córka Weasley’ów stanęła w jej obronie ( podejrzewamy Crucio)Przed domem Artura Weasley'a rozegrała się bitwa, gdy Ron rzucił zaklęciem w swoją byłą przyjaciółkę. Śmierciożercy z Sami-Wiecie-Kim na czele w odwecie zaatakowali wszystkich znajdujących się w Norze czarodziejów. Niestewty zbiegli z miejsca walki tuż po tym jak pomścili atak na pannę Riddle. Porwali również jedyną córkę Weasley'ów, która na szczęście jest już bezpieczna w Hogwarcie. Gwoździem do trumny dla jej dwóch najlepszych przyjaciół okazał się fakt, że Hermiona Riddle spotyka się z Draconem Malfoyem. Przypominamy, że wcześniej byli to najwięksi wrogowie. Pan Malfoy Senior potwierdził te plotki i radził poprosić o potwierdzenie tych samych pogłosek Sami-Wiecie-Kogo, czego nie zrobiłam, ponieważ nie jest mi znane miejsce jego pobytu.  Co się stało, że nagle zainteresowali się sobą? Czy to kolejna zabawka Hermiony Jean Riddle? Przypomnę państwu, że ta dziewczyna ma już na koncie Wiktora Kruma i Harry'ego Pottera, a więc samych bogatych chłopców. Okazało się, że oprócz niej  Czarny Pan ma jeszcze dwójkę dzieci. Są to siostra bliźniaczka panny Riddle znana Państwu jako Pansy Parkinson oraz Erik Riddle, który uczył się dotąd w Durmstrangu. Cała trójka przystąpiła wczoraj do Ceremonii Przydziału i wszyscy trafili do Slytherinu. Czy jakikolwiek uczeń może czuć się teraz bezpieczny w Hogwarcie, jeśli jednocześnie jest tam to przerażające samym nazwiskiem rodzeństwo? Nie wspomniałam jeszcze, że na pewno osiągnęli iście piekielne umiejętności po swoim ojcu. Na pewno dojdzie do nie małych incydentów, w które z pewnością będzie wmieszane rodzeństwo Riddle i ich bliscy przyjaciele ze Slytherinu. Możecie być pewni, że o wszystkich tych sprawach będę informowała Państwa na bieżąco.
Rita Skeeter


-Herm, co się stało?- zapytała zaniepokojona Pansy widząc zmieniającą  ze spokojnej na coraz bardziej wściekłą twarz swojej siostry.
- Nic się nie stało Pan. Czy wiedziałaś, że jesteśmy rodzeństwem przerażającym samym swoim nazwiskiem, nie mówiąc o umiejętnościach?- wycedziła przez zęby.
- C..Co- zdziwiła się starsza, ale Hermiona bez słowa podała jej gazetę i szybkim krokiem wyszła z Wielkiej Sali, lecz zanim to zrobiła szepnęła po siostry- Przeczytaj sobie, a ja muszę iść napisać do ojca. Ta baba pożałuje tego co tu na wypisywała.
Zdezorientowana dziewczyna popatrzyła za wychodzącą, wciąż nic nie rozumiejąc. W końcu spojrzała na gazetę i pobieżnie przeczytała tekst.
- O nie... Przecież Miona jej nie daruje, a znając ją to Skeeter pożałuje za nas wszystkich.- szepnęła do siebie. Pansy wyczekiwała Hermiony, ale ta nie pojawia się do końca śniadania. Spotkała ją dopiero pod salą, gdzie mieli pierwszą lekcję. Najmłodsza panna Riddle w ogóle nie dawała po sobie poznać, że przeczytała artykuł, śmiejąc się z czegoś razem z Camile. Było to o tyle dziwne, że Pansy widziała jak wściekła wychodziła ze śniadania. Podeszła do nich i zapytała
- Hermiono co jest? Jak cię ostatni raz widziałam to miałaś rządze mordu wypisaną na twarzy, a teraz...
- Nie tutaj. Późnej.-syknęła przerywając siostrze z powodu ciekawskich spojrzeń innych uczniów. 
W tym momencie drzwi otworzyły się i McGonagall gestem zaprosiła uczniów do środka. Hermiona miała zamiar usiąść z siostrą, ale dosłownie sekundę przed  tym jak miała usiąść Teodor  z prędkością światła usiadł na jej miejscu ją samą prawie przewracając. Złapał ją za rękę, aby odzyskała równowagę i szepnął:
- Proszę usiądź dziś gdzie indziej, ok?- dziewczyna widząc jego proszące spojrzenie uśmiechnęła się lekko i podeszła do ostatniej wolnej ławki.  Oczywiście obok musiał usiąść
Malfoy, żeby rozpraszać ją całą transmutację głupimi uwagami. Przez to prawie nic nie zapamiętała z lekcji. Na numerologii zaczęli omawiać właśnie symbolikę liczb i wciągnęło to nawet Malfoya, więc szatynka mogła w spokoju robić notatki. W drodze na obiad do ich grupki dołączyła Ginny i Laura.
- Cześć wszystkim. – przywitały się.
- Herm mam dość.  Ron łazi za mną cały dzień i ględzi mi, żebym wróciła do Harry’ego.
- Z… Zerwałaś z Harry’m?- zapytała zszokowana. Zawsze uważała, że nic nie sprawi, że Ginny go zostawi, przecież zawsze go uwielbiała i była w nim zakochana odkąd go zobaczyła.
- No tak mam już dość tych jego gadek o tym, że mam trzymać się od ciebie z daleka, a artykuł tej głupiej idiotki to już w ogóle ich nakręcił. Czytałaś?
- Czytałam.
- I co? Darujesz jej to, bo z tego co pamiętam to w czwartej klasie narobiłaś jej niezłego bagna.
- Oczywiście, że nie daruję. Rita była ciekawa, gdzie mieszka mój ojciec i chciała go zapytać o plotki dotyczące mnie i Draco. Załatwiłam jej to i będzie miała przyjemność gościć w Riddle Manor. Oczywiście potem wyczyści się jej pamięć gdzie znajduje się mój dom.- uśmiechnęła się złośliwie.
- Nie wierzę w to co słyszę, w takim razie ja nie będę szukała zemsty bo to wystarczy za nas wszystkich.- wtrąciła się Pansy.
Właśnie wchodzili do Wielkiej Sali.
-Mogę usiąść przy waszym stole? Będę miała odpoczynek od Rona, no i przy okazji zrobię im obu na złość.
- Jasne, dlaczego się w ogóle pytasz.- tym razem odpowiedziała Camile.
Gryfoni patrzyli z niedowierzaniem jak Ginny siedzi przy stole Slizgonów i gawędzi sobie z Blaisem. Ron czerwony jak burak ze złości podszedł do ich stołu złapał niezbyt delikatnie siostrę za ramię i pociągnął
- Idziemy.
-Sam sobie idź ja się nigdzie nie wybieram.- odparła wojowniczo ruda.
- Idziesz ze mną robisz wstyd naszej rodzinie!- zaczął krzyczeć.
- To ty przynosisz wstyd mieszając z najgorszym swoja najlepszą przyjaciółkę, tylko dlatego, że ma inne nazwisko!-  dziewczyna również podniosła głos.
- Ty siebie słyszysz?! Oni zrobili ci pranie mózgu jak cię porwali!!!
- Nikt mnie nie porwał, a tym bardziej nie zrobił mi żadnego prania mózgu idioto!!! To tobie by się przydało!!!
- Dość idziemy.- powiedział i szarpnął siostrę, aż ta się zatoczyła. Tu interweniowali Diabeł i Erik.
- Chyba lepiej będzie jak już pójdziesz Weasley.- powiedział cicho, ale groźnie Blaise.
- Nie wtrącaj się debilu, to nie twoja sprawa!!!
- Właśnie, że moja. Pójdziesz sam czy mamy ci pomóc?
W odpowiedzi Ron splunął im pod nogi. Dwójka Ślizgonów chyba uznała to za „nie” bo złapali Rudzielca za ubrania, odprowadzili po jego stół i mało delikatnie puścili. Wracali już do siebie, gdy Ron niespodziewanie wyciągnął różdżkę.
- Sectumse…
-Expelliarmus!- Camile rozbroiła Rudego, a  Hermiona natychmiast rzuciła na niego zaklęcie pełnego porażenia ciała i podeszła od razu do niego.
- Nigdy więcej nie waż się podnosić różdżki na moich przyjaciół, bo wtedy będziesz miał do czynienia ze mną, zrozumiałeś?
W tym samym momencie do  pomieszczenia weszła profesor McGonagall i szybkim spojrzeniem zlustrowała Hermionę pochylającą się z groźną miną na Ronem. Camile, Blaisa, Teodora i Erika z wycelowanymi w niego różdżkami oraz Draco i Pansy powstrzymującymi Ginny przed rzuceniem się na brata.
-Potter natychmiast powiedz mi co się tutaj stało.
- Pani profesor Ron poszedł do stołu Ślizgonów powiedzieć Ginny, gdzie jest jej stół i, żeby z nim przyszła. Riddle i Zabini wzięli go i rzucili nim tuż obok naszego stołu, mówiąc, że tu jest jego miejsce. Ron chciał się Bronic a wtedy Snape go rozbroiła, a Riddle obezwładniła.  Gdyby pani nie weszła to zrobiliby mu poważną krzywdę.
- Dziękuję Potter, to mi wystarczy. Riddle, Snape, Malfoy, Riddle , Riddle, Weasley , Nott, Malfoy, Zabini szlaban!  Pójdziecie z Hagridem do Zakazanego Lasu.
-Za co pani profesor? To nie było zupełnie tak jak mówił…
- Nikt nie pytał panienki o zdanie panno Riddle.- przerwała jej nauczycielka.  
Oburzona dziewczyna nic nie powiedziała, tylko rzuciła jej gniewne spojrzenie. Gdy profesorka wyszła podeszła do Pottera.
- Możemy chwilę pogadać na osobności?- zapytała groźnym tonem.
Harry już miał jej odpowiedzieć, ze ma spadać do swoich nowych przyjaciół, gdy przypomniał sobie o zadaniu dyrektora dotyczącego przeciągnięcia Hermiony na ich stronę, po za tym kiedyś się przyjaźnili i teraz kiedy szok i emocje opadły było mu głupio, że tak ją potraktował, co nie zmieniało faktu, że czuł się oszukany.
- No dobra.- burknął.
-Świetnie.- powiedziała i ruszyła przodem.
Dotarli do pustej klasy.
- O czym chciałaś porozmawiać?-  zapytał.
Dziewczyna milczała, ale po chwili zapytała cicho:
-Dlaczego to robisz Harry? Nigdy nie spodziewałabym się, że kiedykolwiek się ode mnie odwrócisz. Cóż po Ronie tak, przecież nie raz bywały pomiędzy nami spięcia i wiem jaki jest wybuchowy, ale ty? Pomyślałeś jak się czułam gdy mój najlepszy przyjaciel się ode mnie odwrócił po tym wszystkim co przeszliśmy? Gdzie jest ten chłopiec, który razem ze mną pokonywał trudności w dostaniu się do kamienia filozoficznego, ten, który uratował ze mną Hardodzioba, ten, który był ze mną w
Departamencie Tajemnic, ten, który prowadził GD, który po prostu zawsze był przy mnie i mnie wspierał?- podniosła głowę i zobaczył lśniące w jej oczach łzy.
Wtedy naszły go wielkie wyrzuty sumienia i wszystko zrozumiał.  Ta cała sytuacja ją przerastała. Wszystko odwróciło się o 180 stopni. Kiedyś była jedną z największych przeciwniczek Voldemorta, teraz okazało się, że jest jego córką, od zawsze sądziła, że jest szlamą, a tu okazuje się, że wcale tak nie jest. Uważała się za świetną Gryfonkę i nienawidziła Slizgonów, a teraz sama należała do ich domu. To samo było z Malfoyem, jego odtrąceniem i nowymi znajomymi, którzy wcześniej jej dokuczali.
- Przepraszam cię, za wszystko. – powiedział i podszedł do niej, aby ją przytulić, ale zawahał się, nie wiedząc jak zareaguje. Dziewczyna widząc jego niepewność przytuliła się do niego.
- Dziękuję Harry.
- Za co ty mi dziękujesz. Należy mi się porządny ochrzan, a nie podziękowanie.
- Nieprawda. Dziękuję, za to , że jesteś. Wiem jakie to dla ciebie trudne. W końcu razem z moim ojcem chcecie się nawzajem pozabijać.
-  Wiem i właśnie dlatego tak trudno będzie utrzymać naszą przyjaźń. Ale powiedz jak ty sobie radzisz z tym wszystkim?
- Na początku gdy tata zjawił się na Pokątnej i teleportował się do mnie do domu strasznie się bałam, głownie o Grangerów. Potem gdy w Riddle Manor mi to wszystko opowiedział nie chciałam w to Wierzyc i myślałam, że to jakiś podstęp. Ciągle byłam nieufna mimo, że nic nie wskazywało na to, że kłamią. Uwierzyłam w to dopiero gdy wszyscy pojawili się w mojej obronie.  W końcu nie ryzykowali by nawet życiem i zdemaskowaniem tylko dla jakiegoś planu. Wiesz, wszyscy są w Slytherinie dla mnie bardzo życzliwi. Pansy  to naprawdę świetna siostra, na Erika też nie mogę narzekać. Poznałam tez kilka osób, którzy nigdy nie istnieli nawet w mojej wyobraźni. Pomyśl, że Snape na córkę. Rok temu  kazałabym iść każdemu, kto tak powie do Munga. Nawet Malfoy nie jest taki zły.
- Nie no, tu to już przesadzasz.- zaśmiał się serdecznie Harry.- Chodź zaraz mamy Opiekę nad Magicznymi Stworzeniami. A właśnie przepraszam za ten szlaban. Głupio zrobiłem.
- Nie gadajmy o tym chodźmy już.
Wyszli z klasy i skierowali się w kierunku błoni. W połowie drogi trafili na Blaisa.
- Czego chcesz Potter? Nie ma tu twojego rudego kumpla.- zasyczał.
- Spokojnie Diable. Pogodziliśmy się. Idziesz z nami na lekcję?
- Mogę iść. A i jeśli Miona z tobą rozmawia to ja też. To co Potter czysta karta?- zapytał i wyciągnął w jego stronę rękę.
- Jasne, nie ma sprawy.
- Boże gadam normalnie z Potterem. Mało tego jeszcze się z nim pogodziłem.  Hermiona jak tak dalej pójdzie to nawet z Weasley’em się dogadam. – zaśmiał się a pozostała dwójka mu zawtórowała.
Gdy dotarli pod domek Hagrida wszyscy zrobili wielkie oczy. Ron cały spurpurowiał na twarzy, rzucił im wściekłe spojrzenie i ostentacyjnie zaczął patrzeć w drugą stronę.
-Idziesz z nami?- to Blaise zadał to pytanie Harry’emu.- No co?- zapytał widząc zszokowanie spojrzenie Hermiony i chłopaka. – Weasley nie wydaje się skory do rozmowy z nim.
- Ok zgoda. Ten dzień można zapisać do  kalendarza jako dzień cudów.
Ruszyli więc w stronę zdziwionych Ślizgonów.
-Przez chwilę panowała grobowa cisza w czasie której Pansy nieśmiało uśmiechnęła się do Wybrańca, ten odwzajemnił uśmiech. W końcu głos zabrała Pan.
-Och przestańcie. Stoicie i gapicie w Pottera jakby był gatunkiem zagrożonym. Skoro Hermiona i Blaise się z nim dogadują i się pogodzili to my chyba też możemy. Pansy. – przedstawiła się Harry’emu.
-Harry.
W końcu wszyscy się przełamali. Nawet Malfoy podszedł do zielonookiego i uścisnęli sobie ręce na zgodę, chociaż było widać, że obu przychodzi to z niemałym trudem.
Zaczęła się lekcja. Przerabiali salamandry. Ich zadaniem było dopilnowanie, aby nie zgasł ogień żadnej z nich. Nie było to takie łatwe, ponieważ był styczeń, ale w końcu od czego ma się różdżki. Obrona przed Czarną Magią minęła im szybko. Nim się obejrzeli byli już w Wielkiej Sali na kolacji. Szybko poszli do lochów ubrać się cieplej- w końcu mieli mieć szlaban w Zakazanym Lesie. Hermiona oczywiście była już gotowa i czekała w Pokoju Wspólnym na resztę.
- Hej. Jak gotowa?- pierwszy przyszedł Draco.
- Tak gotowa, ale nie chce mi się.
- Jak chcesz mogę cię nieść.- uśmiechnął się łobuzersko.
- Nie dzięki. Chyba dam radę sama.
- A nie zapomniałaś o dzisiaj o kimś?
- O kim?
- O mnie zaniedbywałaś mnie cały dzień. Cały czas tylko Potter i Potter.
- Ooo, czyżby ktoś był tu zazdrosny?
- Nie zazdrosny tylko opuszczony.- zrobił smutną minę.
- I co ja biedna mam z tobą teraz zrobić?
- Błagaj o wybaczenie.
- Czy szanowny pan mi wybaczy?- zapytała z trudem hamując wybuch śmiechu, Draco również miał coraz większe trudności w utrzymaniu swojej smutnej miny.
- Kiepsko się starasz.
- A teraz?- pocałowała go w policzek.
- Nadal nie za dobrze.
- Hmm, to może tak.- pocałowała go lekko w usta.
-Lepiej, ale mogło by być jeszcze lepiej.
- No dobra.- usiadła mu na kolanach i mocno pocałowała. – Teraz wybaczysz?
-Wybaczę. – powiedział i oboje wybuchli śmiechem.
- Idziemy?- do pokoju weszła Camile i reszta ich znajomych.
- Jasne chodźmy im szybciej tam pójdziemy tym szybciej wrócimy.
Ruszyli w stronę wyjścia i po 15 minutach byli na skraju Zakazanego Lasu. Jeśli Hermiona sądziła, że Hagrid będzie wobec niej taki jak zawsze to jej nadzieje teraz się rozwiały. Na jej powitanie nic nie odpowiedział tylko zapatrzył się w drzewa.
-Wszyscy są? No to idziemy.
Ruszyli w stronę drzew w milczeniu. Po kilkudziesięciu minutach marszu Hermiona skojarzyła dokąd kieruje ich ta ścieżka, którą idą. Szybko podeszła do gajowego.
-Hagridzie, czy ty na pewno wiesz gdzie nas prowadzisz?
-Profesorze Hagridzie, i tak wiem gdzie was prowadzę.
Hermionę tak zdziwiło to, że Hagrid każe mówić do siebie per „profesorze”, że dopiero po chwili odzyskała głos.
- Ale profesorze tędy dojdziemy do gniazda akromantuli.
- Znam ten las lepiej niż którekolwiek z was, więc nie musisz mi tego uświadamiać.
- Przecież to niebezpieczne! Podobno od śmierci Aragoga nie możesz tam wchodzić, bo ci tego zabroniły.
- I to właśnie będzie wasze zadani. Trzeba je przekonać, aby znowu stały się nam przychylne. No i dawno nie rozmawiałem z wdową po Aragogu. Chcę wiedzieć jak się czuje.
-Hagridzie ty kompletnie ogłupiałeś! Jak możesz żądać od nas, żebyśmy dobrowolnie weszli do gniazda tych potworów?! Przecież to tak, jakby samemu strzelić sobie Avadą w głowę!
-Minus dziesięć punktów dla Slytherniu za mylenie inteligentnych zwierząt z potworami i  jeszcze minus dwadzieścia za krzyczenie i obrażanie nauczyciela.
- Te twoje inteligentne zwierzęta mało nie zżarły w drugiej klasie Harry’ego i Rona!
- Riddle ostrzegam cie, jeszcze raz podniesiesz na mnie głos to odejmę z pięćdziesiąt punktów i dostaniesz kolejny szlaban.
Hermiona widząc, ze w ten sposób nic nie wskóra cofnęła się w stronę przyjaciół.
-Miejcie się na baczności i cały czas różdżki w gotowości.
- O co chodzi?
-Naszym dzisiejszym zadaniem jest ucywilizowanie stada akromantuli. Dobrze myślicie  Hagrid prowadzi nas do ich gniazda.
-Ale czy to nie one…?
- Tak Ginny to one prawie zjadły Harry’ego i twojego brata.
- Czy on do reszty zgłupiał?- zapytał Malfoy.- Przecież jak nasi starzy się o tym dowiedzą to mu nie darują.
- Dobra cicho teraz jesteśmy już blisko. Różdżki.- syknęła jeszcze.
- Jesteśmy na miejscu.- zawołał z przodu gajowy.
Powoli wchodzili do królestwa wielkich pajęczaków. Byli już w środku, stali obok siebie. W pewnym momencie usłyszeli złowrogi kliknięcie. Zaraz potem następne. Powstał chór kliknięć szczypiec. Powoli odwrócili się i zobaczyli sześć pająków zamykających nićmi przejście. Kolejnych kilkanaście okrążało ich z każdej strony.
- Miałeś tu nie przychodzić Hagridzie.- zaczął jeden z nich.
- Ja ten … przyszedłem odwiedzić starych znajomy. Dawno się cholibka nie widzieliśmy. Oni- wskazał na przyjaciół- tak samo jak ja chcą się z wami zaprzyjaźnić.
Zaciśnięcie kręgu przez pająki.
- Na pewno. Szczególnie, że każde z nich jest w pełnej gotowości do walki i celuje do nas z różdżki.
- To.. to konieczne środki bezpieczeństwa. Może usiądźmy i pogadajmy jak za starych dobrych czasów.- gajowy coraz bardziej się denerwował.
Kolejne zbliżenie pająków do przyjaciół.
- Mówiąc stare dobre czasy masz na myśli te, w których Aragog nie pozwalał nam ciebie zjeść?- upewnił się- Cóż, teraz on już nie żyje w dodatku ty wykradłeś nam jego ciało. Teraz przyszedłeś do nas więc możemy się zemścić za zabranie posiłku. Ty i twoi uczniowie będziecie wyśmienitym wyrównaniem rachunków. Masz jeszcze jakieś pytania. Przyznaję, ze jestem głodny.- pająki znowu się do nich zbliżyły,
-Stop! Poczekajcie nie wiecie kim jestem. Nazywam się Erik Riddle. A to moje siostry i przyjaciele. Moim ojcem jest Voldemort. Możecie być pewni, że się zemści.
- Mścić może się tylko na Hagridzie. W końcu to on was tutaj przyprowadził. Ja jestem zwierzęciem, rządzą mną instynkty. W prawdzie nie tak duże jak na przykład u wilków, ale zawsze. A teraz już dość tych pogaduszek. Musimy się posilić. Pajęczaki już w ogóle nie kryły się z okrążaniem przyjaciół. Były coraz bliżej, tuż, tuż.
- Teraz!!!- krzyknął Draco.
Przeróżne zaklęcia poleciały ze wszystkich stron w kierunku pająków. Kilka się pomniejszyło, jeden spali, jeszcze inny wił się pod wpływem zaklęcia Cruciatusa, jeden padł nawet martwy. Byli to w większości dorośli już Ślizgoni, którzy byli dziećmi Śmierciożerców i znali naprawdę paskudne zaklęcia. Zazwyczaj ich nie używali, ale teraz chodziło o ich życie. Mimo to ich szanse na przeżycie były niewielkie. Doskonale o tym wiedzieli i dawali z siebie wszystko, aby choć trochę je zwiększyć. Sprawy nie ułatwiał im Hagrid, który biegał wkoło nich krzycząc, aby nie krzywdzić pająków i rozpaczając nad martwymi. Akromantul wciąż przybywało. Nadchodziły nie wiadomo skąd. Byli zamknięci jak w pułapce, przecież pająki zatkały wyjście. Każdy miał po kilka pająków przeciwko sobie samemu. W końcu pająki popełniły błąd i w ich upiornym kręgu powstała dziura- brakowało w niej jednego pająka. Jeden już biegł, aby ją zapełnić, ale było za późno. Pansy zdążyła rzucić zaklęcie Bombarda Maxima w sieci niszcząc je. Kilka pająków wyłamało się z koła i ruszyło naprawiać szkody i to był ich największy błąd.  Z tymi pozostałymi łatwo dali radę. Trzeba było jeszcze pobiec do dziury i pokonać trzy pająki w tamtym miejscu zanim nadejdzie wsparcie. Po chwili biegli już przez las uciekając pogoni. Przez jakiś czas słyszeli złowrogi kliknięcia wielkich szczypiec za nimi. Pędzili potykając się o kamienie i wystające korzenie tak długo, aż nie słyszeli nic oprócz własnych płytkich oddechów i nóg uderzający w podszycie leśne. To właśnie wtedy gdy zatrzymali się wykończeni, łapiąc łapczywie powietrze Ginny zadała to pytanie, które uświadomiło wszystkim, że kogoś spośród nich brakuje- kogoś schwytały pająki.
- Gdzie jest Laura?
*******
Uff. W końcu jest nowy rozdział, Miał być pod koniec tygodnia, ale miałam napływ wszechogarniającej weny i rozdział jest dzisiaj. Przepraszam, że tak długo. Miałam popsuty komputer i wszystko co tam było zostało sformatowane, a mądra ja nie zrobiłam kopii na pendrive, więc ponad pół rozdziału zniknęło. Mam do Was prośbę. Czy każdy kto czyta moje opowiadanie mógłby zostawić komentarz po tym rozdziałem, bo chcę wiedzieć ile osób to czyta. Z góry dzięki.
Pozdrawiam.
Ever :*

13 maja 2014

Rozdział VII

Rano Hermiona obudziła się z potwornym bólem głowy i całkowitą pustką w niej. Chciała się podnieść, ale uniemożliwiły jej to silne męskie ramiona, które ją obejmowały. Odwróciła się i zobaczyła, że właścicielem tych ramion jest nie kto inny jak Draco Malfoy. Zdziwiła się, że wcale jej to nie przeraziło. Wręcz przeciwnie rozczulił ją widok śpiącego blondyna. Grzywka  opadła mu na oczy nadając wygład słodkiego i niegrzecznego jednocześnie chłopaka. Wyciągnęła rękę, aby mu je odgarnąć i gdy go dotknęła ten się obudził. Gdy otworzył oczy i zobaczył nad sobą Hermionę uśmiechnął się pocałował ją lekko w usta i powiedział:
- Dzień Dobry skarbie. Proszę.- podał jej eliksir na kaca, a brązowooka od razu go wypiła duszkiem.- Ładne wdzianko.- dodał.
Dziewczyna spojrzała na siebie i zarumieniła się, miała na sobie zieloną koszulę Dracona.
- Czy my…?- zawiesiła głos, ale musiała  zadać to pytanie- No wiesz przespaliśmy się ze sobą?
- Ooo, czyżby Przykładna Panna Granger, Prefekt Griffindoru  nic nie pamiętała?- zakpił.
-Po pierwsze to nie Granger, tylko Riddle, a po drugie już za niedługo przestanę należeć do tego domu.
-Skąd ta pewność?
- Przecież nazywam się Riddle, jestem potomkiem Salazara Slytherina, gdzie mogłabym być, jeśli nie w jego domu?
- Wcześniej nie wiedziałaś o tym i byłaś w Gryffindorze. Przekonamy się za kilka godzin.
- Kilka godzin?- zdziwiła się.-  To dziś? Jedziemy dziś do Hogwartu?
- Tak dziś.
- To dlaczego my jeszcze leżymy? O Merlinie spóźnimy się!
- Spokojnie już wstajemy. Jest ósma o dziesiątej jest pociąg więc idź się ubierz i pójdziemy na śniadanie. Aha jeszcze odpowiedź na twoje pierwsze pytanie. Nie, nie przespaliśmy się ze sobą. Przynajmniej nie w takim sensie o jakim ty myślałaś, gdy przyszedłem z łazienki ty już spałaś.
-A dlaczego tak w ogóle spałam w twoim pokoju?
- Bo ktoś bardzo mądry  zabezpieczył pokój zaklęciami, których później nie miał siły ściągnąć.
- Aha, to dziękuje za przenocowanie i do zobaczenia za jakieś dwadzieścia minut.
Hermiona wyszła z pokoju nie patrząc, że nadal jest w koszuli Dracona.  Aby dostać się do swojego pokoju musiała przejść dziesięć metrów, ale i tak wpadła już przy wejściu na Ginny.
- Hej Mionka. Co ty masz na sobie?
- Cześć. Co?- spojrzała w dół- O nie, zapomniałam się przebrać. Chodź szybko do środka , zanim mnie ktoś zobaczy.
Weszły do środka, a po chwili panna Weasley zaczęła maglować brązowooką.
- Po pierwsze, miałaś mi o wszystkim opowiedzieć wczoraj, ale mnie olałaś i poszłaś sobie z Malfoyem.
-Matko na śmierć zapomniałam. Przepraszam. Skąd wiedziałaś, że jestem z nim?
- Widzieliśmy was z Blaisem i Teodorem.
- Z kim?- wykrztusiła z niedowierzaniem.- Może mi jeszcze powiesz, że to z nimi spędziłaś cały dzień i się kolegujecie.
- Jakbyś zgadła. A teraz mów. Pierwsze pytanie kogo to koszula i czemu masz ją na sobie?
- Już ci odpowiadam, tylko będę się w tym czasie ubierać, bo się spóźnię, ok.?- mówiąc to ruszyła w kierunku garderoby.- Usiądź i rozgość się.- rzuciła jeszcze przez ramię.
- OK. To opowiadaj.
- Dobra. Więc to koszula Draco. A mam ją na sobie dlatego, że się upiłam i nie byłam w stanie otworzyć drzwi od pokoju, więc Draco zaniósł mnie do siebie i przenocował.
-Czekaj chcesz powiedzieć, że Malfoy nosił cię na rękach?
-No tak, z ogrodu o ile dobrze pamiętam. 
- Nie wierze. Hermiono nie mogę uwierzyć ty i Malfoy. Kto by pomyślał.
- No bo nie jest do końca tak. Ja w Sylwestra pod Norą pocałowałam go, bo chciałam zezłościć twojego brata. A wiedziałam, że akurat on mnie nie odepchnie, bo kilka godzin wcześniej powiedział, że mnie kocha i dlatego był taki wobec mnie, no wiesz wyzywał mnie i w ogóle. No i mnie przeprosił.
-C...Co?- wydukała z trudem Ruda.- Malfoy cię przeprosił? 
- No sama nadal nie mogę w to uwierzyć. Wczoraj o ósmej...- przerwała raptownie.- O Salazarze. Wczoraj mieliśmy kolacje z naszymi rodzicami i rodzeństwem na której mieliśmy się im oficjalnie przedstawić jako para i oczywiście zapomnieliśmy o niej. Dobra jestem gotowa idziemy?- zapytała wychodząc z garderoby.
- Idziemy.
Hermiona otworzyła drzwi i ledwie to zrobiła coś, a raczej ktoś zatkał jej usta słodkim pocałunkiem, blokując dopływ powietrza. Tym kimś był oczywiście Draco. 
- Hej kotku.- przywitał się.
- Cześć. Draco zapomnieliśmy wczoraj o kolacji z naszymi rodzicami.
- O Merlinie masz rację wytłumaczymy im dzisiaj na śniadaniu może zrozumieją. No i Czarny Pan nie będzie mógł się gniewać na swoją najmłodszą córeczkę, gdy ta będzie patrzeć na niego wzrokiem Cocker Spaniela.- zaśmiał się.- Cześć Ruda.- dodał bo dopiero ją zauważył.
- He...hej.- odpowiedziała zszokowana dziewczyna. Malfoy się z nią przywitał? Dziś to już ją chyba nic nie zaskoczy.
- To co idziemy w końcu na to  śniadanie?- zapytała panna Riddle.
- Jasne.
Ruszyli w kierunku jadalni i po chwili przechodzili już przez drzwi. Byli pod ostrzałem spojrzeń. W końcu nie codziennie widzi się dwóch zajadłych wrogów jako parę i zdrajczynię krwi w siedzibie samego Voldemorta. Cała trójka niewiele sobie robiła z tych spojrzeń i ruszyła do tej części stołu, gdzie czekali na nic Camile, Laura, Blaise, Pansy,  Erik  i Teodor.  Tu dosiadła się Ginny, a pozostała dwójka, wciąż trzymając się za rękę poszła w kierunku Czarnego Pana, obok którego siedziała pani Riddle i Malfoyowie, aby wytłumaczyć się z wczorajszej nieobecności.
- Dzień Dobry.- powiedzieli jednocześnie.
- Tato- zaczęła Hermiona- My wczoraj byliśmy w Drehans i kompletnie straciliśmy poczucie czasu. Przepraszamy, ale zapomnieliśmy na śmierć o tej kolacji.
- Nie tłumaczcie się. Przecież nic takiego się nie stało. Każdy na prawo zapomnieć.  A co do tej kolacji to możemy ją zorganizować kiedy indziej, albo możecie przedstawić się nawet teraz. Jak wolicie?
- To co teraz czy później?- zapytał chłopak.
-  Teraz, miejmy już to z głowy. Więc mamo, tato chciałabym przedstawić wam mojego nowego chłopaka.- pokazała na Dracona.
- Opiekuj się nią dobrze, bo inaczej będziesz miał ze mną do czynienia.- Czarny Pna pogroził mu żartobliwie palcem.
- Będę. Najlepiej jak potrafię.
-Mów mi mamo.- powiedziała Amanda.
-Mamo!- oburzyła się Hermiona. Nie byli nawet zaręczeni, a jej matka wyskakuje z czymś takim.
- Dobrze… mamo.-powiedział grzecznie chłopak.- Mamo, tato wam również chcę przedstawić moją nową dziewczynę.
- Miło nam Hermiono.- powiedział Lucjusz.
- To prawda.- dodała Narcyza.
- No to skoro mamy to już za sobą, to idźcie coś zjeść bo jak tak dalej pójdzie to spóźnimy się na pociąg.
Oboje podeszli do stolika, gdzie z uśmiechami na twarzach powitali ich przyjaciele.

Kilka minut po dziewiątej skończyło się śniadanie i zaczął się typowy rozgardiasz. Wszycy biegali po całej rezydencji i szukali swoich rzeczy. Hermiona od razu pobiegła do swojego pokoju. Przez to całe zamieszanie z Malfoyem nie zdążyła nawet trochę się spakować, a teraz było już za późno, by wybierać poszczególne rzeczy, które weźmie do szkoły, więc po prostu użyła zaklęcia zwiększająco zmniejszającego i przeniosła całą swoją garderobę do kufra. Wyszła z pokoju, a za nią lewitował jej kufer. Przy głównym wejściu, gdzie mieli się spotkać, była za dwadzieścia dziesiąta. Stali tam już  wszyscy z wyjątkiem dwóch latorośli Malfoyów. Podeszła do Ginny rozmawiającej z Blaisem i Teodorem. Był to dla niej dość dziwny widok.
Ale równie dziwnie pewnie wyglądała ona całująca się z Malfoyem.
- O, Miona. Może ty mi powiesz, gdzie podziewa się twój książę?- Blaise jak zwykle miał dużo do powiedzenia.
- No nie wiem, nie wiem Zabini. Może cos mu się stało.- zapytała z udawanym smutkiem.- I co ja teraz zrobię?
- Cóż... Będziesz mogła zabawić się w pielegniarkę- chłopak uśmiechnął się dwuznacznie, a Hermiona spłonęła rumieńcem. Już miała mu odpyskować, gdy nagle usłyszała głos za sobą.
- Spadaj Diable. Hermiona jest moja, nie podziele się z tobą.- odezwał się blondyn
- Szkoda, a już miałem nadzieję.- odpowiedział brunet z trudem zachowując powagę, a Ginny i Teo przysłuchujący się tej rozmowie w ogóle nie ukrywali swojego rozbawienia i pokładali się ze śmiechu widząc zażenowaną minę panny Riddle.
- Obaj jesteście nienormalni.- mruknęła.
- Oj kotku, nie denerwuj się. - powiedział blondyn całując ją w policzek.
Byli już wszyscy.  Rodzice czekali już, aby się pożegnać. Hermiona podeszła z Pansy i przytuliła rodziców.
-Do widzenia i do zobaczenia w Wielkanoc.- pożegnała się.
- Miłego semestru.
- Dzięki.
 Gdy wszyscy już się pożegnali uczniowie Hogwartu wyszli na zewnątrz w towarzystwie Lucjusza, Narcyzy i Severusa, którzy mieli eskortować na dworzec. Za bramą teleportowali się bezpośrednio w ciemny zaułek tuż przy wejściu. Po przekroczeniu magicznej bariery szybko ruszyli do pociągu, ponieważ zostało im tylko pięć minut do odjazdu. Każda osoba, która ich mijała wytrzeszczała oczy na ich widok. W końcu nie często można spotkać kujonicę Granger i Ginny Weasley w towarzystwie kilku nieznajomych i największych Ślizgońskich wrogów. Jednak spojrzenia rzucanie prze Dracona, Blaisea, Teo i Erika skutecznie odbierały chęci ciekawskim do zadawania pytań. W końcu znaleźli wolny przedział na prawie samym końcu. Powiększyli go magicznie, aby było im wygodnie w dziewiątkę oraz zabezpieczyli zaklęciem, żeby nikt im nie przeszkadzał. Podróż minęła im szybko na grze w magicznego pokera. W Hogsmeade lekko mżyło więc w szkole pojawili się trochę mokrzy. Teodor, Blaise, Ginny i Draco poszli do Wielkiej Sali, a Hermiona z Pansy, Laurą, Camile i Erikiem ustali z boku czekając aż McGonagall  wezwie ich na salę. Gdy wstał Dumbeldore wszystkie szmery jak zwykle ucichły.
-Witajcie w szkole po przerwie świątecznej. Mam nadzieję, że wypoczęliście i nabraliście sił na dalszą naukę. Wiem, że jesteście głodni, ale zanim zjemy obiad po raz pierwszy w historii dojdzie do ponownego wyboru domu oraz dojdzie do nas kilku nowych starszych uczniów. Zapraszam was na jedyną w swoim rodzaju Ceremonię Przydziału.
Na środek wyszła opiekunka Gryfindorru i postawiła na środku stołek z Tiarą.
- Zapraszam na salę Laurę Katerine Malfoy, Camile Snape, Hermionę Jane Riddle. Pansy Riddle i Erika Riddle’a.
Na każdą z wyczytanych osób wszyscy patrzyli z niedowierzaniem. W ostrzale spojrzeń znaleźli się również Draco i Snape. Ci dwóch uśmiechali się tylko złośliwie. Pierwsza na głowę Tiarę założyła Laura. Ledwo musnęła jej długi blond włosy, a już wydarła się
-SLYTHERIN!!!
Slizgoni natychmiast nagrodzili brawami nową członkinię domu węża.  Następna była  Camile i również znalazła się w Slytherinie. Gdy Tiara znalazła się na głowie najmłodszej pannie Riddle kapelusz nie mógł sobie odmówić pogawędki.
- Kogo ja widzę? Hermiona Granger?
- Riddle czapko, Riddle.
- Nie denerwuj się już. Bardzo się zmieniłaś. Nie ma w tobie już nic z tej małej pierwszoklasistki. Nie pozostawiasz mi wyboru. Oj, nie zostawiasz.
- Dalej i tak już obie wiemy gdzie trafię. Nie mam całego dnia.
-SLYTHERIN!!!
Ślizgoni powariowali, a ich euforię jeszcze bardziej powiększyło trafienie pozostałej dwójki Riddle’ów do ich domu.  Gryfoni patrzyli z niedowierzanie i szokiem na twarzach jak ich Hermiona idzie z szerokim uśmiechem  na twarzy w stronę domu węża, siada koło Malfoya, a ten ją całuje ją w usta i nie zostaje odepchnięty, a wręcz przeciwnie przytula go.


Tymczsem przy stole Slytherina już planowano imprezę  z okazji dołączenia pięciu osób do ich domu. Nie zwracali uwagi na to, że jest dopiero popołudnie- i tak zamierzali imprezować do białego rana.  Po obiedzie udali się do swojego Pokoju Wspólnego i zaczęły się spontaniczne przygotowywania do zabawy. Po kilku godzinach wszystko było gotowe i wszystko zaczynało się powoli rozkręcać. Byli wszyscy Ślizgoni plus jedna Gryfonka- Ginewra Weasley. Nikt jej jednak się nie czepiał, bo widzieli, że została zaproszona i ma dobre kontakty z Malfoy'ami, Riddle'ami, Blaisem i Camile. Ci śmielsi nawet ją zagadywali. Tak więc wszyscy świetnie się bawili i odbyło się bez żadnych przepychanek.  Jednak wiele Ślizgonek patrzyło zazdrośnie na Hermionę w ramionach Draco. Kilka z nich patrzyło też pożądliwym wzrokiem na Erika, Blaisa i Teodor. Ci jednak niewiele sobie z tego robili i bawili się dalej.  Po czwartej wszyscy zaczęli się rozchodzić. Gdy już prawie nikogo nie było Draco odprowadził Hermionę pod drzwi dormitorium i pożegnał słodkim całusem.
- Spij dobrze.- szepnął i poszedł kierunku pokoju, który dzielił z Blaisem, Teo i Erikiem.
Hermiona weszła do środka, uśmiechnęła się blado do dziewczyn i powiedziała.
- Hej. Jak wam się podobało?
- Było super. - powiedziała Laura
- Mi też się podobało. Sorry, ale padam z nóg, idę spać. Dobranoc.- mruknęła i rzuciła się na łóżko w ubraniach. Po chwili już spała.
*******


Draco wszedł do pokoju i zobaczył, że jego przyjaciele są już w pokoju, ale brakuje jeszcze Erika.
- Draco...- zaczął niepewnie Blaise- Jak ci idzie zakład?
- Świetnie. Wprawdzie nadal jesteśmy parą tylko oficjalnie, ale Hermiona powiedziała mi wczoraj, że coś do mnie czuje, tylko nie jest jeszcze pewna swoich uczuć. Więc coś mi się wydaje,k że jednak stawiacie mi Ognistą. - uśmiechnął się z satysfakcją.
- Wiesz, możesz to sobie odpuścić, bo obaj doszliśmy do wniosku, że to bez sensu i tylko zranimy ją niepotrzebnie. - tym razem odezwał się Teodor.
- Tchórzycie? Zapomnijcie, że zrezygnuję. Zakład to zakład. Nie można się z tego wycofać.
- Ale...- spróbował Blaise, ale blondyn od razu mu przerwał.
- Dość tej gadki szmatki. Znacie moje zdanie. Koniec kropka. Idę się myć.
 Powiedziawszy to wszedł do łazienki.
- Mówiłem ci, że tak będzie. Znacie moje zdanie. Koniec kropka.- przedrzeźniał go Teo.
- Zawsze można mieć nadzieję.- westchnął w odpowiedzi chłopak.- Idę spać. Dobranoc.
- Dobranoc.- mruknął i odwrócił się na drugi bok.

 *******

Hej. przepraszam, że tak krótko i późno. Miałam straszny "opór" przy pisaniu tego rozdziału. W dodatku wena robiła sobie wycieczki i traktowała mnie jak hotel. Mam nadzieję, że następny będzie szybciej i będzie szybciej.
Sciskam
Ever :*

29 kwietnia 2014

Rozdział VI

Hermiona od kilku minut stała pod drzwiami do pokoju Dracona. Zastanawiała się jak wytłumaczyć chłopakowi swoje wczorajsze zachowanie i to, że nie może przyjąć od niego tak drogich prezentów. To było nawet miłe i w ogóle, ale nie, nie może, są w końcu jakieś zasady. Westchnęła i zapukała. Poczekała chwilę, a gdy nikt jej nie otwierał zapukała ponownie. Gdy drzwi nadal były zamknięte uchyliła je i weszła po cichu do środka . W pokoju panował półmrok w którym doskonale widoczna była  jasna czupryna chłopaka leżącego na łóżku i pogrążonego w głębokim śnie. Dziewczyna podeszła do blondyna i dotknęła jego ramienia lekko go szturchając.
- Hej wstawaj śpiochu. Draco musimy porozmawiać.- mówiła cicho, żeby go nie wystraszyć. Blondyn w odpowiedzi mruknął coś w stylu „ Jeszcze pięć minut mamo” i przewrócił się na drugi bok. Hermiona po kilku bezskutecznych próbach obudzenia go w końcu krzyknęła:
- Malfoy!- na co ten momentalnie się obudził.
- Co się dzieje?- mruknął widząc Hermionę, choć już podejrzewał o co może chodzić.
- Nie domyślasz się? Chodzi o dzisiejszy prezent. Ja nie mogę go przyjąć. Proszę.- powiedziała wyciągając rękę z pudełkiem w stronę chłopaka.
- Nie.- powiedział stanowczo.
- Co nie?- zapytała głupio.
- Nie wezmę tego od ciebie.- wytłumaczył.
- Dlaczego? Musisz to wziąć
- Ja nic nie muszę . To po pierwsze. A po drugie to jest prezent ode mnie dla Ciebie, więc nie mogę Ci go zabrać. Po za tym od kiedy nie można obdarowywać swojej dziewczyny prezentami?- uśmiechnął się szelmowsko.
- Och, o tym  też musimy porozmawiać.- speszyła się- Widzisz bo ja… wczoraj… w nocy… ja… po prostu zrobiłam to, bo chciałam zrobić na złość Ronowi i Harry’emu. Przepraszam, jeśli dałam Ci niepotrzebną nadzieję, ale nic z tego nie będzie.
- Za późno.
- Na co?
- Wczoraj twój ojciec zwołał zebranie po tym jak wróciliśmy.
- No i ?
- No i zapytał mnie od jak dawna jesteśmy parą.  Powiedziałem mu, że od balu. Zdziwił się, że podczas posiłków darzyliśmy się taką niechęcią. Wyjaśniłem, że się kryliśmy, bo wcześniej nie darzyliśmy się sympatią, a teraz jesteśmy razem i nie chcieliśmy szumu wokół siebie. Czarny Pan stwierdził, że bardzo się cieszy. Jesteśmy zaproszeni  dziś do Malfoy Manor o dwudziestej. Mamy się tam spotkać  ze swoimi rodzicami i rodzeństwem na kolacji, gdzie oficjalnie zostaniemy parą i inne takie arystokratyczne duperele.
Hermiona patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Nie przerwała mu tylko dlatego, że była w szoku.
-Ale po co to całe udawanie?- wydusiła w końcu.
- Cóż w ten sposób chociaż oficjalnie jesteś moja.
Ale Draco! Jak ty to sobie wyobrażasz? Czy moje zdanie w ogóle się nie liczy?!
- Oczywiście, że tak. Masz do wyboru dwie opcje. Albo udajemy, że jesteśmy razem, albo zsyłasz mnie na tortury za to, że Cię wykorzystałem i rzuciłem. Więc co wybierasz?
- Dobrze wiesz ty przebrzydły manipulancie co wybiorę-syknęła.
- To co wybierasz? Pierwsza, czy druga opcja?
- Pierwsza.- burknęła, ale zaraz dodała- A tego prezentu  i tak nie wezmę.
-Nawet od chłopaka?- zrobił smutną minę.
- Nawet. Od chłopaka to mogę wziąć najwyżej jeden.
Draco zmarkotniał, ale już po chwili na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech.
-Dobrze- powiedział, a Hermiona spojrzała na niego zdziwiona, że tak szybko odpuścił, nie wiedziała jednak, co kombinuje blondyn.- Więc masz ten naszyjnik od chłopaka- mówiąc to założył go na szyję. – To będzie spóźniony prezent na Gwiazdkę- tym razem założył bransoletkę- To od przyjaciela- kolczyki- a to za wybaczenie mi. – założył jej na palec pierścionek.
- Jesteś bezczelny wiesz?- zapytała oburzona Hermiona
- Za to mnie kochasz.- puścił jej perskie oko.
-Chciałbyś.- mruknęła.
-Och, nie dąsaj się. Zapraszam cię na spacer.- a widząc jej zdziwioną minę dodał- Przecież chodzimy ze sobą tak? Musimy  się pokazywać razem, żeby nam uwierzyli. To co, za godzinę będę u ciebie.
-A obiad?
-Zawołaj skrzata coś ci przyniesie. Ja też zjem tutaj, ubiorę się i przyjdę po ciebie, zgoda?
- Zgoda. To do zobaczenia za później.- zamierzała już wyjść, ale zatrzymał ją głos Dracona.
- Nie zapomniałaś o czymś?
- Nie, mam wszystko.
- A ja ?
- Co ty?
- Czekam na pożegnanie.
-Na co?- zdziwiła się.
- Oj na buziaka- westchnął  zniecierpliwiony.
 Dziewczyna podeszła do niego i pocałowała go w policzek.
- Tak to się żegna kolegę, a nie chłopaka- mruknął zawiedziony.
- A jak ciebie powinnam pożegnać?- zapytała niewinnie panna Riddle.
- Hmm,  powinnaś pocałować mnie w usta.
-W usta mówisz? Proszę bardzo.- podeszła do zdziwionego chłopaka i cmoknęła go szybko w usta, a następnie szybko podeszła do drzwi.
- Jędza.
-Słyszałam- zawołała zamykając drzwi.
*******
Po godzinie Draco zapukał do pokoju Hermiony,  a ta otworzyła mu po chwili gotowa do wyjścia na dwór.
-Ładnie wyglądasz- powiedział.
-Dzięki, to co idziemy?
- Jasne.- złapał ją za rękę, a widząc jej zdziwioną minę dodał- Chodzimy ze sobą, więc to chyba normalne, prawda?
Brązowooka nic nie powiedziała, tylko uśmiechnęła się delikatnie i pociągnęła go w stronę wyjścia.
- Gdzie idziemy?- zapytała po chwili milczenia.
- Co powiesz na spacer po okolicy?
- Będziemy chodzić po górach, które są niedaleko?- jęknęła.
-Tam też pójdziemy.
- Też, czyli gdzie jeszcze? Będą mnie boleć nogi.- poskarżyła się.
-Jeśli chcesz mogę cię nieść.- uśmiechnął się szelmowsko.- Zapnij się.- rzucił nim dziewczyna, gdyż właśnie otwierał drzwi prowadzące na zewnątrz i przepuścił w nich brązowooką. Gdy tylko zamknął drzwi wziął niczego niespodziewającą się dziewczynę na ręce, a ta od razu zaczęła się wyrywać i krzyczeć.
-Malfoy co ty robisz?! W tej chwili postaw mnie na ziemię! Rozumiesz, postaw mnie!
-Jesteś tego pewna?
-Tak jestem pewna. Puść mnie.
-Na pewno? Akurat w tym miejscu? Cóż skoro nalegasz...-Hermiona spojrzała w dół, jeśli Malfoy ją puści wyląduje w oczku wodnym znajdującym się w ogrodzie. Natychmiast zmieniła zdanie.
-Nie! Ani mi się waż Malfoy!
-Nie chcesz? Przed chwilą mówiłaś, żebym cię puścił.
-Ale nie tutaj.
-Ale mi już jest ciężko cię trzymać. Nie ważysz tyle co plecak.- zaczął rozluźniać uścisk, a Hermiona wręcz przeciwnie, przylgnęła do niego i owinęła mu ręce wokół szyi.
-Draco proszę, nie puszczaj mnie.-postanowiła zmienić taktykę.
- A co będę z tego miał?
- Co tylko chcesz.- powiedziała i zaraz pożałowała swoich słów.
-No dobrze. Zgoda, nie puszczę cię, ale chce buziaka, tylko porządnego, a nie takiego, jak u mnie w pokoju.
- A nie może być coś innego?
-Hermiono, bo zaraz zmienię zdanie.- ostrzegł, a ta nie czekając, na zmianę wpiła się w jego wargi i namiętnie pocałowała. Gdy po dłuższej chwili oderwali się od siebie Hermiona wyszeptała
- Czy to ci wystarczy?
-Ymm. To co idziemy?
-Idziemy, ale postaw mnie już.
- A pamiętasz za co był ten pocałunek?
-Za to, żebyś mnie nie puścił.
- No właśnie. Więc idziemy, a raczej ja idę. Co powiesz na kremowe piwo w pobliskiej wiosce.
- Chętnie, ale chyba nie masz zamiaru mnie tam nieść?
-A właśnie, że mam.
- No dobrze prowadź.- powiedziała, wiedząc, że i tak z nim nie wygra, a Draco ruszył w stronę bramy.
*******
Tymczasem przez jedno z okien Riddle Manor dwaj pewni Ślizgoni obserwowali Hermionę i Dracona.
-Cóż- zaczął Blaise- wygląda na to, że wisimy Draco Whisky.
- No tak, chociaż jeszcze nie wygrał zakładu. To dopiero pierwszy dzień, z tych trzech tygodni, a to się do końca nie liczy, bo powiedział nam, że są razem oficjalnie, ale tak naprawdę nic między nimi nie ma.
- A wiesz, że masz rację. Tylko, ze to prawie na sto procent pewne, że gdy będą spędzać tyle czasu razem to Hermiona w końcu zakocha się w naszym blondynie. Mam tylko nadzieję, że on w niej też, a nie, że potraktuje ją jak dziwkę i rzuci.
*******
W tym samym czasie owa dwójka, żyjąc w błogiej nieświadomości, że są obserwowani byli już spory kawałek drogi od Riddle Manor, ale nadal doskonale widoczni z najwyższych okien była już prawie u celu swojej wędrówki- bar w wiosce Drehans. Przez cała drogę żartowali i śmiali się, a każdy kto ich zobaczył wziął ich na pewno za parę, ponieważ Draco co jakiś czas składał pocałunki na ustach Hermiony, a ta o dziwo nie protestowała. Tuż przed wejściem chłopak postawił brązowooką na ziemi, ponieważ wejście było za wąskie, aby przejść przez nie z nią na rękach, ale za to od razu złapał ją za rękę. Weszli do środka i zajęli stolik przy oknie w kącie, więc nie byli wystawieni na wścibskie spojrzenia. Po chwili podeszła kelnerka, żeby przyjąć zamówienie, lecz zamiast to zrobić wyraźnie podrywała blondyna.  Hermiona widząc to przytuliła się do blondyna, rzuciła kelnerce wyzywające spojrzenie- w końcu nazywa się Hermiona Jane Riddle więc nikt nie będzie na jej oczach podrywał jej chłopaka. Uśmiechnęła się i powiedziała do Draco
- Skarbie co zamawiamy?- wyruchała słodko.
- No nie wiem kotku, a na co masz ochotę?- zapytał z trudem ukrywając rozbawienie. Czyżby ta mała istotka była o niego zazdrosna? Kelnerce zrzedła mina gdy zobaczyła tą scenkę, a więc byli parą. Rzucone jej przez Hermionę  spojrzenie mówiło wyraźnie „ Nawet nie waż się do niego zbliżyć, bo będziesz miała do czynienia ze mną.” Spytała wie tylko
- Co zatem państwo zamawiają ?
- Poprosimy dwa piwa kremowe- powiedział brązowooka.
-Czy to wszystko?
- Tak, dziękujemy.
Gdy dziewczyna odeszła Draco spojrzał z uwagą na pannę Riddle.
-Jesteś o mnie zazdrosna?- zapytał w końcu. I tu ją miał co miała mu powiedzieć, że tak, jest o niego cholernie zazdrosna, aż ją rozsada od środka? Bąknęła tylko:
- No co ty…
- A mi się wydaje, że tak.
- To tylko ci się wydaje ok.?-warknęła
-Wydaje mi się? A to przed chwilą, to co to było?
-  Musiałam jakoś odgonić tą nachalną france, bo sam nie dałbyś sobie rady.- Draco zauważył, że nic z niej nie wydusi, więc przestał ciągnąć ją za język. Resztę wieczoru spędzili w barze śmiejąc się prawie cały czas, a Draco nie szczędził czułości pannie Riddle, która miała słabą głowę i była rozochocona wypitym alkoholem. Gdy szli z powrotem i byli już w ogrodzie Hermiona nagle pocałowała  blondyna i powiedziała, sama nie wiedząc co ją podkusiło.

- Draco, tam w barze miałeś rację byłam o ciebie zazdrosna i ja… chyba zaczynam coś do ciebie czuć wiesz ten dzisiejszy dzień, mimo że nie robiliśmy nic niezwykłego był cudowny, tylko dla tego, że ty byłeś ze mną. Ja nie mogę ci od razu zadeklarować swoich uczuć bo nie wiem do końca co do ciebie czuje. Wiem tylko, że to na pewno nie jest przyjaźń, tylko coś więcej i …- nie dokończyła, bo Draco gwałtownie wpił się w jej usta  obdarzając dziewczynę słodkim pocałunkiem . Ta nie protestowała i oddała go z zachłannością. Gdy się od siebie oderwali  chłopka zobaczył, że Hermiona jest jeszcze bardziej zdezorientowana, więc wziął ją na ręce i ruszył w kierunku wejścia. Dotknął nadgarstkiem dziewczyny klamki, aby otworzyć drzwi i wszedł do środka. Po dojściu pod jej pokój okazało się, że ma problem- brązowooka zabezpieczyła przed wyjściem pokój zaklęciami, których teraz nie była w stanie znieść, a Draco był bezradny, bo tylko ona mogła to zrobić.  Z braku lepszego pomysłu zaniósł ją do swojego pokoju, dał koszulę i pokazał drzwi od jego łazienki, aby mogła się przebrać. Gdy dziewczyna wyszła od razu nie patrząc gdzie się znajduje podeszła do łóżka i położyła się spać.  Była tak zmęczona, że po pięciu minutach już spała.. Blondyn widząc, że Hermiona już śpi również poszedł do łazienki, a gdy wrócił położył się obok dziewczyny, przygarnął ją do siebie i po chwili już znajdował się w objęciach Morfeusza.

*******

Przepraszam! Strasznie Was przepraszam, że tak późno i jeszcze w dodatku krótki i moim zdaniem zły rozdział. Następny postaram się dodać szybciej.  Mam nadzieję, że mi się uda. 
Pozdrawiam
Ever

15 kwietnia 2014

Rozdział V

-Hermiono twój status krwi nic nie zmienia.-powiedziała łagodnie Ginny.
-Teraz tak mówicie, bo jeszcze nie wiecie kim są moi rodzice. Nie Ginn pozwól mi dokończyć.- powiedziała szybko widząc, że dziewczyna znów chce jej przerwać- Moimi rodzicami są...- tu wzięła kolejny głęboki wdech i powiedziała- Amanda i Tom Riddle.
Gdy to powiedziała cała trójka wytrzeszczyła na nią oczy. Byli w szoku. Ich przyjaciółka Hermiona Granger nazywa się Riddle i jest córką Voldemorta? Pierwszy otrząsnął się Ron.
- Co?! Jak mogłaś mi to zrobić?! Nienawidzę cię, rozumiesz?!  Brzydzę się tobą!!!- po policzkach Hermiony zaczęły płynąć łzy- Myślisz, że wzruszą mnie twoje łzy?! I jak w ogóle śmiałaś tu przyjść?! Nie jesteś tu mile widziana!!! Crucio!
Niczego niespodziewająca się Hermiona upadła na śnieg w paroksyzmach bólu. Nagle poprzez ból poczuła łaskotanie na lewym nadgarstku. Zdziwiło ją, że może odczuwać coś takiego podczas takiego cierpienia, z resztą było to tylko muśnięcie, także mogło jej się to tylko wydawać. W tym momencie zrozumiała. Lewy nadgarstek... Niebezpieczeństwo... Tata zaraz tu będzie... Wtem ból ustał. Za szybko przecież nie zdążyli by się tu dostać. Nagle usłyszała krzyk Rudej:
- Czy ty do reszty ogłupiałeś Ron?! To jest twoja przyjaciółka rozumiesz?!
-Ja już nie mam przyjaciółki. Teraz to zwykła suka.
-On ma rację Ginny. Naszej Hermiony już nie ma.
- Czy wy jesteście normalni?! Jak możecie tak mówić?! Pięć minut temu przyjaciółka, a teraz już nie bo ma innych rodziców?! Jesteście żałośni! Dla mnie nie ma znaczenia kogo jest córką, bo nadal jest Hermioną którą znam!!!- wykrzyczała i nachyliła się nad dziewczyną- Hermi nic Ci nie jest? - Dziewczyna nie zdążyła jej odpowiedzieć, bo Ginny została odciągnięta przez chłopaków.
- Czyś ty ogłupiała, nie dotykaj jej!!!- zaczął Potter
-Właśnie, nie wiadomo czym się zarazisz!!! - zawtórował mu Rudy.
- Nie no, was to reszty pogięło!!! To, że jestem twoją siostrą, a twoją dziewczyną nie znaczy, że możecie mi rozkazywać. Będę się z nią przyjaźnić, czy wam się to podoba, czy nie!
-  Ginn posłuchaj…-zaczęła Hermiona.
-Zamknij się !!!- wrzasnął Rudzielec.
-Nie to ty się zamknij!!! Ginny uciekaj stąd gdziekolwiek, zaraz będzie tu mój ojciec, ponieważ rzucił urok, zanim tu przyszłam i wie o każdym niebezpieczeństwie, jakie mi grozi. Proszę.
Ginny nie zdążyła jej odpowiedzieć, bo za płotem zaczęli aportować się śmierciożercy z jej rodzicami na czele. Hermiona szybko do nich podbiegła. Gdy zobaczyli, że jest cała i zdrowa odetchnęli z ulgą. Mocno ich przytuliła, stojących za nimi Erika i Pansy również.
-Hermiono co się stało?- zapytał Voldemort
-Powiedziałam im prawdę, a Weasley rzucił we mnie Cruciatusem..
-To mi wystarczy. Przygotujcie się do walki!- krzyknął do śmierciożerców, a widząc przerażoną minę Hermiony dodał- Nie zabijajcie nikogo, możecie tylko torturować.
Słudzy Czarnego Pana wkroczyli na posiadłość Nory i nagle zawył alarm. Wszyscy, którzy byli dziś w Norze wybiegli na zewnątrz Gdy zobaczyli Hermionę z Voldemortem pan Weasley krzyknął:
-Wypuść Hermionę!
-Wypuścić? Jesteś śmieszny Weasley. - warknął Czarny Pan.
-Tato ona jest jego córką.
-  Co?! Chyba sobie żartujesz!
- Nie on ma rację. Popatrzcie. Mojego ojca znacie. To jest moja mama Amanda, tu mój brat Erik, a tutaj moja siostra bliźniaczka Pansy. Och zapomniałabym...- dodała i chcąc jeszcze bardziej wkurzyć Rona podeszła do Dracona- poznajcie jeszcze mojego chłopaka.- powiedziała i pocałowała go namiętnie w usta szokując tym wszystkich obecnych.
-Ty szmato jak mogłaś mi to zrobić?! I pomyśleć, że kiedyś Cię kochałem!!! Teraz jesteś tylko dziwką Malfoya!!!
Nim ktokolwiek zdążył zareagować w stronę Rona poleciało zaklęcie niewerbalne z różdżki Dracona. Chłopak zgiął się w konwulsjach. Teraz zaczęła się walka. Draco podszedł do rudego i wysyczał:
-Nigdy więcej tak nie mów, bo cię zabiję.- cofnął zaklęcie i rzucił do niego- Pokaż jak walczysz Weasley.- i nie wysilając się rzucił w niego kolejnym zaklęciem niewerbalnym. Chłopak nawet nie zdążył wyjąć różdżki- Jesteś ciotą Weasley, nie potrafisz nawet się obronić- szydził wiedząc, że to go jeszcze bardziej wkurza. Po chwili to już nie była walka, a znęcanie się nad rudym.
W tym samym czasie Hermiona nie walczyła z nikim konkretnym, tylko pomagała śmierciożercom, rzucając w członków Zakonu Feniksa, (do tych co byli w Norze doszli nowi). Nagle dziewczyna  się odwróciła i zmroziło ją w stronę Ginny mknął grot zaklęcia Sectumsempra, wysłanego przez Kate. Czym prędzej zablokowała zaklęcie i podbiegła do ciotki.
-Kate nie! To ona mnie obroniła, gdy Ron rzucił Crucio i stawiła się za mną.
-Dobrze.
-Chyba już czas do odwrotu nie sądzisz? Pójdę powiedzieć to ojcu, a ty pilnuj, aby nikt jej nie skrzywdził, mów, że ja ci to kazałam.
-Zgoda, leć szukać ojca.
Hermiona znalazła go i powiedziała do niego:
-Tato czas do odwrotu. Czy mogę wsiąść ze sobą Ginny, ponieważ tu mogą czekać ja nieprzyjemności, bo stawiła się za mną i zablokowała Crucio rzucone przez Ronalda.
-Jeśli się zgodzi to tak. Jak ją odnajdziesz to dotknij znamienia, wtedy wszyscy będą wiedzieli, że koniec i wracamy.
-Dobrze.- odpowiedziała i pobiegła. Przy Kate stała Bella i kłóciła się z nią.
-Jak to nie mogę jej zaatakować?! Przecież taki mam ro...
-Nie Bello - przerwała jej Hermiona- Nie możesz. Tata później wszystko Ci wytłumaczy.- teraz zwróciła się do rudowłosej- Ginny czy chcesz iść ze mną, bo tutaj nie będzie dla ciebie najprzyjemniej jeśli Ron powie jak mnie obroniłaś.
-Zgadzam się.
-Ok, to w takim razie czas wracać do domu.- mówiąc to podniosła rękaw i dotknęła węża. Gdy Voldemort to poczuł wykorzystał całą siła magiczną, jak posiadał, by znieść barierę, antyteleportacyjną i krzyknął
-Teleportacja!
Członkowie Zakonu rzucili się, aby po przywracać zaklęcia, ale było za późno. Śmierciożercy już zdążyli uciec. Nagle rozległ się krzyk Molly Weasley:
-Ginny! Gdzie jest Ginny! Och, Arturze oni zabrali Ginny.-przytuliła się do męża i zaszlochała w jego ramię.
-Spokojnie mamo.- pocieszył ja Ron- Nic jej nie będzie. Raczej.-dodał po zastanowieniu- Ona stanęła w obronie tej szmaty jak ją potraktowałem Cruciatusem, więc chyba nic jej nie zrobią.
-To jeszcze gorsze. Bo jeśli ona będzie przebywać z tą dziewuchą to ta może ją namówić na przejście na ciemną stronę. Czy mówiła wam jak to się stało, że dopiero teraz odzyskała rodziców?- zapytał pan Weasley.
-Nie, nie powiedziała, albo nie zdążyła, albo nie chciała.
-To dlatego zginęli twoi rodzice Harry. To James porwał Hermionę 16 lat temu. Będzie się na nas mścić, za to, że Zakon ją porwał.- wyjaśnił Artur Weasley.
-O nie. Hermiona to potężna czarownica, jej rodzeństwo i matka również. Jeśli staną do walki razem z Voldemortem to będą praktycznie nie pokonani.
-Wiemy o tym Harry. Dlatego musicie ją przeprosić i spróbować za wszelką cenę przeciągnąć ją na naszą stronę. Dobrze by było, gdyby jej siostrę też przekabacić.- tym razem odezwał się Dumbeldore
-O nie. To ja już wolę Parkinson od tej szmaty.- jęknął Ron- Przykro mi Harry, tobie przypadnie ona.
Harry kiwnął głową, nie bardzo docierało do niego co się dzieje. W jego głowie panował istny chaos. To dlatego Voldemort zabił jego rodziców. Był to ruch desperacyjny, aby odzyskać swoje dziecko. Ale ten ruch był zdradziecki. Zniknął, na kilkanaście lat pozostając tylko widmem. Jego rodzice zmarli przez złą decyzję Dumbeldora, a nie z powodu przepowiedni jak mówił mu Dyrektor.
-Harry słuchasz nas?- Ron pomachał mu ręką przed nosem- Idziemy do domu. Chodź.
-Już idę.- powiedział i powlókł się w stronę Nory.
*******
W tym samym czasie Hermiona z Ginny i resztą stały przed Riddle Manor. Ron miał rację- Wiewiórce nic nie było.  Śmierciożercy, również nic jej nie robili, myśląc, że młoda Weasleyka jest albo po ich stronie, albo pod wpływem Imperiusa.  Po chwili odezwał się Czarny Pan:
- Hermiono otwórz drzwi, ponieważ jesteś najbliżej.
Dziewczyna podeszła do drzwi i dotknęła klamki lewą ręką w miejscu, gdzie znajdował się wąż. Wrota natychmiast się otworzyły. Brązowooka złapała Rudą za rękę i pociągnęła do środka.
- Jesteś głodna?
- Nie. Prawdę mówiąc jedyne o czym marzę to ciepłe łóżko.- odpowiedziała Ginny ziewając rozdzierająco.
- Ok. Tato, czy na moim piętrze są jeszcze jakieś wolne pokoje?
- Tak, są jeszcze dwa. Resztę zajęli twoi rówieśnicy. – odpowiedział po czym zwrócił się do Ginny- Mam nadzieję, że wiesz Ginevro, że nie możesz powiedzieć nikomu o niczym co tu usłyszysz i zobaczysz. W przeciwnym razie wyczyścimy Ci pamięć. Rozumiesz?
- Tak. Hermiona nadal jest moją przyjaciółką, a przyjaciołom pozostaje się wiernym i się ich nie wydaje wrogowi. Chociaż nie ukrywam, że w moim przypadku to trochę trudne.
- Cieszy mnie to, że Hermiona ma za przyjaciela właśnie Ciebie Ginevro.
- Mnie również. Mogę mieć prośbę do Pana?
-Oczywiście. Słucham? A i mów mi Tom.
- Dobrze, chodzi o moje imię. Ginny, nie Ginevra.
- Jasne. A teraz idźcie spać już późno.
-Dobranoc. – pożegnały się i poszły na górę.
- Herm, chcesz pogadać o tym wszystkim?
- Tak, ale Ginn możemy jutro, teraz jestem padnięta.
- Zgoda, ale powiedz mi tylko jak ON Cię traktuje?
- Och, jako ojciec jest naprawdę dobry. Martwi się o mnie, o moje bezpieczeństwo i takie tam. Wiesz jestem jego takim oczkiem w głowie. Najmłodsza córeczka tatusia.- zaśmiała się.
- To dobrze. Gdy usłyszałam prawdę o twojej rodzinie przeraziło mnie to, że Tom jest w stosunku do ciebie okropny i torturuje Cię aby wydobyć z Ciebie informację o Harrym i Zakonie.
- Jak widzisz nie jest tak źle.  A co do informacji mam wolną rękę czy powiedzieć, czy nie. Dał mi wybór. Jak na razie jeszcze nic nie powiedziałam.
- Rozumiem.
- Tu jest twój pokój. Te drzwi prowadzą do łazienki, a te- tu wyciągnęła różdżką, sprawiając, że pojawiły się drugie- prowadzą do mojej garderoby. Jest tam tyle ciuchów, że spokojnie wystarczy dla nas obydwóch. To dobranoc.- powiedziała i wyszła. Udała się w stronę swojego pokoju. Była tak zmęczona, że rzuciła się w ubraniach na łóżko i od razu zasnęła.
Rano Hermionę obudziły promienie słońca, wpadające do jej sypialni przez nie zasłonięte okna. Przewróciła się na drugi bok wciąż nie otwierając oczu i starając się usnąć ponownie. Po dwudziestu minutach wiercenia się stwierdziła, że nic z tego. Delikatnie otworzyła oczy i spojrzała na zegarek, aby zobaczyć, która godzina. Była już dwunasta trzydzieści. Przespała śniadanie. Jej wzrok przykuło ładnie zapakowane pudełko leżące obok budzika. Zaintrygowana sięgnęła po nie. Szybko rozerwała papier i otworzyła eleganckie pudełko. W środku znajdowała się złota biżuteria i kawałek pergaminu. Najpierw postanowiła obejrzeć biżuterię. Wzięła do ręki naszyjnik ze złotą zawieszką w kształcie połączonych serc, które były głównym motywem tego prezentu.  Jedno z serc ozdobione było malutkimi brylantami. Drugie natomiast było złote bez żadnych zdobień. Razem połączone tworzyły jeszcze jedno serce. Łańcuszek również był złoty.

Kolejną rzeczą, jaką wzięła do ręki była również złota bransoletka z sercami. Jedno z nich również było ozdobione brylantami. Od serc odchodził po obu stronach łańcuszek, a na nim za każdym z serc były złote kwiatki z brylantem w środku. Kolejne były już same brylanty, a za nimi zapięcie. Bransoletka również była bardzo piękna.

Teraz do ręki wzięła pierścionek. Tu były identyczne serca jak na bransoletce. Ktoś nawet trafił dobrze z rozmiarem jej palca, bo pasował jak ulał.

Na sam koniec zostały jej kolczyki. Tu serca były pojedyncze, a połówki serc były ozdobione także malutkimi brylantami. Kolczyki były wkręcane, co odpowiadało dziewczynie, ponieważ wolała takie, niż wiszące.
Hermiona podziwiała chwilę prezent, myśląc kto wydał na nią tyle pieniędzy. Taki komplet z pewnością musiał być drogi. Wtem przypomniała sobie o liściku. Otworzyła go i przeczytała.
Kochana Hermiono.
Wiem, że pewnie nie będziesz chciała przyjąć tego prezentu, ale proszę zrób to dla mnie. Potraktuj to jako dodatek do wczorajszych przeprosin i prezent od chłopaka, czyli ode mnie dla swojej dziewczyny, czyli Ciebie. Nie ukrywam, że bardzo cieszy mnie twoja zmiana decyzji i to, że jesteśmy oficjalnie parą.

Draco
Hermiona wpatrywała się w słowa na kartce, zastanawiając się czemu wczoraj, gdy chciała zrobić na złość Harremu i Ronowi nie pomyślała o konsekwencjach, tego co robi. Będzie musiała wszystko wytłumaczyć blondynowi i oddać mu ten prezent, nie może przyjąć czegoś tak drogiego. Ta rozmowa nie będzie łatwa, ale jest konieczna. Zdawała sobie sprawę, że po jego wczorajszym wyznaniu musi być delikatna i, że chłopak na pewno łatwo nie odpuści. Ale cóż, kto powiedział, że życie  jest łatwe, a nieprzemyślanych i spontanicznych sytuacji nie trzeba prostować. Ponownie spojrzała na zegarek i stwierdziła, że jeśli się pośpieszy to zdąży na obiad, który był o czternastej. Wstała, żeby ubrać się i pójść porozmawiać z Draconem.
*******
Hej kochane. Wstawiam dla was rozdział trochę późno, ale jest. Nie sprawdzany. Pisze z telefonu i nie chce mi się sprawdzać. Dziś dobiłyśmy 600 wyświetleń!!! Dla niektórych to pewnie mało, ale dla mnie to bardzo dużo. Dzięki temu wiem, że ktoś tu jednak wchodzi i czyta. Ta świadomość dała takiego kopa mojej wenie, że aż mnie rozsadzało żeby coś napisać i skończyłam rozdział V.  ;D  Jutro dodam zdjęcia biżuterii od Draco, bo są na komputerze. Dobra ja kończę moją długaśną wypowiedź i czekam na wasze opinie ;)
Dobranoc.
Kolorowych ;d
Ever :**

9 kwietnia 2014

Rozdział IV

Rano  po śniadaniu panny Riddle poszły do gabinetu ojca, aby podpisać dokumenty i – w przypadku Hermiony zaczarować swoje znamię w taki sposób, aby ostrzegło Voldemorta o tym, że znajduje się w niebezpieczeństwie.  Czarny Pan dał im dokumenty do podpisania i  rzucił zaklęcie Custodia periculum Hermionę. Po podpisaniu papierów zawołał skrzata i kazał mu wysłać je do Ministerstwa Magii. Dziewczyny pożegnały się i udały się do swoich pokoi. Po drodze zaczęły rozmawiać o tym jak się ubrać na Sylwestra. W końcu to dziś był 31 grudnia. Rozstały się pod drzwiami od pokoju Herm. Gdy ta weszła do pokoju zobaczyła małą sówkę Rona. Dała jej wody i zaczęła czytać list od chłopaków i Ginny.
Hermiono.
Mamy do Ciebie prośbę. Ron jest chory- ma grypę. Chcieliśmy początkowo odwołać imprezę, ale Ron uparł się, że nie, tylko zamiast potańcówki zrobić sobie seans filmowy w jego pokoju. Co ty na to? Jeśli będziesz wolała iść gdzieś na imprezę zrozumiemy. Jeśli zechcesz przyjść zapraszamy.
Harry, Ginny i Ron.
Brązowooka skończyła czytać. Szczerze powiedziawszy nie bardzo pociągała ją myśl spędzenia w taki sposób Sylwestra, ale cóż obiecała. Po za tym musi im powiedzieć i dawno nie spędzali czasu we czworo w taki właśnie sposób- wieczór filmowy. Ostatnio były to wspólne imprezy Gryfonów. Postanowiła nie rezygnować.
Harry, Ginny i Ron.
Zgadzam się na wieczór filmowy. Do zobaczenia wieczorem.
Hermiona
PS. Harry żadnych horrorów.
Przywiązała list do sówki, która czekała na odpowiedź i wypuściła ją przez okno. Teraz skoro nie ma na co się szykować to ma praktycznie cały dzień wolny. Postanowiła odrobić zadania domowe zadane na święta. Tyle się działo, że nie dość, że się nie uczyła, to jeszcze nie odrobiła żadnej pracy domowej. Nauka nadal była dla niej bardzo ważna. Chciała zdać wszystkie Owutemy na wybitny. Jednak gdy miała już prawie wszystko odrobione ktoś jej przeszkodził.
*******
Stałem pod jej drzwiami, zastanawiając się jak to rozegrać.  Zacząłem już żałować, że się na to zgodziłem. Nie dlatego, że było mi jej szkoda, ale dlatego, że sytuacja była beznadziejna. W końcu ona mnie nienawidzi. To będzie trudne, ale nie niemożliwe. W końcu jestem Malfoyem, a oni zawsze dostają to czego chcą. Westchnąłem i zapukałem. Po chwili Hermiona mi otworzyła. Promienny uśmiech spełzł jej z twarzy gdy mnie zobaczyła. Chciała zamknąć drzwi, ale jej to uniemożliwiłem, wkładając stopę między drzwi, futrynę.
-Czego chcesz Malfoy?- warknęła
- Porozmawiać.
-Czyżby? Od kiedy ty chcesz ze mną rozmawiać?
-Proszę.-prawie wyplułem to słowo.
- Co? Draco Malfoy o coś prosi? Nie no chyba posłucham.-zakpiła, nie będzie łatwo.
-Wpuścisz mnie?
-Wejdź, jeśli musisz.- otworzyła szerzej drzwi, abym mógł wejść.- Słucham czego chcesz?
- Ja... Ja chciałem Cię przeprosić.- zagrałem przed nią, udając zakłopotanie i wstyd.
-Można wiedzieć za co?- zapytała. Nie wyglądała na poruszoną moim wyznaniem.
- Wiesz za te wszystkie lata wyzwisk i za tą akcję na balu.
- Czy ty sądzisz Malfoy, że twoje fałszywe przeprosiny od siedmiu boleści wystarczą?
- To czego chcesz?!- byłem coraz bardziej zirytowany.-Posągu ze złota?!
-Szczerości Malfoy. Szczerości!
- Tak?! W takim razie proszę bardzo!- postanowiłem znów zagrać, ale tym razem mam nadzieję, że lepiej.- Chcesz szczerości? To masz! Jak sądzisz dlaczego wyzywałem Cię przez te wszystkie lata?!- nie mówiłem już tylko krzyczałem, mam nadzieję, że pokój jest wyciszony, bo nie potrzebuję widowni.
- Powiem Ci dlaczego!-ona również krzyczała- Powiem! Dlatego, że nienawidzisz szlam! Dlatego, że jestem przyjaciółką Harrego! Dlatego, że akceptuję i nie mam nic do rodzin takich jak Weasleyowie, którymi Wielki Malfoy gardzi! Dlatego, że ja ci się nie dawałam i nie chodziłam z podkulonym ogonem, tylko potrafiłam ci odpyskować, a nawet uderzyć! Mam wymieniać dalej?!- teraz wpadła już w furię.
- Mówią, że jesteś taka inteligentna, a nie pomyślałaś o najważniejszym z powodów, podobasz mi się idiotko nie pomyślałaś o tym?!- wrzasnąłem , a na jej twarzy w końcu odbiły się jakieś uczucia. Były to szok, niedowierzanie i... tak, smutek.
- C...Co?- zapytała z niedowierzaniem.
-To co słyszałaś. Lecę na Ciebie Riddle.
- Kłamiesz. Gdyby tak było to nie zadawał byś świadomie mi tyle bólu.
- To co niby twoim zdaniem miałem zrobić? Nie mogłem inaczej. Sadziłem, że jesteś szlamą.
-Więc teraz jest ok, bo jestem arystokratką?!- znów zaczynała się wkurzać.
-Nie to nie tak, po prostu i tak bym to pewnie Ci powiedział, ale po wojnie, gdy nic by Ci być może nie groziło, lub gdyby wojna trwała ukryłbym Cię nawet siłą, abyś była bezpieczna.
-Jakoś nie chce mi się w to wierzyć Malfoy.
-Musisz.
-Ja nic nie muszę. Nawet gdybym chciała, to nie mogę bo ci nie ufam.
-Więc zaufaj.- warknąłem i przyciągnąłem ją szybko do siebie wpijając się gwałtownie w jej wargi i łapiąc ją w tali tak, aby mi nie uciekła. Hermiona zaczęła się wyrywać. A ja, nie zważając na jej wyraźną niechęć pogłębiłem pocałunek pieszcząc jej podniebienie. W końcu przestała się wyrywać, ale nie oddała pocałunku, tylko stała jak posąg, licząc na to, że to mnie zniechęci. Lecz ja nie mogłem przestać. Musiałem ją całować z zachłannością i namiętnością, żeby uwierzyła w moje kłamstwa. Gdy się od niej oderwałem spojrzałem jej prosto w oczy. Była wyraźnie zagubiona.
-Czy teraz mi wierzysz?- zapytałem zachrypniętym głosem.
-Ja... Draco ja potrzebuję czasu, żeby to wszystko poukładać.- jest! W myślach krzyczałem ze szczęścia że uwierzyła.
-Rozumiem. Czy wybaczysz mi? -zapytałem wiedząc, że teraz mi nie odmówi.
-Dobrze wybaczę Ci, ale nie licz na nic więcej. A już na pewno nie na chwilę obecną.
-Zgoda. Mam do Ciebie jeszcze jedno pytanie. Pójdziesz ze mną, jako partnerka na Sylwestra? Wiem, że nie ma żadnych zaproszeń, ale chciałbym, żebyśmy poszli tam razem jako para znajomych. Co ty na to?
-Nie mogę, mam inne plany.
-Jasne, nie ma sprawy. Mogę wiedzieć jakie?
-Spędzam Sylwestra w Norze.
-I twój ojciec na to pozwolił?-  zapytałem z niedowierzaniem.
-Tak. Rzucił zaklęcie na moje znamię i w ten sposób dowie się gdy będę w niebezpieczeństwie.
-Musisz tam iść? Co może się ciekawego stać w towarzystwie Łasicy? A impreza z rasowymi Ślizgonami... Tu może się zdarzyć wszystko.
-Nie Malfoy, obiecałam. O nie nazywaj tak Rona.
-Nie tryskasz entuzjazmem na myśl udania się tam mam rację?
-Tak... Masz rację nie pociąga mnie za bardzo wizja spędzenia Sylwestra przy filmach i słodyczach i z Miodowego Królestwa.-przyznała z sarkazmem.
-To nie idź tam.
-To nie takie proste. Chcę tam iść, żeby powiedzieć im prawdę o mnie i o mojej rodzinie.
-Rozumiem, ale żałuję, że nie będzie Cię na imprezie. A i jeszcze jedno Draco, nie Malfoy skarbie.
Hermiona rzuciła mi mordercze spojrzenie.
-Daruj sobie takie gadki Malf... Draco.-rzuciła starając się zachować poważną minę, ale po chwili zaczęła się śmiać, a ja razem z nią.
-Idziesz na obiad?
-Co? Jaki obiad przecież jest dopiero... już trzecia.
-No, to idziesz czy jesz tutaj?
-Tutaj. Jesz ze mną?-spojrzałem na nią zdziwiony,ale szybko jej odpowiedziałem, zanim zmieni zdanie.
- Jasne.
-Muszka!
-Tak Pani?
-Przynieś mi obiad dla dwóch osób na balkon.
-Dobrze.-odpowiedziała skrzatka i zniknęła.
-Hermiono, czy ty się dobrze czujesz na dworze jest minus dziesięć.
-Przecież balkon jest zaczarowany.
-No tak.
-Nie przytakuj już, tylko chodź bo skrzat właśnie przyniósł obiad.
Poszliśmy na balkon. Żeby oczarować sobą dziewczynę odsunąłem jej krzesło, cały czas zabawiałem rozmową itp. Posiłek minął nam w nawet miłej atmosferze. Musiałem już iść, bo byłem umówiony z chłopakami.
-Muszę już iść do zobaczenia później.- na pożegnanie pocałowałem ją w policzek, a ona o dziwo pozwoliła mi na to.- A jeszcze jedno pytanie. Czy są jakieś szanse na to, że my... no, że będziemy razem?
-Draco to trudne pytanie i ciężko na nie odpowiedzieć. Na razie jesteśmy znajomymi, jeśli się postarasz to zostaniemy być może przyjaciółmi. A później kto wie... Nie mam pojęcia.
-Aha. To do zobaczenia.
-Cześć.
Znów nachyliłem się, pocałowałem ją w policzek i wyszedłem z pokoju. Pierwsza część zrobiona. Hermiona wybaczyła mi i zaczęła mówić do mnie po imieniu. Najgorsze będzie rozkochanie jej w sobie, ale jestem w końcu Malfoyem. Cieszyłem się jak głupi, bo to naprawdę duży sukces. Wszedłem do pokoju, gdzie już siedzieli Zab i Teo.
-Siema, gdzie się szlajasz?- Diabeł jak zwykle musiał wszystko wiedzieć.
-No wiecie daliście mi takie świetne zadanie, że muszę zaczynać już teraz, żeby wyrobić się z tym do końca roku szkolnego.
-Aaa. Wiesz bo my możemy Ci to darować...-zaczął Teodor, który już wiedział jaka będzie odpowiedź.
-Nie ma mowy. Tu chodzi o mój honor. Pijecie po szklance?
-Z tobą zawsze Smoku.
Po chwili siedzieliśmy przy Ognistej i gadaliśmy o quidditchu
*******
Hermiona w tym czasie kończyła naukę. Nie musiała się szykować na Sylwestra, bo po co szykować się na wieczór filmowy. W nauce przeszkadzała jej pewna osoba, a raczej myśli o niej. Oczywiście myślała o słowach Malfoya. Czy to możliwe, że tak naprawdę wyzywał ją dlatego, aby nikt nie pomyślał, że ona mu się podoba? Przecież to Malfoy. Ale Pansy też nie była dla niej delikatnie mówiąc miła. W głowie Hermiony toczyła się walka. Chciałaby uwierzyć w jego słowa, ale nie potrafiła, ciągle nachodziły ją wątpliwości. W dodatku jeszcze ten pocałunek w święta. Na razie potrafiła podarować mu bardzo okrojoną przyjaźń. Tylko na tyle umiała się zdobyć. Po za tym to i tak wiele po tylu latach poniżania. Hermiona spojrzała na zegarek i przeraziła się. Myśli o blondynie tak ją wciągnęły, że straciła rachubę czasu. Była piętnaście po siódmej. Zjadła tylko kanapkę przyniesioną przez skrzata. Była umówiona na dwudziestą, więc musi się pośpieszyć. Ubrała miętowe rurki i sweterek. Włosy zostawiła rozpuszczone. Poprawiła swój delikatny makijaż. Ubrała kozaki i płaszcz, i poszła w stronę wyjścia, żeby teleportować się do Nory. Odetchnęła głęboko. W końcu czekała ją ważna rozmowa z przyjaciółmi. Podeszła do drzwi i zapukała. Otworzyła jej pani Weasley. Na widok dziewczyny uśmiechnęła się szeroko i przytuliła.
-Hermionka, jak miło Cię widzieć. Schudłaś znowu. Za mało jesz. Masz ochotę na zapiekankę ziemniaczaną?
-Dobry wieczór.Nie dziękuję, jadłam zanim wyszłam z domu.
 W tym momencie na schodach odezwał się głos Ginny.
-Mamo czy to Hermiona przyszła?
-Tak, przed chwilą.- odkrzyknęła jej matka. Po chwili było słychać, jak ktoś zbiega po schodach, a zaraz po tym  jak ten dźwięk ucichł brązowooka znalazła się w niedźwiedzim uścisku Ginny.
- Strasznie się za tobą stęskniłam. Nie widziałam Cię tydzień, a czuję się jakby minął co najmniej rok.
Już miała odpowiedzieć, że także się stęskniła, ale do kuchni wpadli Harry z Ronem. Również ją wyściskali.
-Gdzie się podziewałaś, że nie mogłaś nas odwiedzić?-zapytał Rudzielec.
-Sprawy rodzinne. Później wam wytłumaczę.- w sumie nie kłamała.
-Zgoda, idziemy?
-Poczekajcie chwilę. Upiekłam wam ciastka maślane i krówki. Macie też sok dyniowy. Weźmiecie sobie od razu do góry.
Hermiona wzięła sok, Ginn szklanki, Harry krówki, a Ron ciastka i poszli do góry. Mieli siedzieć w pokoju Rudzielca. Nie zmienił się on zbytnio. Nadal dominował tu pomarańczowy kolor i był lekki bałagan. Teraz łóżka były ustawione naprzeciwko wielkiego wyczarowanego ekranu na ścianie. Obok łóżka stał też niski stolik na jedzenie praktycznie cały zapełniony słodyczami.
-Wybraliście już jakieś filmy?
-Tak mamy kilka komedii. To jak oglądamy na chybił trafił czy wybieramy?-zapytała Ginn.
-Losujemy.-zdecydował Potter i wyciągnął rękę po pierwsze lepsze pudełko. Padło na  Niebo. Już po chwili na ekranie wyświetlał się film. Hermiona za bardzo nie skupiała się na fabule rozmyślając jak jej przyjaciele przyjmą prawdę. Przecież Ron jest taki wybuchowy, a Harry, jej ojciec to jego śmiertelny wróg. Nie wiedziała czego spodziewać się po Ginny. Ruda zawsze brała jej stronę, ale czy tym razem też tak będzie. W pewnym momencie trzeciego filmu panna Weasley podniosła się z kanapy i zaproponowała wyjście na dwór, aby obejrzeć petardy. Chłopcy od razu się ożywili, a Hermiona również się zgodziła.Po chwili byli już na dworze. Do północy zostało im pięć minut. Z szopki koło kurnika chłopacy wyciągnęli wielkie pudło petard od Freda i George'a i szampana. Hermiona widząc to ostatnie przywołała z kuchni kieliszki. Równo o północy zaczęli odpalać fajerwerki. Nie były to żałosne imitacje mugoli, nie były to też fajerwerki, które na piątym roku odpalili w Hogwartcie bliźniacy. Te były ulepszone. W powietrzu co chwilę zmieniały kształty i kolory. Raz był to znicz, za chwilę gwiazda. Inne były ognistymi smokami okrążającymi podwórko Nory i pobliskie góry. Miało się wrażenie, że jest się wśród kolorowych kul i dymu dyskotekowego. Gdy wystrzelili już wszystko petardy nadal krążyły w powietrzu. Harry otworzył szampana i rozlał go do kieliszków.
- To za co pijemy.- zapytał Ron.
-To może za to, że nadal się trzymamy razem. I za to, aby nasza przyjaźń potrafiła nadal dużo wytrzymać i żeby przetrwała wszystko. No i za nasze szczęście i zdrowie. Za nas.
- Za nas.- odpowiedzieli chórem, a Hermiona stwierdziła, że najwyższy czas im powiedzieć. Wzięła głęboki oddech i powiedziała:
-Pamiętacie jak zapytaliście mnie jak przyszłam czemu was nie odwiedziłam?- zapytała, a gdy przytaknęli kontynuowała.-Odpowiedziałam, że to sprawy rodzinne i, że wytłumaczę wam o co dokładnie chodzi. Chyba najwyższa pora, żeby wam powiedzieć prawdę. Widzicie święta spędziłam u swoich rodziców.
-Wiemy o tym, przecież mówiłaś nam o tym jeszcze w zamku.- wtrąciła Ginny
-No tak... mówiłam. Ale sprawy się mocno pokomplikowały. Spędziłam święta ze swoimi prawdziwymi rodzicami.
-Nie rozumiem.- tym razem wtrącił się szatyn.
-Widzicie, gdy byłam dzieckiem porwano mnie i ukryto u mugoli, aby załamało to moich rodziców. W czasie przerwy świątecznej odwiedził mnie mój biologiczny ojciec. Zamieszkałam z nim, mamą, bratem i siostrą bliźniaczką. Okazało się, że tak naprawdę jestem arystokratka. Och... błagam nie odwróćcie się ode mnie...
-Hermiono twój status krwi nic nie zmienia.-powiedziała łagodnie Ginny.

-Teraz tak mówicie, bo jeszcze nie wiecie kim są moi rodzice. Nie Ginn pozwól mi dokończyć.- powiedziała szybko widząc, że dziewczyna znów chce jej przerwać- Moimi rodzicami są...- tu wzięła kolejny głęboki wdech i powiedziała- Amanda i Tom Riddle.